Literacki stereotyp kultury polskiej



Nie ma chyba w Polsce człowieka, który nie widziałby przed oczyma obrazu Sienkiewiczowskiego latarnika zaczytanego w Panu Tadeuszu i zaniedbującego swe obowiązki służbowe. Oto obraz siły literatury ojczystej wryty w naszą świadomość.


Niewielu zapewne jest także Polaków, którzy nie mieliby przed oczyma obrazu upowszechnianego przez literatów i pamiętnikarzy - przystojnego, zimnego, "aryjskiego" oficera Wehrmachtu, który utrudzony swym wojennym rzemiosłem, siada do fortepianu, gdzieś wśród zgliszcz i pożarów, by zagrać utwory Beethovena, Brahmsa, Mozarta. Oto literacki obraz siły muzyki ojczystej utrwalony w naszej świadomości.

W iluż to z nas drzemie wizja, podsycająca naszą próżność, megalomanię i poczucie wyższości (podszyte zresztą zawiścią i kompleksami) Amerykanina (ze Stanów Zjednoczonych), który zakończywszy swe biznesy zatapia wzrok w serii kolejnego komiksu lub serialu, na którymś z kilkudziesięciu kanałów telewizyjnych. Ot, prostaczek on, prostaczek! Ani to bowiem literatura, ani muzyka, ani ojczysta. I amerykanizujemy się ochoczo zarazem protestując i oburzając się.

Poprzestańmy na tych obrazkach, gdyż wystarczą nam one do uchwycenia pewnych stereotypów myślowych jako istota kultury polskiej jawi się w nich literatura, niemieckiej - muzyka, amerykańskiej - obrazki. Skupmy naszą uwagę na pierwszym z nich, owym stereotypie literackości polskiej kultury, który stał się już mitem organizującym nasze wychowanie, kształcenie, przeżywanie. Dwa pozostałe służą tu wzmocnieniu wymowy pierwszego, ilustrują bowiem sposób widzenia kultury polskiej w opozycji do kultur innych narodów, poprzez redukcję jej bogactwa do jakiegoś wyznacznika istotowego: słowa, dźwięku, obrazu.

Aż ciśnie się pod pióro żartobliwe nawiązanie do dawnych manier etymologicznych: oj, Słowianie my, Słowianinie! Daleko bowiem odeszliśmy dziś w zakresie praktyki kulturowej od koncepcji Maurycego Mochnackiego, w której teoria literatury stawała się filozofią kultury narodowej, od jego tezy o uznawaniu się w swym jestestwie właśnie poprzez literaturę rozumianą jako kultura, a zarazem jakże bliscy jesteśmy jemu właśnie w sposobie traktowania istoty sprawy.

Ależ - powie ktoś - a Chopin, Moniuszko, a Matejko, Grottger, i doda, że literatura, owa "arka przymierza", przechowywała dziedzictwo, kultywowała mowę, zastępowała nieistniejące instytucje państwowe i społeczne, że skoro funkcje te spełniał także polski Kościół katolicki, to i stereotyp Polaka-katolika powinienem wymienić. Wszystko to prawda, ale prawdą jest też to, że dominuje u nas literacki sposób patrzenia na dzieje, społeczeństwo, politykę, religię, życie rodzinne, na całość naszej kultury. Wiedzę swą czerpiemy zazwyczaj z fikcji literackich, do nich przymierzamy rzeczywistość, one dostarczają wzorców i modeli, norm i wartości.

Bośmy romantycy! - zawoła ktoś inny - świat rzeczywisty chcemy modelować na kształt romansu, żywimy się złudzeniami i ułudami. Zapewne tam właśnie szukać trzeba źródeł tych zjawisk, popatrzmy jednak, jak toczy się ten nurt, jak dziś kształcimy i kształtujemy odbiorców i współtwórców naszej kultury.

O tym, że nasz model szkolnej wiedzy zbudowany jest z niemal całkowicie izolowanych segmentów, wie każde dziecko, które odrabia lekcje matematyki, astronomii, fizyki, chemii, biologii, historii, języka polskiego. O tym, że model ten wyrasta w prostej linii z XIX-wiecznej, pozytywistycznej (comte’owskiej) klasyfikacji nauk, wiedzą już tylko nieliczni, najczęściej zresztą o jego archaiczności dowiadują się pośrednio, gdy w trakcie wyższych studiów stykają się z astrofizyką, biochemią i wieloma innymi krzyżówkami, pograniczami, czy wręcz nowymi dyscyplinami nauki. Lecz jak świat światem, czy to w szkole, czy na studiach, młody Polak musi (a na poziomie wyższym - może) zgłębiać tajniki filologii polskiej, czyli wiedzy o języku i literaturze.

