Rzecz o ściąganiu i ocenach



"Gazeta w Krakowie" z 5 listopada 1994 opublikowała drugie już wydanie "Gazety Edukacyjnej". Artykuł na stronie tytułowej "Oświata potrzebuje zmian" prezentuje poglądy krakowskiego kuratora oświaty. Zamieszczona dwie strony dalej publikacja "Od ucznia do prezydenta" jest czymś w rodzaju małego vademecum ściągania.


Sąsiedztwo tych dwóch pozycji bardzo dobrze ilustruje stan oświaty w Polsce oraz sposób pojmowania jej zadań, potrzeb i celów w kręgach retoryków, reformatorów oraz państwowej administracji oświatowej.

Artykuł "Od ucznia do prezydenta" nie zostałby opublikowany w żadnym kraju zachodnim, który respektuje zasady demokracji, ale nie dopuszcza oszustw, a szczególnie oszustw egzaminacyjnych. Może redakcja "Gazety w Krakowie" zechciałaby wyjaśnić swoim Czytelnikom, dlaczego zaznajamia uczniów z metodami ściągania, ale nie uznała za właściwe poinformować rodziców i uczniów, dlaczego ściąganie jest naganne!

W publikacji tej nastąpiło też bardzo niepokojące pomieszanie pojęć. Prezydent, wygłaszający orędzie i korzystający z monitora wyświetlającego tekst przygotowanego orędzia, nie ściąga, ale korzysta z udogodnień technicznych, z których ma prawo korzystać. Podobnie dziennikarz zerkający do kartki z przygotowanymi przez siebie pytaniami nie ma nic wspólnego ze ściągającym uczniem. Wolno mu pytania wkuć na pamięć, czytać z kartki lub do nich zerkać.

Wykonujący te same czynności uczeń oszukuje, ponieważ wobec swoich kolegów i nauczyciela usiłuje legitymować się umiejętnościami, których nie posiada. Odpisywanie jest w każdym przypadku próbą wyłudzenia lepszego stopnia i traktowane jest tak samo, jak próba wyłudzenia pożyczki bankowej lub inne oszustwo. Odpisywanie od kogoś innego jest nie tylko oszustwem, ale i kradzieżą wiedzy posiadanej przez innego ucznia i próbą zapewnienia sobie w ten sposób tytułu własności do tej wiedzy.

Nie mam zamiaru koncentrować się na konsekwencjach ogólnego tolerowania ściągania w polskich szkołach i powodach, dla których ściąganie jest popularyzowane przez środki masowego przekazu. Wspomnę tylko o jednym: oceny wystawiane w warunkach tolerowania ściągania nie mogą być i nie są ocenami prawdziwymi. Jest rzeczą niepokojącą, że małpujący bezmyślnie Zachód reformatorzy oświatowi w ciągu sześciu lat demokracji nie potrafili nawet zauważyć tej istotnej różnicy pomiędzy szkolnictwem anglosaskim a polskim. Może dlatego, że zanadto przywykli do ściągania.

Tylko raz byłem egzaminowany i tylko raz odważyłem się egzaminować przyjmując zasadę, że egzaminowany może korzystać z dowolnych podręczników, pod warunkiem, że korzysta z nich samodzielnie. W tym systemie nie ma oszustwa, ponieważ każdy egzaminowany ma takie same warunki i możliwości. Pytania można też tak sformułować, aby mogli na nie odpowiedzieć tylko uczniowie rozumiejący problem. System ten ma wiele zalet i pozwoliłby uczniom zaakceptować zaostrzenie kar za ściąganie, których praktycznie się nie stosuje. Kary nie są po to, aby karać, ale by ograniczyć inklinacje do oszukiwania, które ściąganie bardzo dobrze rozwija. Jest rzeczą bardzo wątpliwą, że zostaniemy przyjęci do Europy przy dalszym tolerowaniu ściągania i ściągawek.

Pomówmy o ocenach. Ocena ucznia wystawiona przez wymagającego nauczyciela jest zwykle zaniżona, podobnie jak ocena wystawiona przez łagodnego nauczyciela jest zwykle zawyżona. Obie oceny, chociaż mogą się znacznie różnić między sobą, traktowane są na świadectwie szkolnym jako oceny prawdziwe, chociaż wszyscy doskonale wiedzą, że takimi być nie mogą. Dla nikogo nie jest też tajemnicą, że nauczyciel lub nauczycielka mają własne kłopoty rodzinne i inne i nie zawsze są jednakowo dysponowani. Uczniowie też mają swoje kłopoty, ale ocenianie w szkole jest działalnością niemal ciągłą. Nauczyciele zbyt wymagający i zbyt łagodni popełniają systematyczne błędy w swoich ocenach, a wszyscy nauczyciele błędy przypadkowe. Mimo to współczesna pedagogika każe wszystkim uczniom wierzyć w prawdziwość otrzymywanych stopni. W stopnie te nie wierzą nie tylko uczniowie; nie wierzą w nie również nauczyciele, a egzaminy wstępne są oficjalnym uznaniem tego faktu!

Jest rzeczą znamienną, jak mało uwagi poświęcono temu zagadnieniu i jak bardzo brak jest rzetelnych i wyczerpujących wyników badań tego problemu. Można zapytać, dlaczego tak było i jest, komu taki stan rzeczy był i jest wygodny?! Pozornie może się wydawać, że obecny system oceniania jest wygodny dla nauczycieli. Złudzeniu temu ulegają również nauczyciele i płacą za nie niskim poziomem wynagrodzeń. Biurokracja oświatowa zawsze może im wytłumaczyć, że są niedokształceni i źle uczą, co czasami, ale nie zawsze, jest prawdą. Wiarygodna ocena ucznia jest problemem podstawowym, bez którego rozwiązania dalszy postęp, zarówno w teorii, jak i w praktyce pedagogicznej, jest niemożliwy.

Z istniejących już danych wynika, że na dziesięciu uczniów, którzy zasługują na ocenę dostateczną, ocenę taką otrzymuje tylko sześciu uczniów, dwóch otrzymuje stopnie wyższe, ze stopniem bardzo dobrym włącznie, a dwóch stopnie niedostateczne. Można z tego wysnuć wniosek, że nauczyciele oceniają bardzo źle i nieprecyzyjnie! Ministerstwo Edukacji Narodowej i reformatorzy oświatowi, oburzeni taką niesprawiedliwością i niejednakowym ocenianiem uczniów, chętnie zaproponują przygotowanie nowego regulaminu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów, nowych standardów, wymagań programowych oraz przede wszystkim administracyjnego nad nimi nadzoru!

Można jednak zadać też pytanie - i wydaje się, że nie wolno nam go nie postawić - czy nauczyciele mogą oceniać lepiej, to znaczy precyzyjniej? Według istniejącego systemu oceniania - lub raczej przy kompletnym braku jakiegokolwiek systemu oceniania - nauczyciele oceniają źle, czyli niedokładnie i nieprecyzyjnie, ale jednocześnie najlepiej jak potrafią. Każda ocena wystawiana uczniowi przez nauczyciela jest obarczona większym lub mniejszym błędem i nieuznawanie tego faktu w praktyce szkolnej jest największym kłamstwem współczesnej pedagogiki. Ocena nauczyciela traktowana jest milcząco i faktycznie jako ocena bezbłędna i jako taka figuruje na świadectwie szkolnym uważanym za dokument prawny.

Zauważmy jednak, że nikt nie kupi zegarka, który może się spóźniać lub spieszyć dwie godziny na dobę, chociaż był czas kiedy i takie zegarki były bardzo cenne. Nie jest rzeczą obojętną, czy uczniowie za wiadomości na trójkę otrzymają trójkę z dokładnością plus minus dwa (czyli 5, 4, 3, 2 i 1), plus minus jeden (czyli 4, 3 i 2), plus minus 0.5 lub plus minus 0.25. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że istoty tego problemu nie zechcą lub nie są w stanie zrozumieć te osoby, które w szkole ściągały lub ściąganiu zawdzięczają największe sukcesy w swoim życiu.

Warto tutaj zwrócić uwagę, że nauczyciele nie są przez nikogo uczeni, jak mają oceniać. Nauczyciele, których zapytałem, czy uczono ich na studiach, jak oceniać, zaprzeczyli i byli bardzo zaskoczeni tym pytaniem. Czy ocenianie było jedyną umiejętnością, z którą przyszły nauczyciel przychodzi na świat?

Należy więc przyjąć zgodnie z faktami, że każda ocena ucznia obarczona jest błędem systematycznym i przypadkowym. Możliwe wówczas będzie wyeliminowanie błędu systematycznego oraz zminimalizowanie błędów przypadkowych. Dopiero wtedy wiarygodne oceny uczniów pozwolą wiarygodnie ocenić wkład pracy nauczycieli z klasami i zrealizować te wszystkie zadania, które system edukacyjny powinien realizować w demokratycznym i nowoczesnym państwie.

Statystyka nie potrafi wyeliminować pomyłek, a tym bardziej wszystkich błędów, ale pozwala nad nimi zapanować. Pedagogika stoi więc przed dylematem nie z zakresu pedagogiki, ale z zakresu statystyki. Albo w dalszym ciągu będzie uporczywie kłamać, że wszystkie oceny uczniów są prawdziwe, czyli bezbłędne, albo potraktuje oceny jako zwykłe, obarczone błędami zmienne losowe, które podlegają oszacowaniu i prawom statystyki.

Jeżeli mamy zamiar poważnie traktować demokrację, to nie można odmawiać uczniom prawa do wiarygodnego oceniania ich wiadomości lub udawać, że prawo to jest spełniane. W tym kontekście należy przypomnieć pedagogom, że udawanie i mijanie się z prawdą nie powinny mieć miejsca w szkole. A czy pozorów i udawania nie jest tam aż za dużo?!

Nie oznacza to jednak wcale, że nauczyciele mają stać się przedmiotem wyroków ferowanych przez sądy złożone z uczniów lub rodziców. Nauczyciele powinni być wyposażeni w procedury dające szansę precyzyjnego oceniania uczniów. Trudno oczekiwać od najlepszego nawet konstruktora, aby przy pomocy młotka i kowadła zbudował samochód, nie mówiąc już o rakiecie na Księżyc. Czy wymagania w zakresie oceniania w stosunku do nauczycieli nie mają podobnego charakteru?

Wbrew opiniom pedagogów i nauczycieli, którzy często zbyt chętnie ulegają trendom pedagogicznym, lansowanym przez administrację oświatową lub innym pedagogicznym modom, uczniowie poważnie traktują otrzymywane oceny, chcą je otrzymywać i najczęściej na ich podstawie oceniają samych siebie. Ocena nieprawdziwa zawsze dezorientuje dziecko. Często daje mu poczucie niezasłużonej krzywdy lub wyzwala bunt, sprzeciw, a w końcu agresję. Konsekwencją są nerwice nie tylko uczniów, ale i nauczycieli.


Aleksander Janik

Kraków



Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry