Jacy rodzice?



Dobra szkoła, poza normalnym tokiem realizacji programu nauczania, zapewnia swoim uczniom możliwość działalności społeczno-patriotycznej w organizacjach harcerskich oraz pracy w różnorodnych kołach zainteresowań. Jednak pożądane rezultaty nauczania i wychowania może przynieść tylko zintegrowane, wielokierunkowe oddziaływanie na młodego człowieka, w którym wysiłki dydaktyczno-wychowawcze szkoły i organizacji splotą się harmonijnie z wpływem rodziny.


W kontekście wymogów współczesnej pedagogiki zaznaczyć trzeba, że rodzice stanowią pierwsze wzory osobowe dla swych dzieci, są głównymi reprezentantami świata dorosłych w ich otoczeniu. Rodzice mogą właściwie wychować dzieci tylko wtedy, jeżeli żyć będą w zgodzie z sobą i z obowiązującymi zasadami moralności, zapewnią potomstwu przynajmniej dostateczne warunki do rozwoju fizycznego i psychicznego, stworzą odpowiedni klimat wychowawczy w domu. Klimat ten wyrażać się powinien przede w akceptacji współdziałania, w dobrym samopoczuciu innych osób z kręgu rodzinnego, rozumnym podziale praw i obowiązków dziecka sprzyjających rozwojowi jego osobowości.

W rodzinach, które otaczają dziecko rozsądną opieką i współdziałają w sposób planowy i zorganizowany ze szkołą, dzieci mają zapewnione sprzyjające warunki do wszechstronnego rozwoju osobowości i osiągania pomyślnych wyników w nauce i wychowaniu patriotycznym.

W codziennym życiu spotkać jednak można wiele nieprawidłowości świadczących o niezrozumieniu przez rodziców swej roli w wychowaniu własnych dzieci. Analizując i oceniając stosunki w rodzinie, można z grubsza wyodrębnić kilka kategorii rodziców, którzy z pedagogicznego punktu widzenia niekorzystnie oddziałują na potomstwo.

Rodzice bezkrytyczni wobec swych dzieci kierując się ślepą miłością, wykraczają poza ramy zakreślone przez naturę. W rodzinie nadopiekuńczej w niewłaściwy sposób pomaga się dziecku zaspokoić jego aspiracje. Tacy rodzice starają się usuwać przed dzieckiem jakiekolwiek trudności i przeszkody. Nie dopuszczają swej pociechy do żadnego wysiłku, ani własnej inicjatywy. Słowem całkiem nieświadomie wychowują człowieka niezdolnego do twórczego przekształcania materialnej rzeczywistości, biernego lalusia, wyalienowanego z realiów życia, pozbawionego przedsiębiorczości i pomysłowości. W konsekwencji takiego prowadzenia za rączkę, wyniki i postępy dziecka w nauce są przeciętne, a nawet słabe, mimo że byłoby ono zdolne osiągnąć lepsze.

Otaczanie dzieci nadmierną opieką, wyręczanie we wszystkim, pozbawia je potrzeby dążenia do celu, kształtuje osobowość konsumpcyjną a nie walczącą. W dziecku rodzi się i utrwala przesadne mniemanie o sobie, fałszywa ambicja, nieustępliwość i inne negatywne cechy.

Zdaniem Jamesa Dobsona może się rozwinąć stosunek zależności, z daleko sięgającymi konsekwencjami. Dziecko takie jest opóźnione w przygotowaniu do samodzielnego życia. Jako dziesięciolatek nie może zmusić się do zrobienia czegoś, co nie sprawia mu przyjemności czy też jest trudne, ponieważ nigdy wcześniej nie miał do czynienia z rozwiązywaniem kłopotliwych spraw. Nie wie, jak "dawać" komuś, gdyż zawsze myślał tylko o sobie. Ma trudności z podejmowaniem decyzji lub wyegzekwowaniem jakiejkolwiek samodyscypliny. Kilka lat później wkroczy w wiek młodzieńczy całkowicie nie przygotowany do wolności i odpowiedzialności, jakie go tam czekają. Aż strach pomyśleć o "niespodziankach", które czekają jego przyszłą żonę.

Rodzice uparci natomiast trwają w przeświadczeniu, iż praktykowane przez nich metody pedagogicznego oddziaływania na dzieci są jednie słuszne i nie wymagają jakichkolwiek korekt wychowawczych. Rodzice tej kategorii, nie chcąc narazić się nauczycielowi, na pozór zgadają się z jego uwagami, przyrzekają stosować się do zaleceń, a w rzeczywistości postępują bez zmian i w przypadku niepowodzeń dziecka w nauce winę składają nie na siebie, lecz na szkołę. Sztucznie chcą kompensować dydaktyczno-wychowawcze defekty ucznia. Co gorsza, ujawniają niejednokrotnie destrukcyjne postawy bezpośrednio wobec dzieci. W konsekwencji przyczyniają się do lenistwa swych pociech, lekceważenia autorytetu nauczyciela i obowiązków ucznia.