Szkoła ma uczyć czytać i pisać po polsku - to jest oczywiste. Nie jest już jednak oczywisty sposób włączania młodego człowieka w krwiobieg kultury polskiej. W szkole robi on rozbiory gramatyczne i logiczne zdań, analizuje funkcje przydawek i okoliczników, rozbiera na czynniki pierwsze fraszki, pieśni i powieści, zaś niezależnie i dodatkowo na lekcjach historii uzyskuje wiadomości o historii politycznej swego kraju. Jeśli uczy się go o ciężkiej doli chłopów i kłopotach mieszczaństwa - to na podstawie literatury, nie zaś dokumentacji historycznej, jeśli o powstaniach narodowych - to na podstawie literatury, nie zaś pamiętników i dzieł historycznych, jeśli uczeń liźnie coś na temat folkloru, to na podstawie literatury pięknej, a nie dzieła Kolberga.

Wiedza szkolna o polskim malarstwie, rzeźbie, muzyce, filozofii, architekturze, budownictwie, gospodarce, obyczajach, modach, kulinariach, życiu erotycznym jest prawie żadna, a co najważniejsze (i najgorsze) nie jest, i nie może być, wpisywana w żadną wizję całościową (poza dostarczaną przez literaturę piękną), w której widoczne byłyby związki i relacje, współzależności i współdziałanie poszczególnych elementów tej wiedzy. Nie istnieje bowiem coś takiego, jak wiedza o kulturze polskiej jako przedmiot nauczania.

Studia wyższe stanowią jedynie spotęgowanie tego stanu rzeczy: analizy i rozbiory są subtelniejsze i bardziej wyrafinowane, ale ich przedmiot pozostaje ten sam - język i literatura polska. A kultura polska? Od niej są różni specjaliści: muzykolodzy, historycy sztuki, historycy filozofii, socjologowie, archeologowie i wielu innych reprezentantów różnych - logii. Spróbujmy jednak wskazać cudzoziemcowi miejsce lub ludzi, od których mógłby zaczerpnąć uporządkowane informacje o kulturze polskiej. Nie uda nam się, natomiast Polaka nie ma co kierować gdziekolwiek, gdyż nie odczuwa on potrzeby takiej wiedzy. Wiadomości o literaturze i z literatury zaczerpnięte zastępują mu całą wiedzę o kulturze polskiej.

Potrzeba, a nawet konieczność, nauczania w szkole wiedzy o kulturze polskiej (obok nauczania języka polskiego) wydaje mi się oczywista, podobnie jak studia wyższe w dziedzinie dziejów kultury polskiej (obok filologii polskiej). Nie jestem jednak naiwnym marzycielem ani biurokratycznym technokratą, by sądzić, że sprawę rozwiąże utworzenie mocą urzędową interdyscyplinarnego instytutu, do którego spędzi się stosownych specjalistów i że mocą ustawy wprowadzi się nowy przedmiot do szkół i przydzieli jego nauczanie nie dociążonym aktualnie wykładowcom różnych przedmiotów. Kroki instytucjonalne i administracyjne mogą być jedynie zwieńczeniem procesu, nie zaś jego początkiem.

Pierwsze jaskółki tego procesu już widać. Katedra Kultury Polskiej istniejąca przy Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego w tym właśnie kierunku prowadzi kształcenie i prace badawcze, choć cel jest na razie praktyczny: przygotowanie animatorów życia kulturalnego. Powołany na tymże uniwersytecie Międzywydziałowy Instytut Studiów Humanistycznych stwarza szanse zaprogramowania niektórych z projektów studenckich w sygnalizowanym wyżej kierunku.

Idzie mi zatem o tworzenie atmosfery intelektualnej, ukierunkowywanie badań i procesów kształcenia w strukturach istniejących w naszej nauce i uczelniach, o inspirowanie prac naukowych, dyplomowych, popularyzatorskich, o publikowanie źródeł wiedzy o dziejach naszej kultury, o wprowadzanie autorskich programów do szkół - a więc o szeroki i długotrwały wysiłek badawczy, wydawniczy, nauczycielski. Idzie mi o proces racjonalizacji wiedzy o kulturze polskiej jako swoistej całości i przezwyciężanie w ten sposób mitu o jej literackim charakterze.


Andrzej Kołakowski

Uniwersytet Warszawski



 

Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry