Kategorie

Oficjalna strona czasopisma:
www.edukacjaidialog.edu.pl

Czasopismo

  • Grudzień 1996
  • Listopad 1996
  • Październik 1996
  • Wrzesień 1996
  • Czerwiec 1996
  • Maj 1996
  • Kwiecień 1996
  • Marzec 1996
  • Luty 1996
  • Styczeń 1996

Luty 1996

Pobierz całe pismo
O szkołę z ludzką twarzą!

O szkołę z ludzką twarzą!




Fakt, że szkoła jako jedna z najbardziej powszechnych instytucji społecznych nie cieszy się należną renomą i nikt - ani młodzież, ani rodzice, ani nauczyciele nie lubi szkoły, a władze mają z nią jedynie same kłopoty, jest wystarczającym powodem do zastanowienia się nad sposobem jej dalszego funkcjonowania.





Coraz groźniejsze są takie zjawiska, jak wzrost analfabetyzmu, samobójstwa dzieci z przyczyn szkolnych, niechęć do szkoły, lęki szkolne, formalizm wykształcenia, odgradzanie się od naturalnego, środowiska, konflikty na różnych płaszczyznach stosunków. Poza wąską czołówką znaczne rzesze młodzieży nie mają z nauki prawie żadnego pożytku, a często opuszczają szkołę psychicznie okaleczone, znajdując w niej jedynie przykłady złej roboty i oszukiwania. Młodzież nie widzi w szkole dobrych wzorów pracy i postępowania. Jeśli więc mimo usiłowań niektórych szkoły nie można zlikwidować, to trzeba uczynić ją bardziej zrozumiałą, przyjazną.

Każdy z nas ma za sobą co najmniej osiem do piętnastu tysięcy godzin spędzonych w szkole i w tym czasie zebrał wiele różnorodnych doświadczeń, z reguły przykrych. Wynikiem jest mniejsze lub większe zniekształcenie naszej osobowości. Przede wszystkim, oprócz wielu takich niedogodności, jak odległość, ciasnota, niewygody itp. w szkole fatalnie zawodzą nauczyciele. W efekcie zniekształcono radość rozwoju czyniąc z niej przymus przetrwania.

Sztywna organizacja kształcenia hamuje rozwój i tłumi indywidualność. W szkole młodzież nie tylko gubi swoje naturalne właściwości wskutek narzucania obowiązujących rygorów, lecz bezpowrotnie traci swoją fantazję, źródło twórczych wzlotów. Język uczniów przekształca się w karykaturalny slang i wymuszony szkolną rutyną żargon wypierający naturalną mowę. Uproszczone schematy językowo-myślowe zastępują autentyczną wrażliwość, pozbawiając młodzież możliwości wyrażania i okazywania innym swoich uczuć.

Napięcia pomiędzy nauczycielami a uczniami wywierają niekorzystne konsekwencje na całe środowisko pozaszkolne. Budynki szkół z reguły nie są przykładem pociągającej architektury, a często wręcz odstraszają swoim obozowym wyglądem. Nie opublikowano dotychczas albumu dobrych wzorów architektury szkolnej.

Niejednemu kojarzy się ona z ponurą surowością. Nie dziwmy się więc, że budynki szkolne nie stały się ośrodkami naturalnego życia zbiorowości. Nieraz, żeby zdobyć niezbędne środki, dzierżawi się w dodatku pomieszczenia. Szkoła nie zdołała się stać miejscem spotkań pokoleń. Nierzadko zaś dorośli ze względu na niemiłe wspomnienia omijają ją dla uniknięcia przykrych skojarzeń. Szkoła jest często symbolem biurokratycznych barier utwierdzających podział życia społecznego na swojskie, naturalne, i obce, regulowane niezrozumiałymi ograniczeniami. Unikanie szkoły jest zupełnie zrozumiałe, gdyż o niemiłych wspomnieniach staramy się zapomnieć. Szkoła istnieje więc dla siebie, obok swego żywiciela - środowiska.

