Rodzice! Nie pytajcie o stopnie



Na pytanie, po co są oceny w szkole, najczęściej słyszymy odpowiedź: po to, aby mobilizować dzieci do nauki.


Akcentuje się zatem motywacyjną funkcję stopni, pomijając aspekt informacyjny: nauczyciel sprawdzając pracę ucznia uzyskuje informacje o stanie jego wiedzy, a stawiając ocenę, komunikuje mu, że wszystko jest dobrze lub - co trzeba poprawić. Nie dostrzega się też niebezpieczeństw związanych z przyzwyczajeniem uczniów do szóstek, piątek czy jedynek.

Wiesław Łukaszewski w książce Szanse rozwoju osobowości wśród czynników ograniczających lub hamujących samorealizącję człowieka w pierwszym rzędzie wymienia zagrożenie, hierarchiczność oraz nadmierną kontrolę. Zatrzymam się przez moment na dwóch pierwszych.

Zagrożenia. Według teorii Maslowa wśród potrzeb, których zaspokojenie warunkuje prawidłowy rozwój, potrzeba bezpieczeństwa występuje tuż po potrzebach fizjologicznych (na trzecim miejscu jest potrzeba miłości i przynależności). W sytuacji zagrożenia (w szkole stanowi je jedynka) człowiek całą aktywność koncentruje na obronie, wymyśla techniki unikania kary i pozornego działania. Zagrożenie paraliżuje osoby słabe psychicznie; powoduje zagubienie, skłania do bierności i wytyczania celów mało odległych, uzależnionych od aktualnej sytuacji zewnętrznej.

Hierarchiczność. Wiesław Łukaszewski: Im powszechniejsze i bardziej nasilone są przejawy hierarchiczności w życiu społecznym, tym bardziej życiorysy ludzi zdeterminowane są przez mechanizmy "tłoczenia" się w górę hierarchii, tym powszechniejsze jest ograniczanie szans twórczej samorealizacji jednostek. Hierarchia jest czynnikiem, który ogranicza liczbę stopni swobody w wyborze celów, narzucając cele konsumpcyjne ogranicza tym samym kierunki rozwoju jednostki.

Owym nadrzędnym konsumpcyjnym celem w szkole łatwo może stać się szóstka, a nie wiedza inowe umiejętności. Kiedyś, dość dawno temu, zaproponowałem mojej młodszej siostrze, aby przeczytała pewną bardzo interesującą książkę. Usłyszałem odpowiedź: "Po co mam czytać, jeśli to nie na ocenę?".

Jest to dowód, jak zwykła cyferka może zabić ciekawość poznawczą dziecka. Dla mnie o wiele groźniejsze wydają się skutki społeczne. Uczniowie, niestety, nazbyt często skłaniają się do stosowania skali ocen, która dzieli ich na lepszych i gorszych. Każdy więc, kto woła o częste stawianie dzieciom stopni, jakby nieświadomie twierdził, iż naczelnymi wartościami są rywalizacja, wrogość, egocentryzm, antyspołeczność, a nie np. umiejętność działania w grupie.

Co ciekawe, często rodzice domagają się od nas, abyśmy ostro pytali i stawiali surowe oceny. Czyżby zapomnieli o swoich szkolnych przeżyciach (np. o paraliżującym strachu, gdy nauczyciel szukał kolejnej ofiary, wodząc palcem po kartce dziennika)?

Pragnę zaznaczyć, że nie jestem zwolennikiem całkowitego wyeliminowania ocen ze szkoły. Doświadczenie każe mi stwierdzić, że niektórzy uczniowie trwają tak głęboko w bierności i niechęci do jakiegokolwiek wysiłku umysłowego lub w tak permanentnej ostrożności wobec nieznanego, iż tylko zastosowanie negatywnej motywacji w postaci jedynki może ich popchnąć do zrobienia kroku do przodu. Są to jednak jednostkowe przypadki, zresztą bardzo często związane z wcześniejszymi przykrymi wspomnieniami szkolnymi albo innymi problemami osobistymi. Każde zdrowe, szczęśliwe dziecko ma naturalny pęd do rozwoju i jest ciekawe wszystkiego, co nowe.

Oceny mogą, z pożytkiem dla obu stron, informować o właściwości drogi kształcenia, lecz:
  • nigdy, gdy będzie to cyferka nie poparta dodatkowym uzasadnieniem (potrzebna jest ocena opisowa),
  • tylko wtedy, gdy uczeń ufa swojemu nauczycielowi i traktuje go jako opiekuna, doradcę, a może nawet mistrza, a nie jako przeciwnika, którego trzeba obejść za pomocą ściągi.

Uważam, że zbędne, a nawet szkodliwe jest stosowanie tradycyjnego systemu oceniania uczniów w klasach 1-3. Dzieci w tym wieku uczą się zazwyczaj z ogromną ochotą i radością, nie potrzebują więc żadnego dodatkowego sztucznego dopingu w rodzaju kija i marchewki. Siedmio- czy ośmiolatkowi bardzo trudno wytłumaczyć informacyjne znaczenia oceny. Dla niego szóstki będą cennymi zdobyczami, skarbami, które można kolekcjonować i którymi można się pysznić przed kolegami, a stopień niższy zawsze będzie odebrany jako porażka, jeśli nie klęska. Kiedy dostało się trójkę, czwórkę a nawet piątkę to łatwo zacząć zazdrościć i stracić sympatię do szóstkowicza, a na dodatek - stracić wiarę w sens uczenia się. Życzliwa rada nauczyciela (a nauczyciel u maluchów zazwyczaj ma wielki autorytet, często większy niż rodzice) może bardzo pomóc dziecku i na pewno nie będzie miała żadnych skutków ubocznych.

Celestyn Freinet, twórca systemu pedagogicznego, którego jestem gorącym zwolennikiem, uznał że stopnie i lokaty zawsze są błędem. Jego niezmienna prawda pedagogiczna nr 18 brzmi następująco: Nikt ani dziecko, ani dorosły nie lubi kontroli i kary, które zawsze odczuwa jako ujmę dla godności osobistej, szczególnie wtedy, gdy odbywa się publicznie. I jeszcze jeden cytat: W szkole tradycyjnej, w zasadzie, dziecko jest zawsze winne. Nauczyciel ma tendencję do szukania w pracach uczniów nie tego, co dobre, ale tego, co według niego jest karygodne.

C. Freinet w swojej szkole dał uczniom możliwość samooceny. W tym roku, po dostosowaniu freinetowskich "tygodniowych grafików osiągnięć" do potrzeb zajęć muzycznych, zaproponowałem uczniom klas 3-7, aby na zakończenie każdego miesiąca podsumowali swoją pracę, sporządzając miesięczny wykres osiągnięć.

Karty pomogą później w wykreśleniu semestralnych grafików osiągnięć z poszczególnych dziedzin aktywności na lekcjach muzyki.

A oto pierwsze wnioski z tego nowego dla mnie doświadczenia:
  1. Uczniowie niezwykle poważnie potraktowali samoocenę.
  2. Zazwyczaj oceniają się bardzo sprawiedliwie. Obiektywności samooceny sprzyja fakt, że każdy robi swój wykres indywidualnie.
  3. Dzięki umieszczeniu w arkuszu osiągnięć najważniejszych elementów pracy z danego przedmiotu oraz zastąpieniu zwyczajowych cyferek prostymi określeniami mówiącymi o jej jakości (zamiast mierna słaba!), taka forma samooceny może pomagać uczniom w rozwoju samokształcenia i poczucia odpowiedzialności za własny rozwój, w uświadomieniu swojej roli w szkole.

Na zakończenie apeluję do rodziców: Nie pytajcie swojego dziecka: "Jaki stopień dostałeś?". Bardzo, bardzo proszę, zamieńcie to pytanie na: "Czego się dziś nauczyłeś, co nowego poznałeś, co cię zaciekawiło?".


Mirosław Brzana

Gdańsk



Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry