Gdzie słowa zawodzą, tam mówi muzyka
Powszechnie wiadomo, że przedmiot "muzyka" służy rozwijaniu słuchu, głosu, poczucia rytmu oraz ma przygotować do odbioru dzieł wielkich mistrzów muzyki klasycznej. Jednak zajęcia muzyczne według mnie mają jeszcze jeden walor, na który mato kto zwraca uwagę: wspomagają ogólny rozwój dziecka. Właśnie tę funkcję muzyki opisuję w niniejszym artykule, którego tytuł stanowią słowa H. Ch. Andersena.
Punktem wyjścia większości zajęć muzycznych jest piosenka. Ucząc się słów i melodii kolejnej pieśni, dzieci ćwiczą pamięć oraz koncentrację uwagi. Jeżeli jednak naukę piosenki połączymy z nauką czytania nut i gry na instrumencie, to stwarzamy dziecku wielokroć większe możliwości rozwojowe, intensyfikując jego aktywność umysłową. Pismo nutowe, jak każde pismo w języku ojczystym czy obcym, matematycznym, komputerowym itd., to system symboli wymagający od czytelnika zdolności zapamiętywania, analizowania poszczególnych znaków oraz ich odczytywania po uprzednim zestawieniu w logiczną całość. Każdy nowy język podnosi sprawność analizy i syntezy, ułatwiając dalszą naukę. Dlatego też na moich lekcjach już drugoklasiści samodzielnie "oswajają" większość piosenek: najpierw grają melodię z nut, później ją powtarzają, śpiewając również nutami, a dopiero na koniec dokładają słowa. Po ostatecznym opanowaniu utworu często zabieramy się jeszcze do odczytania akompaniamentu, o ile został zaproponowany w tekście. Repertuar piosenek w podręcznikach dla klas 1-3 daje dzieciom możność stopniowego opanowania kolejnych dźwięków, wartości rytmicznych oraz innych znaków muzycznych. Z czytaniem nut mogą mieć problemy uczniowie dyslektyczni, lecz zaręczam, że o wiele łatwiej jest zapamiętać dziewięć podstawowych dźwięków na pięciolinii niż cały alfabet, nie mówiąc o zasadach matematycznych. Tu liczą się przede wszystkim chęci, o czym ostatecznie przekonała mnie moja uczennica, która stała się wirtuozem gry na flecie, chociaż w wieku dziesięciu lat nie potrafiła nauczyć się liczyć w granicach pierwszej dziesiątki ani nie była w stanie napisać poprawnie choćby jednego zdania. Wyobraźcie sobie jej radość, gdy wreszcie znalazła dziedzinę, w której zaczęła odnosić sukcesy!
Grać nauczył się nawet chłopiec z aparatem słuchowym! Uczniom napotykającym problemy podczas nauki proponuję - z bólem serca, gdyż opóźnia to rozwój dziecka - aby podpisywali nuty, posługując się ściągawką. Najważniejsze jest, żeby dzieci znajdowały przyjemność w muzykowaniu; od produkowania zawodowych artystów są szkoły muzyczne.
Główną przyczyną niechęci ludzi do aktywnego zajmowania się muzyką jest świadomość braku dobrego głosu. Połączenie śpiewu z nauką gry na instrumencie stwarza szansę tym, którzy gorzej śpiewają. Aby maksymalnie ułatwić moim uczniom muzykowanie, wybrałem dla nich najłatwiejsze z możliwych narzędzie do grania, czyli flet prosty sopranowy. Jest najłatwiejszy i najwygodniejszy, ponieważ:
- jest mały (zmieści się w tornistrze) i tani,
- flecista może w trakcie gry nieustannie śledzić zapis nutowy, co trudno osiągnąć np. podczas pracy z dzwonkami, tzw. cymbałkami,
- łatwo, grając, odmierzyć wymaganą długość dźwięku,
- jest świetnym instrumentem do improwizacji.
Flet sprawia kłopoty maluchom z pierwszej i drugiej klasy, lecz jedynie tym, którzy w przedszkolu mało lepili, malowali, wycinali i mają jeszcze mało sprawne palce. Praca z instrumentem pomaga w zlikwidowaniu zaległości manualnych, ponadto ćwiczy koordynację psychoruchową. Przyznaję jednak, że nieczyste dźwięki mogą początkowo zniechęcać co bardziej niecierpliwych muzyków, jak również i ich... rodziców.
Wróćmy do piosenki. W klasach młodszych pieśni mają wychowanków rozbudzić muzycznie, emocjonalnie i intelektualnie. Można je zagrać, zaśpiewać, ale i też zatańczyć, a więc dochodzi jeszcze trening sprawności ruchowej. Począwszy od klasy czwartej, pieśni bardzo często stanowią wstęp do wiedzy o muzyce polskiej i światowej (głównie europejskiej).
I tak: czwartoklasiści uczą się m.in. piosenek będących zarazem polskimi tańcami ludowymi, dla piątoklasistów "Prząśniczka" i "Pióreczko" to okazja do pełniejszego zetknięcia się z twórczością Stanisława Moniuszki i Witolda Lutosławskiego, natomiast uczniowie klas VI, VII, VIII wykonują, a dopiero później słuchają i interpretują, utwory Bacha, Mozarta, Beethovena, Chopina i innych kompozytorów, jednocześnie zgłębiając wiedzę nie tylko o nich, ale też o epokach, które reprezentują.
W porządkowaniu wiadomości pomaga zeszyt-segregator, umożliwiający zestawienie treści w grupy tematyczne, np.: "Kompozytorzy" (w porządku chronologicznym), "Instrumenty", "Muzyka taneczna", "Muzyka wokalna", "Formy muzyczne", "Słowniczek muzyczny". Uczniowie prowadzą taki zeszyt od czwartej do ósmej klasy. Wiadomości w nim zawartych nie muszą wkuwać na pamięć nie robię im klasówek. Pragnę za to nauczyć ich sporządzania notatek: wyszukiwania z rozlewnego literackiego tekstu najważniejszych informacji, zwięzłego zapisywania oraz logicznego porządkowania zgromadzonej wiedzy, tak żeby łatwo z niej skorzystać w razie potrzeby. Taka umiejętność przyda się każdemu zarówno w szkole podstawowej na "poważniejszych" lekcjach, jak i podczas dalszej edukacji w szkole średniej czy na studiach. Poza tym chciałbym, aby każdy absolwent szkoły "Gedanensis" (tak nazywa się szkoła, w której pracuję) odszedł z własnoręcznie zrobioną "małą encyklopedią muzyki", do której będzie mógł w każdej chwili zajrzeć, chociażby podczas... rozwiązywania krzyżówki.
Uważam, że ważna jest również zdolność powiązania wiedzy o muzyce danego wieku z pozamuzycznymi dziedzinami kultury. Uczniowie podzieleni na grupy zainteresowań (plastyczną, literacką, historyczną) badają, co się działo za życia kompozytora, którym się obecnie zajmujemy i po pewnym czasie referują wyniki swego śledztwa.
Wszyscy wiemy, że Chopin na zawsze opuścił kraj tuż przed wybuchem Powstania Listopadowego. Upadek powstania uczcił, pisząc "Etiudę rewolucyjną". Nieco trudniej uświadomić sobie związek twórczości Beethovena z burzliwymi zdarzeniami historycznymi, których był świadkiem wszak żył w czasach wojen napoleońskich. Czy nie jest ciekawe, że za życia Mozarta bracia Montgolfier wznieśli się balonem, James Watt skonstruował maszynę parową, Stany Zjednoczone Ameryki wywalczyły niepodległość, w Polsce uchwalono Konstytucję 3 Maja a zaborcy dokonali I rozbioru?
Wszystkie, nawet najmniejsze zdarzenia, to powiązane ze sobą składniki, tworzące historię i kulturę ludzkości. Chciałbym, aby zrozumieli to moi podopieczni.
W jakim celu człowiek wymyślił takie zabawy, jak malarstwo, poezja, taniec, komponowanie muzyki? W pierwszym rzędzie chyba po to, aby rozładować rozsadzający go twórczy niepokój. Sztuka to wspaniały lek na dręczące nas wszelkiego rodzaju przykrości, sposób na konstruktywne wykorzystanie nawet najbardziej negatywnych emocji. Aktywność twórcza jest wynikiem ludzkiej wrażliwości, ale też wzbogaca osobowość człowieka, dodając jej barw i odcieni. Dlatego też przy każdej nadarzającej się okazji staram się zarówno promować aktywne muzykowanie improwizacje na fletach i instrumentach Orffa, gra na gitarze, keyboardzie, chór, w przyszłości, być może, zajęcia taneczne -jak i zachęcać do ekspresji ruchowej, plastycznej oraz literackiej jako formy interpretacji muzyki klasycznej (p. "EiD" 1/94).
Rozpatrując problem genezy twórczości, należy zauważyć, że gdy artysta już rozładuje napięcie twórcze, zaraz potem stara się zaprezentować światu swoje dzieło. Człowiek jest istotą społeczną. Trudno mu żyć bez innych, bliskich ludzi. Bardzo ważne jest zatem, aby umiał się z nimi komunikować. Im sprawniej będzie to czynił, im bogatszymi środkami wyrażania swoich myśli i uczuć dysponuje, im lepiej potrafi odczytać komunikat drugiej osoby, tym śmielej i pewniej będzie wchodził w interakcje społeczne i dzięki temu będzie szczęśliwy.
Muzyka, oprócz tego, że jest formą artystycznej ekspresji i dostarczycielką doznań estetycznych, jest też specyficznym językiem dźwięku i gestu. Język pantomimiczny był pierwotny w stosunku do języka werbalnego. Dziecko zanim nauczy się mówić, porozumiewa się z rodzicami za pomocą gestu oraz wokalizacji. Człowiek, którego gesty mówią coś innego niż słowa, jest odbierany przez otoczenie jako niewiarygodny, a nawet fałszywy. Dlatego też uznałem, że należy poszerzać sprawność komunikacyjną dzieci o środki pozawerbalne. Trudno wyrazić coś jedynie gestem. Możecie się o tym przekonać, organizując w domu zabawę wzorowaną na programie telewizyjnym "Kalambury".
Można znaleźć wiele sytuacji, podczas których wychowankowie będą ćwiczyć na lekcjach muzyki swoje umiejętności społeczne. Nawet w czasie zespołowego muzykowania niezbędne jest utrzymanie jednego tempa i przestrzeganie takich zasad, jak: "nie krzyczeć podczas śpiewu", "nie grać bez zezwolenia, bo przeszkadza się innym" itp.
Cieszy mnie, kiedy w trakcie malowania do muzyki uczniowie z własnej inicjatywy organizują się w kilkuosobowe zespoły po to, by wspólnie stworzyć dzieło większego formatu. Często zachodzi konieczność, aby klasa dokonała wyboru przez głosowanie, np. wybierając jedną z dwóch piosenek. Dzieci uczą się wtedy stosowania praw demokracji, co nie jest takie łatwe, jak się przekonujemy na własnej skórze podczas każdych wyborów parlamentarnych czy prezydenckich.
Kiedy kolejni ochotnicy prezentują swoje umiejętności, to nie ja wybieram następnego ucznia mającego dokonać prezentacji, lecz czyni to jego kolega, który wcześniej zakończył swój występ. Daję mu okazję do przyjrzenia się dzieciakom z klasy i zastanowienia się, kogo lubi. Wybrane dziecko cieszy się z możliwości pochwalenia się przed publicznością, ale przede wszystkim dlatego, że otrzymało sygnał: "Wzbudzasz zainteresowanie, sympatię innych".