Sprzeczne informacje docierające do dziecka, różne reakcje rodziców na uwagi nauczyciela powodują zamęt, uniemożliwiając mu poznanie i przyswojenie prawidłowych zasad postępowania. Rodzą też stopniowo swoiste cwaniactwo, przebiegłość. Powodują zachwianie wewnętrznej równowagi dziecka, wywołując niepokój, są przyczyną nadpobudliwości. Trudne jest życie, w którym nie mą nic pewnego i stałego. Szczególnie, gdy się jest małym i wszystkiego trzeba się dopiero nauczyć. Kola nauczyciela przypomina wówczas sytuację misjonarza wśród ludożerców: on nie rozumie ich, a oni jego.

Rodzice, którzy w indywidualnej hierarchii wartości cenią wyżej pracę zawodową czy nawet społeczną niż trud wychowania własnego potomstwa. W pogoni za osiągnięciem coraz wyższego standardu mają niewiele czasu dla rodziny. Rozmowy z dzieckiem, systematyczna troska o postępy w nauce i prawidłowy rozwój stanowią margines. Odsuwane są na dalszy plan i beztrosko zrzucone na barki szkoły.

Rodzice o nastawieniu aspołecznym uważają, że wykonywanie jakiejkolwiek pracy poza zwykłymi obowiązkami zawodowymi winno odbywać się według zasady "za ile?". Reprezentują oni bardzo ubogie cechy osobowości w sensie etyczno-moralnym. "Mali ludzie - powiada B. Jerssey - zawsze będą najpierw pytali ile, za ile i nigdy nie będą z proponowanej sumy zadowoleni". Takie wzorce komercyjne, przenoszone przez rodziców powodują, że dzieci wychowują się jako istoty aspołeczne, wyalienowane z realiów współczesnego życia, rozwijają w sobie cechy egoistyczne, co pozostaje w ewidentnej sprzeczności z zasadami wychowania w nowoczesnej rodzinie i więzami ideowo powinnościowymi wobec państwa i społeczeństwa.

Rodzice mający ukryte życie pozarodzinne; potajemnie tworzą tzw. trójkąty i czworokąty małżeńskie, są skonfliktowani, ale formalnie nie chcą rozbijać rodziny w imię dobra dzieci, bądź ze względu na prestiż społeczny lub zawodowy. Tego rodzaju zakamuflowane poczynania sprowadzają często ujemne skutki wychowawcze w stosunku do dzieci, bo nawet mimo największej konspiracji ukryć się tego nie da. Odczuwają one taki stan rzeczy intuicyjnie. Według opinii dr. Normana S. Brandesa, psychiatry dziecięcego: "dzieci są bardzo wrażliwe na stany depresji, nawet jeśli dorośli są przekonani, że ukryli przed nimi swoje przygnębienie".

Jako pedagog, a także ojciec, z autopsji wiem, że dzieci są bystrymi i krytycznymi obserwatorami rodziców. Naśladują dorosłych w ciągu długiego okresu życia, nawet wtenczas, kiedy werbalnie nie akceptują naszych poglądów i poczynań. Np. tylko teoretycznie uznajemy zasadę prawdomówności, czyniąc od niej niekiedy wyjątki. A oto przykład z życia wzięty: W tramwaju dziecko zwraca się do matki: "Daj, skasuję bilet", na co matka szeptem: "- Jeden przystanek i tak przejedziemy". Tak czasami postępujemy, a potem dziwimy się, że nasze dzieci kłamią i lekceważą normy etyczno-moralne, kulturalne, prawne. Sami zatem często psujemy charaktery dzieci. W ich psychice utrwalają się negatywne stereotypy, które trudno zmienić, a nawet stają się nieodwracalne na całe życie.

Warto tu przypomnieć powszechne mniemanie, iż kulturę pedagogiczną rodziców zwykło się określać przez pryzmat ich wykształcenia. Nic bardziej błędnego. Z praktyki wiem, że poziom kultury pedagogicznej nie zależy wyłącznie od stopnia edukacji rodziców. Notuje się wiele przykładów wykształconych rodziców zajmujących wysokie stanowiska służbowe i, co ważniejsze, wypełniających wzorowo obowiązki zawodowe, udzielających się społecznie, którzy w domu odsłaniają swe prawdziwe oblicze sadystów, histeryków, furiatów - demoralizujących na różne sposoby swoje dzieci. A od nich przecież, ze względu na wykształcenie i pozycję zawodową w hierarchii społecznej, oczekiwać wypada obowiązku właściwego wychowania młodego pokolenia. Co więcej, nieraz to destrukcyjne postępowanie rodziców pogłębiają jeszcze nauczyciele w szkole, którzy nie dociekają przyczyn narastających niepowodzeń dzieci w nauce.

