Zamiast marsowej miny - uśmiech



Język polski jest przedmiotem ważnym (tak jak i inne) i, wbrew pozorom, trudnym. Towarzyszy uczniowi od stawiania pierwszych liter aż do matury, obejmuje kilka godzin tygodniowo i dlatego trzeba zrobić wszystko, aby jego nauczanie powodowało jak najmniej stresów.


Spokojnie, bez zastraszania, grożenia, a co najgorsze, terroru można bardzo dużo osiągnąć. Zamiast marsowej miny lepszy jest uśmiech na twarzy nauczyciela, bo "kosztuje mniej niż elektryczność i daje więcej światła", jak napisała Danuta Nakoneczna w książce Klasy autorskie w szkołach twórczych.

Ważny jest klimat, życzliwa atmosfera, wzajemny szacunek i o tym zawsze pamiętam. Układów partnerskich nie wprowadzam ze względu na sporą różnicę wieku (w młodości raczej też się nie skłaniałam ku temu), ale przyjacielskie - uwielbiam.

Uczniowie lubią pewną swobodę i na to im pozwalam. Mogą mieć zeszyty lub skoroszyty, podręczniki takie, jakie udało im się kupić (te najtańsze też), bo i tak korzystamy z różnych. Mogą decydować o wyborze lektury uzupełniającej, w uzasadnionych przypadkach żądać przedłużenia terminu jej przeczytania, mogą sobie zmienić wiersz zadany na pamięć itd. Wolno im czegoś lub kogoś z autorów nie lubić i śmiało o tym mówić. To bardzo rozwija dyskusję, szczególnie wtedy, gdy znajdą się zagorzali obrońcy.

Uczniowie nie nadążający za programem są często uczuleni na przyjęcie i ocenę ich niewłaściwej wypowiedzi, boją się ośmieszenia, więc trzeba wtedy spokojnie i taktownie wyprowadzić ich z błędu. Żeby ucznia nie speszyć, mówię wtedy np. tak: "No, nie masz racji, ale coś w tej uwadze jest, to chyba pod wpływem...". Tak potraktowany uczeń na pewno nie straci ochoty do dalszej dyskusji i może później zasłużyć na pochwalę.

Chwalić trzeba często, bo to ośmiela ucznia, podbudowuje intelektualnie i na pewno dodaje skrzydeł. Jest to o wiele lepsze niż ciągle zrzędzenie, że źle, że nie tak, słabo, niedokładnie... Pochwalić można nie tylko za wzorowe sprawowanie czy bardzo dobre stopnie, ale np. za piękny zeszyt, okładkę, motto w zeszycie, ładne pismo, frekwencję, ubranie, dykcję, krytycyzm, spostrzegawczość, dowcip, pomysłowość, zmysł organizacyjny itd. Uczniowie lubią pochwały, chociaż udają czasem, że są im obojętne. Często powtarzają je rodzicom, o czym przekonałam się na wywiadówkach. Lubią, jak im się przypomni coś dobrego, np. wspaniałe wypracowanie, referat, "wykład" o ulubionym autorze, "kreację aktorską" w szkolnym kabarecie, i odwrotnie - nie chcą powracać do spraw przykrych, więc tego trzeba unikać.

Jednym z najstarszych i najpopularniejszych szkolnych grzechów jest ściąganie i nauczyciele nie powinni się na to oburzać, tylko pilnować, aby się nie udało. O wiele lepsze jest zapobieganie, uniemożliwienie odpisywania niż późniejsze kary za oszustwo. Jak uczeń wie, że nie może liczyć na jakąś nieuczciwą pomoc, to się na pewno lepiej do klasówki przygotuje. A to przecież zapewnia lepszą ocenę, zwalnia z pisemnej lub ustnej poprawki, wnosi spokój i pewność siebie.

Wszelkie wypracowania, klasówki, sprawdziany, kartkówki są bardzo stresujące. Prawie wszyscy uczniowie się denerwują, bo każdy chce napisać jak najlepiej, ale nie wie, czy mu się uda. Aby ten stres złagodzić, unikam klasówek decydujących o promocji, niespodzianek (chyba, że mam w tym jakiś sensowny cel), albo klasówek-kar za jakieś przewinienie. Utrudniam uczniom odpisywanie różnych sprawdzianów, oni o tym wiedzą i na nic nie liczą, ale przy pisaniu dłuższych wypracowań zostawiam pewną swobodę.

Czasem pozwalam zajrzeć do jakiejś książki, zawsze do słownika ortograficznego. Mogą też skorzystać z wypisanych w domu cytatów, ale nie zawsze, ponieważ chcę, żeby się ich uczyli na pamięć. Czasem wychodzę na kilka minut, żartując że to "dla podniesienia poziomu". To zwykle łagodzi trochę napięcie nerwowe związane z pisaniem wypracowania.

