Inny świat Wacka Zawadowskiego



Przywykliśmy już do rozlegających się wokół nas złorzeczeń i narzekań, do mówienia, jak jest źle i jacy wredni są nasi bliźni. Tęsknimy chyba do innego świata, w którym wspólnie moglibyśmy robić rzeczy sensowne, nie narażając się na zawiść innych ludzi - ba, nawet liczyć na ich wsparcie i aplauz. Jest taki świat. Nawet, choć wydaje się to nieprawdopodobne, w środowisku oświatowym.


Profesor Wacek Zawadowski jest formalnie przewodniczącym Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki. Anaprawdę czymś znacznie więcej; słowo "lider" tu nie wystarcza. Przede wszystkim Wackowi (tak do niego i o nim mówią członkowie Stowarzyszenia, tak sam się przedstawia) organizacja ta zawdzięcza, że jest wyspą możliwości w morzu niemożności.

Trzecie zadanie

Ja sam nie miałem raczej szczęścia do nauczycieli matematyki i pewnie nie jestem wyjątkiem. Zadania matematyczne kojarzą się na ogół z narzędziami szykan i prześladowań, z idiotycznymi łamigłówkami, których odgadnięcie nikomu i niczemu nie przynosi pożytku. Takie przynajmniej wrażenia wynosi się z większości szkół. W dniach od 4-7 lutego br. w Poznaniu, w Szkole Muzycznej przy ul. Solnej, odbyła się trzecia Krajowa Konferencja Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki. Przygotowanie i przeprowadzenie jej było zadaniem jak najbardziej matematycznym. Współorganizatorem konferencji był Wojewódzki Ośrodek Metodyczny w Poznaniu, więc z tego względu, chociaż jestem polonistą, w pewnym stopniu zostałem włączony w rozwiązywanie tego zadania.

Przygotowanie kilkudniowej konferencji dla 450 osób (chętnych było znacznie więcej, mimo nie tak małej odpłatności; możliwości organizacyjne nie pozwoliły jednak przyjąć wszystkich) jest zadaniem skomplikowanym i wymagającym ścisłej współpracy wielu je rozwiązujących. To opracowanie planu zajęć, dostarczenie na miejsce kilku pracowni komputerowych i innego różnorakiego sprzętu, to noclegi dla uczestników, posiłki, kilkanaście sal dla odbywających się jednocześnie warsztatów, druk materiałów, szukanie sponsorów, identyfikatory, nagrody dla zwycięzców konkursów, wystawy pomocy naukowych, imprezy towarzyszące - i pieniądze, które trzeba liczyć, wyczarowywać, zdobywać, pomnażać, znowu liczyć…

Zadanie rozwiązywali wspólnie: Henryk Kąkol od statystyki, Krystyna Dałek od kart dydaktycznych, Ania Pawlak od nauczania początkowego, Maria Dawidowska od doskonalenia nauczycieli, Iwona Gertig od muzyki (dyrektorka Szkoły Muzycznej im. H. Wieniawskiego w Poznaniu, gospodarz konferencji) no i Wacek Zawadowski - od wszystkiego. Uczestnicy, wyjeżdżając, zgodnie ocenili, że zadanie zostało rozwiązane świetnie.

Jedno wszakże mnie zastanawia: czy komukolwiek z rozwiązujących, począwszy od koryfeuszy matematyki, a na wplątanych w to zadanie humanistach skończywszy, pomogły w tej pracy ich szkolne zajęcia z matematyki? I czynaprawdę szkolna matematyka nie może być tak pomyślana, żeby pomagała w rozwiązywaniu podobnego rodzaju zadań?

"E pluribus unum"

Tę łacińską inskrypcję znamy z monet z podobizną prezydenta Waszyngtona; głosi ona to, czym chlubi się Ameryka: Z wielu jedno. Słowa te mogą charakteryzować atmosferę III Konferencji, określają zresztą znakomicie samo Stowarzyszenie Nauczycieli Matematyki. Na konferencji spotkali się matematycy wszystkich szczebli: od tych, co uczą dzieci siedmioletnie, do tych, co kształcą studentów. Nie było czegoś, co zdarza się przy takiego typu spotkaniach: podziały na większych i mniejszych, ważniejszych i mniej ważnych, bardziej i mniej kompetentnych. Byli ci, co chcieli się czegoś od siebie nawzajem nauczyć.

Okazało się także, że w szkołach różnych szczebli nie ma odmiennych problemów związanych z matematyką, jedynie sposób ich rozwiązywania może być odmienny. Na konferencji sprawę tę poruszano. Z jednej bowiem strony zmniejsza się znaczenie matematyki jako szkolnego przedmiotu - świadczy o tym zmniejszanie liczby godzin przydzielanych na ten przedmiot w szkołach i zniesienie obowiązkowości pisemnej matury z matematyki. Z drugiej strony rośnie znaczenie kompetencji matematycznych dla sprawnego funkcjonowania we współczesnej cywilizacji technicznej. Z tego względu należy dążyć w szkole do silniejszego związania matematyki z rzeczywistością, przygotowania do stosowania matematyki w życiu codziennym, do badania i rozwiązywania problemów otwartych, posługiwania się kalkulatorami i komputerami, korzystania z języka i aparatu statystyki, wreszcie do budowania prostych modeli matematycznych i korzystania z nich. Jest potrzeba opracowania nowych (zresztą w tej chwili nie ma żadnych) standardów wymagań dla poszczególnych poziomów kształcenia.

Płodozmian

Wszyscy uczestnicy konferencji spotkali się na inauguracji, imprezach towarzyszących i zakończeniu konferencji, resztę czasu pracowali w zespołach. W sesjach przedpołudniowych i popołudniowych odbywały się równolegle warsztaty w 15 grupach, wybieranych według zainteresowań. Część zajęć prowadzili goście z Anglii, Holandii i Danii. Pracownia "bryłek" Janka Baranowskiego czynna była 24 godziny na dobę.

Przy takim natężeniu aktywności matematycznej zagrożenie obłędem staje się całkiem realne. Stąd w charakterze "odtrutki" były imprezy artystyczne. Uczniowie Podstawowej Szkoły Muzycznej im. H. Wieniawskiego (laureaci międzynarodowych konkursów) koncertowali dla matematyków w niedzielne popołudnie, inauguracja została także ozdobiona koncertem dwunastoletniej Małgosi. W pięknym budynku szkoły urządzona była wystawa plastyczna 240 wyróżnionych prac (spośród prawie tysiąca nadesłanych), plon konkursu plastycznego o tematyce matematycznej. Wszyscy autorzy eksponowanych prac w niedzielę odebrali nagrody (sponsorów pozyskiwano jeszcze w przeddzień), dzieci i ich rodzice lub nauczyciele zdumieni byli rozmachem imprezy.

Imprezą towarzyszącą, przeznaczoną raczej dla matematyków, był konkurs na rozwiązanie zadań. Furorę zrobiło rozwiązanie zadania dostarczone przez polonistę - odczytywanie go przyjmowane było salwami śmiechu z widowni, a wielu uczestników na pamiątkę zabrało kserokopie tekstu. Ten swoisty płodozmian uzupełniony był szampańskim party, prowadzonym z wielkim temperamentem przez Anię Pawlak.

Smutek naszego diabła

Konferencję zakończył wykład profesora Jana Potworowskiego. Wykład utrzymany był w konwencji tej samej, co cała konferencja - to znaczy mówił o sprawach ważnych, ale bez akademickiej kostyczności. Jego temat brzmiał: "My, nauczyciele, wobec zmian". Oto kilka myśli profesora, cytowanych z wykładu, a bardzo bliskich - jak sądzę czytelnikom "Edukacji i Dialogu":

Zauważyłem, że NIE zmienię się, gdy ktoś wypowie mi w twarz słowa: "nauczyciel musi" lub "nauczyciel powinien". Zauważyłem, że zmieniam się poprzez rozmowę z innymi. Zauważyłem, że zmieniam się, jeśli swobodnie mogę poruszać się w - i poza grupą. Zauważyłem, że zmieniam się, jeśli nie jestem nakłaniany, lecz zapraszany do uczestnictwa. Zauważyłem, że zmieniam się, jeżeli jestem wystarczająco pewny, by podjąć niewielkie ryzyko. Zauważyłem, że zmieniam się, jeżeli mogę współdziałać w procesie zmian dokonujących się we mnie i nie jestem zmuszony do korzystania ze wskazówek innych ludzi. Zauważyłem, że zmieniam się, jeżeli ktoś pomaga mi w dokonaniu spostrzeżeń, a nie spostrzega za mnie. Zauważyłem, że dokonywanie zmian jest często bolesne: trzeba zrezygnować ze starych, wygodnych rozwiązań. Zauważyłem, że zmianom towarzyszy posługiwanie się nowym słownictwem, lub że posługuję się starym słownictwem w odmienny sposób. (…)

Czasami nowe słowa brzmią dziwnie. Nie ma na to rady. Na przykład, SNM zajmuje się kwestią edukacji matematycznej; a nie matematyką samą w sobie czy pedagogiką. Posługujemy się słowami "edukacja matematyczna" celowo, od kiedy René Thom dokonał rozgraniczenia między edukacją matematyczną, której głównym problemem jest znaczenie, a matematyką, gdzie najważniejsza, jest sprawa "ścisłości".


Samą formułę wykładu profesora Potworowskiego warto propagować. Żeby dać pewne pojęcie o atmosferze, poczuciu humoru i swoistej "poglądowości", opiszę niektóre sceniczne "ilustracje" wykładu:

Passus o zmianach przychodzących z zewnątrz ilustrowany jest wciągnięciem na scenę przez (profesora) Wacka Zawadowskiego ogromnego worka. Testowanie jakości tych "zmian" polega na przekłuciu znajdującego się tam balonu. Gdy wykładowca mówi o zmianach przychodzących w postaci "fal", na scenie Wacek Zawadowski i Lyndon Baker naśladują falę. Trzeci rodzaj zmian - zachodzących wewnątrz nas - ilustruje Ian Harris, spacerujący w peruce po scenie, przebrany za kobietę w ciąży.


W dniach 4-7 lutego 1994 roku przez Szkołę Muzyczną w Poznaniu przewinęło się sześć lub siedem setek ludzi zadowolonych: nauczycieli, rodziców, dzieci; ludzi uśmiechających się do siebie, mówiących: dziękuję, gratuluję, w czym mogę pomóc… Nie słyszałem ani razu narzekania. W tym czasie w innych miejscach kraju uczniowie narzekali na nauczycieli, nauczyciele na pensje, pracownicy na szefów z wzajemnością, politycy na polityków z wzajemnością, nasi na onych, oni na naszych, nasi na naszych, oni na onych… diabli czuwający nad Polską mieli dobry dzień.

Tylko diabeł opiekujący się ulicą Solną w Poznaniu (a może Stowarzyszeniem Nauczycieli Matematyki) musiał być bardzo strapiony.


Klemens Stróżyński

WOM, Poznań

 

Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry