Magiczny trójkąt w szkole
Z moich doświadczeń wynika, że dzieci uczą się i pracują bardzo chętnie, pod warunkiem, że robią to samodzielnie. Kiedy zadają pytania i same poszukują odpowiedzi, kiedy rozwiązują problemy pojawiające się nieoczekiwanie lub w sytuacjach, które sama tworzę - wtedy proces edukacji przebiega dynamicznie, a dzieci stają się twórcze i odpowiedzialne za własny rozwój. Ważne jest, aby ciekawym ćwiczeniom, pomagającym im w doskonaleniu umiejętności, towarzyszyła atmosfera tajemniczości, zaciekawienia i zagadkowości. Dzieci zadają pytania i wspólnie staramy się zaspokoić tę ciekawość. Staram się, aby uczniowie odkrywali jak najwięcej samodzielnie i we współpracy z rówieśnikami.
Zdarza się często, że zajęcia na jakiś temat trwają kilka dni, a np. dyskusja o snach kończy się poznawaniem Układu Słonecznego i sił, jakie w nim działają! W toku trwania takich zajęć zawsze się pojawiają momenty ćwiczenia umiejętności, np. czytania, pisania czy ćwiczenia słownikowe, frazeologiczne i matematyczne. Jeżeli wynikają one w sposób oczywisty, nie są dla dzieci nudne ani uciążliwe - są naturalne. Za wszelką cenę staram się unikać tego, aby były celem samym w sobie - mają być środkiem do poznania świata. Staram się także zachęcać uczniów do głośnego wypowiadania się i konfrontowania swoich przemyśleń ze zdaniem kolegów - w myśl zasady, że ważne jest mówienie, ale jeszcze ważniejsze słuchanie.
*
Dochodzimy tutaj do kwestii komunikacji. Mnie i moich uczniów obowiązuje bardzo ważna zasada: dziecko ma prawo do własnych myśli i uczuć, a zatem również do ich wyrażania. Ja, wyznając to prawo, mogę mieć własny punkt widzenia i niekoniecznie się z nimi zgadzać, tak samo jak one z moim, jest to bowiem relacja dwustronna. Słucham więc i słyszę, ale oczekuję od nich tego samego. Martwi mnie jednak to, czy słyszę, co dzieci do mnie mówią i chcą mi powiedzieć, czy też to, co sama chcę usłyszeć? Bywa i tak, że się rozchodzimy i żadne z nas nie zostało przekonane, co uznaję za zupełnie naturalne. Prędzej czy później na podstawie obserwacji albo ja zmienię zdanie, albo zrobi to uczeń na drodze własnych poszukiwań i doświadczeń. Najważniejsze w tym jest, abyśmy wzajemnie się szanowali, a co za tym idzie, szanowali także własne poglądy.
Myślę, że nasza komunikacja jest empatyczna. Często staram się stawiać w położeniu moich uczniów, próbuję się z nimi utożsamiać w danej sytuacji, zrozumieć przyczyny takiego, a nie innego zachowania i przewidzieć dalsze reakcje. Dążymy do takiego sposobu komunikacji, który pozwala na wyrażanie swoich emocji tak, by nikt z tego powodu nie czuł się dotknięty. Bez przerwy pracujemy z dziećmi nad osiągnięciem tej sytuacji. Zaczynamy już w zerówce, w pierwszym tygodniu naszej zabawy. Pozwalam wtedy uczniom na zupełną swobodę, nie robiąc żadnych uwag. Po krótkim czasie sami odczuwają brak pewnych regulacji, gdyż w chaosie jest niemożliwa jakakolwiek komunikacja i praca. Wtedy pierwszy raz siadamy wspólnie i formułujemy swoje odczucia i oczekiwania. Na tej podstawie powstają najpotrzebniejsze umowy: tak wspólnie tworzymy "Księgę umów".
Od tego momentu nie tylko ja konsekwentnie egzekwuję wypełnianie postanowień zawartych w "Księdze", ale także dzieci w kontaktach między sobą powołują się na ustalone zasady. W każdej sytuacji jestem gotowa negocjować, ale przerywam dyskusję, gdy widzę, że bardziej szkodzi ona, niż pomaga w osiągnięciu porozumienia. Wracamy zawsze do sprawy, kiedy opadną emocje. Istnieją jednak fundamentalne wartości, których słuszność nie podlega żadnym negocjacjom, np. dobroć, miłość, szacunek, chociaż absolutnie nie uciekam od rozmów na ich temat.
Nasze umowy pomagają także w utrzymaniu pewnej dyscypliny, która jest w pracy niezbędna. Nie za wszelką jednak cenę. Są takie dni, kiedy zachęcanie, tworzenie nastroju i sytuacji sprzyjających odkrywaniu nie pomaga, zawodzą również inne działania - dzieci nie mogą się skupić i nie chcą pracować. Nie uznaję tego wcale za porażkę, idziemy wtedy całą klasą na spacer i po prostu dobrze się bawimy. A po drodze często lepiej się rozmawia niż w sali w atmosferze podenerwowania.
*
W taki właśnie sposób buduje się między nami przez cztery lata niezwykła więź. Byłaby ona jednak bardzo krucha, gdyby poza nami - nauczycielem i dziećmi - nie był w nią bezpośrednio zaangażowany ktoś jeszcze: rodzice. Oni też chcą być partnerami, a nie ostatnią deską ratunku, kiedy wszystko inne zawiedzie. Miałam okazję się o tym przekonać już na pierwszych spotkaniach z rodzicami. Z różnych wypowiedzi dało się wyczuć, że wszyscy chcą uczestniczyć w procesie edukacji szkolnej. Nie zawsze jednak rodzice mają odwagę mówić o tym wprost, czasami sprawiają wręcz odwrotne wrażenie: byle dalej od szkolnych problemów!
Współpraca z rodziną dziecka jest niezbędna, bo edukacja nie jest czymś, co biegnie obok życia. Dziecko się rodzi i wraz z rodzicami rozpoczyna wędrówkę. W którymś momencie na swojej drodze napotyka szkołę, która pozwala mu zrozumieć świat i uporządkować wiedzę. Ale zawsze jest z rodzicami. Tylko oni są w stanie rozbudzić w dziecku taką ciekawość ludzi i rzeczy, która sprawi, że będzie ono zafascynowane światem i wiedzą na jego temat. Rodzice są więc obecni o wiele dłużej w życiu dziecka niż szkoła i nauczyciele; często sami przejmują całą odpowiedzialność za jego edukację.
I jeszcze sprawa wzajemnego poczucia bezpieczeństwa! Kiedy rodzice są zaangażowani w sprawy szkoły, dzieci czują się bezpiecznie, ja czuję się bezpiecznie, bo znam rodziców i ich oczekiwania, wreszcie rodzice mają poczucie bezpieczeństwa, widząc swoje ważne miejsce w życiu szkoły. Dlatego pozwalam rodzicom kierować edukacją swoich dzieci, ale… do pewnego stopnia. Wszakże to ja, nauczycielka, jestem odpowiedzialna za postępy tej edukacji!
Komunikacja rodzic - nauczyciel przebiega na podobnych zasadach jak nauczyciel - uczeń. Rozmawiamy o radościach i troskach, podejmujemy wspólne działania dla dobra dziecka. Jeśli jestem jednak przekonana o słuszności swojego postępowania, mimo długich dyskusji z rodziną nie godzę się na żadne ustępstwa. W przeciwnym razie musiałabym składać swój podpis pod cudzą wizją, z którą w dodatku się nie identyfikuję. Byłam kilka razy w takiej sytuacji, ale, na szczęście, zaufanie rodziców do mojej pracy pomogło mi przebrnąć przez nie. Bywa i tak, że to ja nie mam racji i rodzicom się udaje przekonać mnie do swojego stanowiska.
Tak więc rodzice zamykają magiczny trójkąt szkolnej społeczności. Jego magia polega na tym, że stojąc w jednym rogu, każdy widzi osoby stojące w pozostałych dwóch; widzi twarze z malującymi się na nich uczuciami, ich niepokoje i radości. Ale co najważniejsze, każdy każdemu podaje dłoń i może ją ściskać tak mocno, jak potrafi, przekazując innym to, co w nim samym jest najlepsze. Tą samą drogą otrzyma pomoc, kiedy będzie jej potrzebował.
Jeden wierzchołek tego trójkąta tworzą dzieci, niezwykle inteligentne, ciekawe świata. Uczą się brać odpowiedzialność za własną edukację i rozwój. Decydują w bardzo dużym stopniu o tym, czego się chcą uczyć, w jaki sposób, jak ma wyglądać ich klasa i szkoła. Tutaj wyrażają swoje poglądy, negocjują, zwyciężają i ponoszą porażki. Wreszcie znajdują sobie przyjaciół, próbuj ą same odkrywać prawdy, które im pomogą być szczęśliwymi i nieść szczęście innym ludziom.
Drugim wierzchołkiem magicznego trójkąta są rodzice. Pełni nadziei i oczekiwań. Drżący o przyszłość swoich pociech, przeżywający wspólnie z nami, nauczycielami, dobre i złe chwile. Rodzice aktywnie uczestniczący w życiu szkoły; uczący się, jak postawę roszczeniową zamienić w negocjacje i wspólne porozumienie. Wreszcie pełni miłości i zapału współtwórcy szkoły.
Ostatni wierzchołek trójkąta to nauczyciele. Nauczyciele twórczy, pełni zapału, otwarci na oczekiwania rodziców i dzieci. Bezustannie umacniający więzi z uczniami i ich rodzinami.
Te trzy środowiska: rodzice, dzieci i nauczyciele, współtworząc szkołę, wspólnie decydują o jej kształcie i drogach rozwoju. Ja sama chcę być nauczycielem widzącym, słyszącym i otwartym na potrzeby tych, z którymi mam szczęście pracować.
Hanna Sempka
Gdańsk
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24