Od wielu lat prowadzę Międzyszkolny Zespół Świąteczny grający kolędy. Nasza orkiestra, zawsze w nieco innym składzie, wznawia działalność w połowie listopada, a rozwiązuje się wraz z zakończeniem "sezonu kolędowego". Gramy nie po to, aby występować przed publicznością, lecz żeby jej zaakompaniować do śpiewu, łącząc się w ten sposób nie tylko w międzyszkolny, ale i międzypokoleniowy zespół instrumentalno-wokalny. W roku 1995 zespół rozrósł się do astronomicznych dla mnie rozmiarów: tworzyło go około sześćdziesięciu uczniów z dziesięciu szkół. Przyznam się, że wielu z nich nie znałem, spotkałem po raz pierwszy. Przyciągnęła ich nasza otwartość (kierujemy się zasadą: "Przyłącz się, jeśli chcesz, ale na koncercie graj tylko to, co dobrze umiesz"), jednakże chyba główną atrakcją była możliwość zagrania na "Preludium opłatkowym", imprezie organizowanej w grudniu 1995 r. w Teatrze "Miniatura" przez Podstawową Szkołę "Gedanensis" oraz I SSP STO z Gdańska-Oliwy w ramach akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Dodatkowo zostaliśmy wzmocnieni przez tatę jednej z uczennic (gitara akustyczna) oraz naszego księdza katechetę (akordeon). Jestem im ogromnie wdzięczny, gdyż przełamali stereotyp szkolnego widowiska dzielący zebranych na występujące dzieci i oglądających je (każdy podziwiający własne dziecko) rodziców. Ogromne zaangażowanie naszych uczniów w przygotowania do koncertu upewniło mnie w przekonaniu, że słusznie postąpiliśmy, dając im okazję do włączenia się w ów niezwykły, potężny ruch społeczny mający za symbol serce. Zależało mi, aby moi muzycy czerpali największą satysfakcję nie z występowania przed widownią i kamerą, ale z współuczestniczenia, współtworzenia czegoś pożytecznego, dobrego i pięknego. Jako gospodarze, siedzieli w głębi sceny, pozostając w cieniu zaproszonych występujących zespołów. Możemy z nich być dumni! Połączyli zdyscyplinowanie z pogodą ducha i wielogodzinną pracą udowodnili, że dobrze rozumieją ideę koncertu.
Całej społeczności szkolnej pragnąłem dać możność zobaczenia, co ciekawego i wartościowego robią inni. Przybyła na imprezę publiczność miała okazję usłyszenia pięknego śpiewu w wykonaniu Akademickiego Chóru Uniwersytetu Gdańskiego oraz blisko stuosobowego chóru ze Szkoły Podstawowej nr 57 w Gdańsku, a także muzyki irlandzkiej w wykonaniu zespołu "Krewni i Znajomi Królika". Można było zetknąć się z kulturą naszych sąsiadów dzięki "Tuchlińskim Skrzatom" ze Szkoły Podstawowej w Tuchlinie; zaprezentowali kaszubskie pieśni i tańce. Za sprawą zespołu instrumentalnego ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Kościerzynie przekonaliśmy się (a zwłaszcza moje leniuchy), jak wiele może zdziałać zapał i ochota do pracy. Wreszcie mieliśmy szansę zainspirować się osiągnięciami grupy teatralnej "To my" z Rumii brawurowo wystąpili wraz z Jurkiem Owsiakiem w sztuce teatralnej pt. "Telewizyjna kobra". U tych właśnie dzieci zamówiłem rolę taty dla Jurka, który specjalnie dla nas przyjechał z Warszawy.
Jestem absolwentem pedagogiki kierunek nauczanie początkowe; nie skończyłem żadnej szkoły muzycznej. Jednakże już od kilkunastu lat pracuję jako "pan od muzyki". Nauczanie muzyki może dostarczyć fascynujących doznań twórczych, o ile potraktuje się muzykę jako swoisty język dźwięku i gestu. Na zajęciach muzycznych można spotkać się z literaturą, historią, teatrem, malarstwem. Jeżeli znudziliście się pracą nauczyciela "poważnego" przedmiotu, obowiązkami dyrektora czy też ... kuratora zacznijcie uczyć muzyki!
Mirosław Brzana
Gdańsk
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24