Wypróbowałam również taki sposób: po zabraniu zeszytów i po uprzednim odkreśleniu wykonanej pracy, pozwalam kończyć ją na drugi dzień. Jest to świetny sposób na podniesienie poziomu drugiej części wypracowania, bo prowokuje do szukania wiadomości, korzystania z opracowań, wysilania się, aby na drugi dzień część pracy była o wiele lepsza, bo przecież temat jest już znany. Raz można sobie na taki eksperyment pozwolić.

Oceniając prace, unikam deprymujących recenzji. Staram się nawet w potoku błędów znaleźć coś dobrego, aby ucznia zupełnie nie zgnębić, bo to niczemu dobremu nie służy. Kiedyś w dosyć zdolnej klasie pozwoliłam sobie pożartować. Do oceny i wyliczonych błędów czy uwag dołączyłam odpowiedni cytat z literatury, wysilając się, aby wykorzystać te najbardziej przygnębiające, np. "Polały się łzy me czyste, rzęsiste" (Mickiewicz), "Smutno mi, Boże" (Słowacki), "Nie masz, nie masz nadzieje" (Kochanowski). Było wesoło, bo nie miałam tu osób bardzo słabych, sporo z nich wybierało się na olimpiadę, ale w innej, gorszej klasie dowcip raczej by się nie udał.

Nie ma nic bardziej denerwującego uczniów niż niesprawiedliwa ocena. Oni to ogromnie przeżywają, więc trzeba uważać, aby kogoś nie skrzywdzić. Idealnych pod tym względem nauczycieli raczej nie ma i na pewno każdemu chociaż raz się zdarzyło, że się pomylił, ale jeśli się chce, to wszelkie pomyłki można ograniczyć do minimum. Ocena, nawet ta najgorsza, powinna być zaakceptowana przez ucznia i całą klasę. Trzeba wyznaczyć kryteria każdej oceny i ściśle ich przestrzegać.

Moi uczniowie dobrze wiedzą, co trzeba umieć na piątkę, czwórkę, trójkę itd. Mają prawo walczyć o zmianę oceny, ale uczciwie. Jeśli się ze mną nie zgadzają, muszą to przy całej klasie udowodnić. Mogą śmiało reklamować ocenę z pracy pisemnej, gdy np. w dyktandzie "z" odczytałam jako "s", gdy komuś nie zaliczyłam jakiejś cząstki punktu, a zrobiłam to jego koledze. Jeśli podnoszę uczniowi ocenę, to się nie denerwuję, tylko cieszę, że napisał lepiej niż myślałam.

Czasem jest trudno przekonać ucznia, że nie ma racji. Kiedyś wystawiałam oceny na okres i jedna z uczennic dostała trójkę. Upierała się jednak, że powinna mieć czwórkę, chociaż klasa była też po mojej stronie. W końcu powiedziałam: "Dobrze, dostaniesz czwórkę, ale od dzisiaj przestaję cię lubić". Na to ona rozbrajająco: "No, to niech będzie trójka". Gdy niedawno przyjechała na zjazd z okazji 50-lecia szkoły, przypomniałyśmy sobie, jak to ona kiedyś wolała "miłość" nauczycielki niż czwórkę z polskiego i było bardzo miło.

Uczniowie nie powinni się bać lekcji, klasówki, odpytywania przy tablicy, budzących grozę powtórzeń materiału albo samego nauczyciela, nie powinni się trząść ze strachu pod gabinetem, bo przecież jest tyle innych sposobów na podniesienie wyników nauczania i łatwo się można obejść bez zastraszania.

Tak samo zbliżająca się matura nie powinna spędzać z oczu snu. Do egzaminów ustnych podaje się ogólne zagadnienia, aby nie było jakichś przykrych niespodzianek. Gorzej jest z egzaminem pisemnym, bo nikt nie wie, jakie będą tematy. Aby przyszłych maturzystów uspokoić, przeprowadzam odpowiednie ćwiczenia. Otóż, wymyślam najtrudniejsze, dziwne, nawet zwariowane tematy i wspólnie ustalamy, co trzeba by było tu napisać. Okazuje się, że nie ma tematów "nie do ruszenia" dla przeciętnych a nawet słabych maturzystów, o ile są one związane w jakimś stopniu z programem. Dobrze jest też przeprowadzić tzw. próbną maturę. To oswaja z sytuacją, łagodzi późniejszy stres i przekonuje, że "nie taki diabeł straszny, jak go malują".

Cały proces nauczania w dobrej, mądrej, nowoczesnej szkole powinien opierać się na obustronnym szacunku, zrozumieniu, życzliwości, rozumnej tolerancji. Energię zmarnowaną na różne kłótnie, szarpaninę, wzajemne zwalczanie się, czyhanie na potknięcia, ostre komentowanie braku uzdolnień można przecież w całości przeznaczyć na wyszukiwanie twórczych pomysłów, aby jak najwięcej i najlepiej nauczyć.


Stanisława Łozińska

LO, Kętrzyn



 

Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry