Filmowa lekcja historii
W procesie nauczania każdego przedmiotu dążymy do tego, aby wiedza zdobywana przez młodzież była w pełni zrozumiała i przydatna w dalszym życiu i pracy zawodowej. W tym celu stosuje się często nauczanie poglądowe, które oparte jest na procesie bezpośredniego poznawania rzeczywistości.
Sprawa ta jest zrozumiała, gdy dotyczy nauczania przedmiotów takich, jak np. chemia, biologia, fizyka. Na lekcjach uczeń może samodzielnie przeprowadzać doświadczenia chemiczne, oglądać komórki pod mikroskopem lub poznawać tajniki działania modelu silnika rakietowego. Jak jednak stosować zasadę poglądowości w nauczaniu historii? Wydaje się, że środki audiowizualne ułatwiają tu realizację tej zasady. Informacje uzyskane za pomocą środków audiowizualnych zachęcają do sięgnięcia po lekturę, która utrwala wiedzę zdobytą po obejrzeniu filmu. Iluż z nas sięgnęło po Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, gdy obejrzało ekranizację dokonaną przez Zbigniewa Kuźmińskiego lub poznało urok Dziadów Adama Mickiewicza, dzięki filmowi "Lawa" autorstwa Tadeusza Konwickiego.
Podstawową funkcją środków audiowizualnych jest zastępowanie bezpośredniego kontaktu z rzeczywistością przez jej obrazowe i dźwiękowe odbicie. Jak stwierdza Adam Suchoński w książce Środki audiowizualne w nauczaniu i uczeniu się historii, ma to szczególne znaczenie w nauczaniu historii, ponieważ prawie cały przedmiot poznania ucznia jest wyłączony spod jego bezpośredniej obserwacji.
Wśród wiadomości, które docierają do młodzieży za pośrednictwem środków masowego przekazu (prasa, radio, telewizja, film), dużo miejsca zajmują wiadomości dotyczące zagadnień historycznych. Czy zawsze są one zgodne z tzw. prawdą historyczną, oficjalnym stanowiskiem badaczy, wiedzą ujętą w encyklopedii czy też szkolnym podręczniku? Oczywiście, że nie, a największe spustoszenie w tej dziedzinie wywołują filmy fabularne, częstokroć po prostu fałszujące historię, jak czyniły to w większości np. amerykańskie westerny, idealizujące historię osadnictwa i podboju Dzikiego Zachodu, kolonizacji rozległych przestrzeni Ameryki, walk toczonych z Indianami.
Utrwalanie pewnych wydarzeń historycznych przez twórców kultury, w tym wypadku przez reżyserów filmowych, powoduje, że ich wizja artystyczna funkcjonuje w powszechnej świadomości i na pewne wydarzenia historyczne patrzymy przez pryzmat dzieł filmowych, gdyż głęboko tkwią one w naszej psychice. Trudno byłoby odtwarzać przebieg bitwy grunwaldzkiej nie mając w pamięci scen z filmu "Krzyżacy" Aleksandra Forda. Obronę Westerplatte "widzimy" tak, jak pokazał ją Stanisław Różewicz w swoim filmie, a śmierć majora Henryka Dobrzańskiego "pamiętamy" przywołując obrazy z filmu "Hubal" Bohdana Poręby.
Należy jednak pamiętać, iż film fabularny nawet doskonale opracowany pod względem artystycznym zawierający nowe i ciekawe koncepcje reżyserskie, lekceważący jednak realia historyczne przynosi więcej szkody niż pożytku. Niezmiernie trudno jest bowiem usunąć z umysłów młodzieży obraz fałszywy czy też nawet tylko nieścisły. Jako przykład niech posłużą chociażby takie filmy, jak "Lotna" Andrzeja Wajdy i "Ogniomistrz Kaleń" Ewy i Czesława Petelskich. Wychodząc z kina po projekcji "Lotnej", widz obeznany z przebiegiem kampanii wrześniowej 1939 roku zastanawia się, czego był świadkiem: peanu na cześć polskiej kawalerii czy też raczej drwiny z idealizowanej tradycji ułańskiej? Wielu odbiorcom "Lotnej" - zwłaszcza u schyłku lat pięćdziesiątych - przyczyny odejścia od utartej tradycji pokazywania polskiego żołnierza wydawały się niezrozumiałe, zaprzeczały ich wyobrażeniu, ale też osobistej pamięci przeżytych wydarzeń historycznych.
Nieco inaczej rzecz się miała z filmem "Ogniomistrz Kaleń", który w momencie swojej premiery w roku 1961 nie wywołał zbyt wielu kontrowersji i dyskusji historyków, gdyż w ówczesnym czasie nie było po prostu możliwości realizacji innego filmu o podziemnej działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii. Ileż jednak protestów wywołała emisja tego filmu przed kilkunastoma miesiącami.
Pisząc o filmie historycznym, warto zdefiniować pojęcie, którym się posługujemy. Zdaniem Janusza Tazbira, wyrażonym niegdyś w dyskusji w redakcji miesięcznika "Kino": "Na film historyczny składają się wydarzenia przełomowe, występowanie obok bohaterów fikcyjnych postaci znanych, pogląd na historię narodu w tym okresie, określona historiozofia, wreszcie to, co by dawało możność konfrontacji wizji zawartej w filmie z wizją, którą odbiorca wyniósł ze szkoły, powieści historycznej, z innych środków przekazu".
Z badań Janusza Rulki wynika, że recepcja historycznych filmów fabularnych wpływa korzystnie na znajomość faktów historycznych zarówno u uczniów szkoły podstawowej, jak i średniej: Młodzież częściej korzysta w zakresie informacji historycznej z filmu, jeśli dany okres dziejów był wcześniej omawiany w szkole, lub jeśli projekcja była ukierunkowana przez nauczyciela. Fabularne filmy historyczne powodują również powstawanie u młodzieży błędnych informacji. Dotyczy to szczególnie lokalizacji czasowej i przestrzennej wydarzeń historycznych. Najmocniej jednak filmy oddziałują na tworzenie wyobrażeń dotyczących realiów i wydarzeń historycznych. Wyobrażenia te mają charakter odtwórczy, a ich jakość i rodzaj zależą od walorów danego filmu.
Według Rafała Marszałka od filmu historycznego zwykło się żądać prawdy. Film odtwarzający przeszłość wchodzi w sferę niepisanych, lecz dość zgodnie ujawnianych oczekiwań. Masowa widownia poszukuje potwierdzenia wyobrażeń historycznych lub odkrycia nowej perspektywy widzenia dziejów. Profesjonalny historyk - obdarzony przez społeczeństwo autorytetem - ocenia film pod kątem zawartej w nim prawdy dziejowej. Zadośćuczynienie lub uchybienie tej prawdzie ma zasadniczo przesądzać o społecznej wartości filmu historycznego.
W ten sposób filmowa relacja o przeszłości sytuuje się wobec różnych punktów odniesienia. Stosownie do wybranego przedmiotu jest traktowana jako instrument poznania historycznego. Powiadamia o przeszłych wydarzeniach, a zajmując publiczność ich przebiegiem - wyjaśnia sens. Z drugiej strony jednak owa fabularna relacja filmowa nie przynosi autonomicznej, ani pewnej wiedzy o przeszłości. Film historyczny nie jest autonomiczny, bowiem wykorzystuje cudze źródła, zapożycza wizerunki namalowane przez innych, przejmuje i naśladuje już wcześniej formułowane oceny. Nie jest pewny jako kanon historycznej wiedzy, ponieważ należy do beletrystyki. Wszystko to sprawia, że odbiorowi filmu historycznego zazwyczaj towarzyszą pewne zabiegi kontrolne. Konfrontacja ekranowej i pozaekranowej historii dotyczy wiarygodności zobrazowanych w filmie wydarzeń. Beletryści filmowi podjęli się roli historyków i za ten stan rzeczy biorą pełną odpowiedzialność. Ani w teorii, ani w praktycznym doświadczeniu sprostanie tym wymogom nie jest łatwe.
Wzbogaceni o rozważania teoretyczne przystąpmy do próby opisania najnowszego filmu Juliusza Machulskiego zatytułowanego "Szwadron", który sprowokował mnie do przedstawienia tych kilku krytycznych refleksji na temat roli filmu historycznego w procesie nauczania i uczenia się historii.
Reżyser znany był dotychczas widowni z produkcji filmów rozrywkowych, cieszących się dużą popularnością. Jako twórca sięgał już do wydarzeń przeszłych, gdyż jego filmy "Vabank" rozgrywały się w realiach Rzeczypospolitej 20-lecia międzywojennego. Po raz pierwszy w dorobku twórcy filmów "Kingsajz" i "V.I.P." pojawił się film historyczny, pretendujący do rangi wydarzenia artystycznego, prowokujący do rozmyślań na temat naszej historii, roli jednostki w procesie dziejów, zagadnienia zdrady narodowej, postaw bohaterstwa i patriotyzmu.
Film poświęcony jest drobnemu epizodowi z historii powstania styczniowe go 1863 roku. Jego narracja jest oryginalna - obraz jest bowiem opowieścią widzianą i komentowaną przez Rosjanina, a zatem obcokrajowca i najeźdźcę. Dla rosyjskiego arystokraty - porucznika kawalerii, powstanie początkowo jest jeszcze jednym buntem Polaków wobec cara, formalnego władcy Priwislańskiego Kraju - Polszy, choć kremlowski namiestnik jest przecież taki łaskawy dla swego wiernego ludu.
W miarę rozgrywania się ekranowych wydarzeń główny bohater przechodzi przemianę duchową i zaczyna powoli rozumieć postawę swoich przeciwników - Polaków. Niechętnie bierze udział w tej dziwnej wojnie, w której nie widać przeciwnika, a jedynym jeńcem złapanym przez jego oddział jest żydowski chłopiec, skazany na karę śmierci przez powieszenie za to, iż ośmielił się przekazać wiadomość grupie polskich powstańców, wegetujących w zimnie i bez żywności na bagnach.
Temat powstania styczniowego nie był dotychczas specjalnie eksponowany w polskim kinie. W porównaniu do filmów historycznych prezentujących przeróżne epizody II wojny światowej, dorobek ten jest raczej mizerny. Z powojennej twórczości na uwagę zasługuje jedynie "Wierna rzeka" - ekranizacja powieści Stefana Żeromskiego, dokonana przez Tadeusza Chmielewskiego - film, który na ekrany przebijał się z pewnymi trudnościami.
Ważne miejsce w kanonie filmów historycznych, które należałoby wprowadzić do programu szkolnej edukacji, powinien zająć "Szwadron" Machulskiego. Jest to film trudny w odbiorze, epatujący widza okrucieństwem i brutalnością wojny, która nie miała swojego zdecydowanego oblicza, składała się z kilkuset potyczek partyzanckich, nagłych napaści, pościgów, tropienia nawzajem swoich oddziałów po lasach, moczarach, wiejskich drogach.
Jeżeli spojrzeć na fabularną treść "Szwadronu", to przyznać trzeba, że opowiada on o małym epizodzie militarnym, który nie odegrał większego znaczenia w powstaniu. Jednakże optyka, którą może zastosować, np. publicysta wojskowy lub historyk wojskowości, nie powinna być tutaj rozpatrywana. Film Machulskiego to wielka metafora o naszych czynach niepodległościowych, częstokroć źle przygotowanych organizacyjnie (jak np. powstanie styczniowe), bez zaplecza politycznego, społecznego i gospodarczego. I taka też jest wizja powstania 1863 roku widziana oczami realizatorów filmu jako bunt szlachetnych idealistów wobec brutalnych najeźdźców. Ale jak zinterpretować fakt, iż dowódcą rosyjskiego oddziału, likwidującego powstańcze partie, jest Polak (świetna rola Janusza Gajosa), który w jednej ze scen przyznaje, że musi być okrutny i bezwzględny, gdyż na niego, jako nie-Rosjanina, zwrócona jest szczególna uwaga dowództwa… Czy stosować tutaj prosty mechanizm oceny, oskarżenia o kolaborację, sprzedajność? Chcę jedynie zasygnalizować ów problem, nie podejmując się jego oceny. Przypomnę liczne dyskusje historyków, toczone o postać margrabiego Wielopolskiego.
Pewnym paradoksem jest również i to, iż postacią szlachetną, mającą stosowny dystans do rozgrywających się wydarzeń, jest rosyjski porucznik - arystokrata, próbujący przeniknąć duszę tych, z którymi przyszło mu walczyć. Byłby to być może wpływ literatury rosyjskiej i jej wielkiej tradycji z pisarstwem Lwa Tołstoja na czele.
Możliwości odczytania bogatego w znaczenia filmu Juliusza Machulskiego jest wiele, reżyser pozostawia duże pole marginesu, w które można wpisać własną ocenę. Trudną, tak jak trudne są lekcje historii poświęcone zagadnieniom powstania styczniowego, jego genezie, przebiegowi i krwawemu końcowi, który był zarazem końcem romantycznej wizji Polski.
Marek Sokołowski
Pracownia Filmowa WSP, Olsztyn
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24