Szkoła z ośrodka żywych, swojskich i naturalnych kontaktów stała się miejscem, do którego z przykrością się przychodzi, nie mówiąc już o przymusie spędzenia w nim wielu lat życia. I uwaga ta nie ma nic wspólnego z modną "antypedagogiką". Wynika z oglądu szkolnej rzeczywistości. W szkole spotykamy obecnie smutne dzieci i zgorzkniałych, niepewnych swej przyszłości, lekceważonych przez wszystkich nauczycieli. Obie strony nie zdają sobie właściwie sprawy z tego, po co znalazły się w tej tak im obcej instytucji. I tylko czasem ogólna frustracja i bezsilny opór zdezorientowanych swym losem uczniów znajdują ujście w niepohamowanym krzyku. Także złośliwości z ich strony mają tę samą przyczynę -beznadzieję. Rzeczywistość dowodzi, że szkoła stała się wylęgarnią strachu i agresji, degradacji poznawczej i moralnej .

W obecnej szkole wszystko wymaga zmian, począwszy od organizacji, aż po regulacje prawne i programy nauczania. Rozliczanie z realizacji programów wskazuje, że brak jest zaufania do fachowości nauczycieli. Kiepskiemu nauczycielowi program nie pomoże. Co by powiedziano, gdyby np. mistrzowi kowalstwa kazano kuć konia zerkając do instrukcji programowej? A przy obecnej sztywnej organizacji szkolnej nie może się ukształtować żaden wybitnie zdolny umysł, gdyż każdy niezależnie od zdolności i poziomu musi odbywać naukę przechodząc z klasy do klasy, aż mu twórcze myśli wywietrzeją z nudów i irytacji. Nawiasem mówiąc, Norbert Wiener, twórca cybernetyki, miał dziewiętnaście lat zostając doktorem nauk.

Szkołę trzeba uczynić ludzką i sprawić, aby każdy dostrzegł w niej niezbędne ogniwo swego rozwoju. Szkoła biurokratyczna się przeżyła, gdyż niczemu już nie służy i zasklepia się w pozorach. Światowe dyskusje nad stanem szkoły wskazują, że potrzebna jest szkoła swojska, a będzie taką, jeśli zdoła porozumieć się ze środowiskiem i wtopić się w jego potrzeby oświatowe, jeśli stanie się przedłużeniem wspólnego życia i działania. Trzeba zrozumieć, że to głównie rodzice odpowiadają za swoje dzieci, a więc także za ich wykształcenie, muszą więc uzyskać bezpośredni wpływ na to, jak szkoła działa. Szkoła ograniczona do wydawania ocen, świadectw i dyplomów sprawia, że za tym formalizmem nie kryje się żadna motywacja do kształcenia się. Mankamenty szkoły znajdują wyraz w fali krytyki, choćby na temat przemocy szkolnej. Obecnie coraz wyraźniej widać także przemoc szkoły wobec środowiska.

Szkoła w obecnym kształcie jest jeszcze jedną instytucją kontrolną i karcącą w razie odmowy spełnienia jej wymagań. To kontrolne brzemię pochodzi z okresu upowszechniania szkoły w okresie zaborów. Szkoła została sztucznie wszczepiona w naturalne środowiska, z obcymi im celami. To znamię obcości trwa do dziś. Od tego czasu szkoła kojarzy się z przymusem. Traktowana jest też wciąż jako obce ciało, na które trzeba się uodpornić, skoro nie da się go zwalczyć. Zupełnie inaczej ma się sprawa z instytucjami wytworzonymi przez same środowiska, np. kulturalnymi czy gospodarczymi. Ta obcość nieraz przybiera postać otwartej wrogości. Środowiska z niepokojem obserwują szkoły, nie wiedząc, co też one wymyślą. Szkoła i środowisko to wciąż dwa odległe od siebie bieguny.

Długa droga, którą przebyła szkoła, doprowadziła do zniekształcenia jej pierwotnej funkcji. W swoich zalążkach miała być miejscem gromadzenia się na uczoną rozmowę w czasie wolnym od przymusu zewnętrznych celów. Ta prafunkcja szkoły wynika z etymologii jej nazwy, po grecku ochodé. Szkoła nie zamierzała więc przymuszać ani dyrygować swoją klientelą. Cel szkoły jako miejsca swobodnego rozwoju człowieka rozwinął Seneka pisząc w 106 liście do Luciliusza przekornie Non vitae, sed scholae discimus, co oznaczało, że to w szkole właśnie trzeba dążyć do osiągnięcia człowieczeństwa jako obrony przed egoizmem i chciwością.

Z wiekami szkoła przeobrażała się w dwóch krańcowych kierunkach. Jeden przeistaczał ją w ostoję najlepszej klasycznej kultury, drugi zadziałał przeciwnie doprowadzając do jej stopniowego wyobcowania. Formalizacja przekształciła ją w instytucję przymusu i kontroli nakładając na młodzież i rodziców coraz większe obowiązki. Szkoła stawała się więc coraz mniej akceptowana. Na czoło wysunęły się jej funkcje polityczne, ideologiczne, ekonomiczne. Rosnący biurokratyzm sprowadził jej zadania do wąskiego praktycznego nauczania. Aby stała się na powrót akceptowana, musi więc przeobrazić się w instytucję kultywowania miejscowej kultury jako ośrodka życia. W jej kształtowaniu musi uczestniczyć miejscowa społeczność.

Szkoła swojska znaczy: własna, potrzebna, znajoma, zrozumiała, bliska, otwarta i przyjazna. Obcy to znaczy nieznany, budzący niepewność, rezerwę, dystans i niepokój. Obcy to niewiadomy, a więc zbędny. Szkoła swojska powinna wynikać z potrzeb środowiska. Obcość sprawia, że społeczność nie dostrzega pożytku z niej, a odczuwa jedynie uciążliwość. Szkoła swojska musi naśladować naturalne życie środowiska i brać w nim udział, rezygnując z restrykcji. Musi wyłaniać się z miejscowej tradycji i kultury, przejmować miejscowe oceny rzeczywistości. Jeśli szkoła jest dla środowiska obca, to i wartości przez nią lansowane również uznane są jako obce, a narzucane budzą opór.

Z badań wzajemnych relacji szkoły i środowiska wynika jednoznaczny wniosek, że są one mniej lub bardziej napięte. Do rzadkości należą stosunki współdziałania, i to tylko z wybranymi grupami środowiska. W większości przypadków panuje chłodna rezerwa. Strony tolerują się i ograniczają kontakty do najbardziej koniecznych. Nierzadko jest ledwo ukrywana niechęć przeplatana wzajemnym obwinianiem się o różnorodne wypaczenia. Często są otwarte spory i konflikty indywidualne i grupowe. Płaszczyzną największych napięć są stosunki nauczycieli z uczniami. Nauczyciele nie potrafią się wznieść do poziomu subtelności i kultury. Rodzice zaś złorzeczą w czterech ścianach i unikają szkoły. W ostateczności przychodzą w obronie swoich dzieci. Tylko nieliczni podejmują się wykonania jakichś usług w szkole, a co zapobiegliwsi szukają osobistych kontaktów z nauczycielami dla zapewnienia swoim dzieciom lepszej pozycji. Szkoła stała się hermetyczna, chroniąc się formalnymi zakazami przed wejściem na jej teren. Incydenty i konflikty z uczniami spowodowane są najczęściej nieodpowiednim postępowaniem nauczycieli. Szkoła jest niegościnna i odpychająca. I złudne jest przekonanie, że zmienić ją mogą nauczyciele z formalnymi dyplomami, pozbawieni jednak ducha pedagogicznego.

Atrofia szkolna wymaga przełamania. Oswajać szkolę oznacza przełamywać jej obcość. Szkoła powinna zrezygnować z pseudointelektualizmu i stać się szkołą rozwojową. Na jej przywary zwracał uwagę już Komeński nawołując do przepędzania z niej gnuśności. Trzeba usuwać przede wszystkim wszelkie przejawy formalizmu, aby szkoła swoim klimatem zapraszała dzieci i młodzież do budującej pracy nad sobą. Także rodzice muszą uzyskać większą możliwość współdecydowania o sprawach szkolnych swoich dzieci i wpływania na realizację tego, co uznają za dobre. Obecnie nie mają oni potrzebnej odwagi w staraniach o sprawy swoich dzieci, przytłoczeni hegemonią szkoły i nie wierząc w ich skutek.

Potrzebna jest więc nowa teoria szkoły, która byłaby w stanie określić jej nowe, ważne w przyszłości cele i pomagać w usuwaniu obecnych mankamentów, które doprowadziły do jej wyobcowania z naturalnego życia społecznego. Niezbędna jest także krytyka stanu obecnego jako podstawy zmian i obrony przed rutyną. Rzecz w tym, aby uzmysłowić konieczność zmian. Trzeba usuwać istniejące mankamenty, a można tego dokonać wspólnym wysiłkiem wszystkich stron zaangażowanych w procesy oświatowe.

Nie wiem, czy głos przejętego obecną sytuacją oświatową pedagoga spotka się z odzewem krytycznego czytelnika?


Jan Poplucz

Tychy




foto