Pożądane rezultaty może przynieść tylko zespolenie, takie wielokierunkowe oddziaływanie na młodego człowieka, w którym wysiłki dydaktyczno-wychowawcze szkoły i organizacji splotą się harmonijnie z wpływem rodziny. Na rodzinie natomiast spoczywa główny obowiązek zaszczepiania swym dzieciom szacunku do nauki i pracy. Realizacji tych zadań, trudnych i odpowiedzialnych, angażujących i kształtujących musi towarzyszyć głęboka, patriotyczna motywacja.

Społeczeństwo oczekuje zwiększenia odpowiedzialności rodziców za wychowanie własnych dzieci i kształtowanie ich postaw obywatelskich. A odnotować można sporo przykładów o zabarwieniu negatywnym. Nie zawsze synowie i córki są pilne w nauce, skromnie i nienagannie zachowują się w miejscach publicznych. Dość często wśród naszej młodzieży spotkać można przejawy egocentryzmu i egoizmu próżniactwa i zarozumialstwa. Jeśli do tego rodzice nie rozumieją, jak wiele w takim przypadku zależy od współpracy ze szkołą i umiejętnego postępowania pedagogicznego, wówczas sytuacja kształtuje się niekorzystnie przede wszystkim dla ucznia słabego. U zdolnych uczniów nie można natomiast rozwijać twórczych talentów, szybkości refleksu, wyobraźni, zaangażowania itp.

Sprawy zaniedbań wychowawczych w rodzinach powinny od czasu do czasu być przedmiotem spotkań nauczycieli z rodzicami. Problemy te jednak muszą być omawiane z taktem pedagogicznym, w atmosferze życzliwości i wzajemnej współodpowiedzialności za wychowanie młodej generacji Polaków.

Praktyka życia codziennego ujawnia w postępowaniu rodziców wobec własnych dzieci, szkoły i środowiska jeszcze dużo nieprawidłowości. Niektórzy rodzice nie czują potrzeby nawiązania dialogu ze szkołą. Uważają, że formalna wywiadówka załatwia wszystko. Są i tacy, którzy nie uczestniczą nawet w wywiadówkach, co ze względu na wymogi nowoczesnej pedagogiki jest zjawiskiem niewybaczalnym.

Wiele szkół organizuje indywidualne spotkania rodziców z nauczycielami w celu wymiany informacji i obserwacji o dziecku. Gdyby takie praktyki stosowane były na szerszą skalę, uniknęlibyśmy dodatkowych nieporozumień między nauczycielami, rodzicami i dziećmi, które występują w toku realizacji procesu dydaktyczno-wychowawczego i obywatelskiej edukacji młodzieży.

Właściwa atmosfera życia w rodzinie, miłość i wzajemna kultura modelują umysłowość i charakter dziecka, rodzą pierwsze patriotyczne uniesienia wobec ojczyzny, uczą szacunku do innych narodów, każą szanować człowieka i jego pracę, wpajają zasady uczciwości, rzetelności i dyscypliny. Wynika stąd konieczność wyrobienia w dziecku poczucia odpowiedzialności za losy ojczystego kraju, kształtowania wrażliwości na niesprawiedliwość, krzywdę i cierpienie innych narodów.

W konkluzji wysnuwa się logiczny postulat, aby po pierwsze rodzice doceniali wagę współdziałania ze szkołą, po drugie, aby szkoła w miarę możliwości dotarła do każdej rodziny, która niewłaściwie postępuje z dzieckiem. Wszak tylko takt, rozwaga i wzajemna cierpliwość rodziców i szkoły, mogą przynieść pożądane efekty dydaktyczno-wychowawcze i patriotyczno-obronne. Trzeba budować pozycję partnerską, wzajemny szacunek i zaufanie, dążyć do tego, aby rodzice nie przemilczali nasuwających się im uwag krytycznych o funkcjonowaniu szkoły.


Bronisław Getka

Lublin



 

Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00

Puste place zabaw

Aleksandra Rygiel 01 Luty 2012, 00:00

Celtycki wojownik w szkolnej ławce, czyli o archeologii i dziejach najdawniejszych w szkołach

Łukasz Sajnóg 30 Styczeń 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

TED Talks | Daniel Kahneman o doświadczeniu i pamięci

Michał Młodziński 31 Styczeń 2012, 13:43

Do biegu… gotowi… STOP!

everlight112 07 Styczeń 2012, 11:20

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

rose wong 24 Grudzień 2011, 04:25

FACEBOOK

Powrót do góry