Oświadczam, że zapoznałem się i akceptuję
Politykę prywatności



Jak robić kukiełki?


Moja żona, Blanka, od ponad dziesięciu lat prowadzi dziecięcy teatr lalkowy. Ponieważ w jej otoczeniu nie ma nikogo, kto by mógł jej w tym pomagać, większość prac techniczno-plastycznych spada na mnie. Początkowo Blanka chciała, żeby całość prac przygotowywały dzieci, okazało się jednak, że kukiełki i dekoracje tworzone przez nie były prowizoryczne i nietrwałe, nazbyt "amatorskie".


Próby wprowadzenia do teatru bardziej skomplikowanych kukieł z czempuritami albo lalek trikowych było nieudane. Dzieci, mając ograniczoną możliwość skupienia uwagi albo podnosiły zbyt wysoko kukiełki, albo chowały je poniżej parawanu, gdyż nazbyt były zajęte manipulowaniem rękami. Pacynki na dziecięcych rączkach były zbyt małe, niewidoczne z odległości.


Doświadczenia wykazały również, że kukiełki z teatru dziecięcego muszą być jak najlżejsze. Dziecięce ręce szybko się męczą stałym dźwiganiem nawet nieznacznego ciężaru.


W toku bez końca powracających narad, sporów i kłótni w teatrze mojej żony ustalił się jeden typ kukieł. Ponieważ pani reżyser była wciąż niezadowolona z ograniczonych możliwości takich lalek, dodawała częs- to maski oraz aktorów na żywym planie, przed parawanem, i inne efekty specjalne. Używała również parawanu z oknami, przez które wyglądały twarze śpiewających aktorów.


Kiedy w Augustowie było jeszcze wiele przedszkoli, u progu wakacji robiłem kwestę - zbierałem plastelinę. Przedszkola często się pozbywały brązowoszarej, "zużytej" masy. Oblepiałem taką plasteliną słoik po dżemie i formowałem kształt głów albo brzuchów. Potem takie kopyta były oblepiane paskami dartymi z gazet, maczanymi w kleju z gotowanej mąki pszennej.


Robiły to dzieci, jeśli były starsze i rzetelne w pracy, albo ja sam. Kładliśmy co najmniej dziesięć warstw. Przydawały się też kolorowe dawniejsze wkładki gospodarcze w tygodniku "Polityka". Pozwalały na precyzyjne kładzenie kolejnych warstw na przemian: jedna warstwa była z różowego papieru, druga z białego. Po dokładnym wysuszeniu papieru głowę i tułów kroiłem na pół i wyjmowałem słoik i plastelinę. Następnie połówki skorup zlepiałem na szwach paskami papieru maczanymi w klajstrze i znowu suszyłem.


Kiedy skończył się dostęp do darmowej plasteliny, wymyśliłem inne metody budowy lalek. Najprostsza to robienie głów z dwóch zlepionych na szwie (szeroką taśmą samoprzylepną) zgrabnych pudełek po jogurcie albo margarynie. Tak przygotowaną "czaszkę" oblepiałem masą papierową, formując rysy ludzkiej twarzy czy też zwierzęcego pyska, i suszyłem. Często dolepiałem do pudełek zaokrąglone "pagórki" ze styropianu, żeby elementy kukły nie były zbyt kanciaste, z nazbyt uproszczonych brył. Jednak generalnie były to formy dość uproszczone, zbliżone do maniery Adama Kiliana.


Często istniała potrzeba zbudowania kukieł znacznie większych rozmiarów, jak np. figury bogów w adaptowanym przez Blankę "Śnie o krainie Parakwarii". Wtedy z kilku warstw styropianu skalpelem do papieru formowałem bryły i oblepiałem je masą papierową. W takim przypadku wystarczały cztery warstwy. Głowy i tułowia mocowałem odpowiednio na kijach.


Bywało, że odpowiednie kijki, toczone z drewna drzew liściastych, można było dostać w sklepach gospodarstwa domowego. Zdarzyło się raz, że bardzo tanio kupiłem snop prętów bambusowych, a w następnej dostawie jeden bambusowy patyk kosztował już tyle, ile wynosiła wcześniejsza cena owego snopka bambusów. Wielkie kukły były mocowane na kijach od szczotek. Takich kukieł używano tylko w rolach epizodycznych.


Kijki do tułowia i głowy mocowałem "szprychami" z gęsto zwiniętych cienkich rurek papierowych, przygiętych i przyklejonych do głowy i tułowia jednocześnie, z użyciem kilku warstw papierowych pasków. Oczywiście - używałem klajstru. Podobne szprychy mocowały spód tułowia do kijka. Robiłem też kukły z ruchomą szyją, mocowane na dwóch kijkach, na jednym - głowa, na drugim tułów. Szyję stanowił gruby sznur, przypięty do głowy i tułowia odpowiednimi, zalepionymi masą papierową i paskami z gazet korkami. Sznur łączący głowę z tułowiem był obszyty gąbką i tkaniną. Po wielu doświadczeniach nogi
i ręce robiłem z rurek skręconych z tektury falistej. Wtedy były one dość lekkie i mocne. W dziurach w tułowiu mocowałem grube sznurki, które w miejscach łatwego przecierania się oblepiałem dodatkowego plastrem lekarskim. Na sznurki nawlekałem rączki. Do tułowia sznurek mocowały korki. Sznur był przetkany przez naciągniętą promieniście i rozgiętą z jednej strony rurkę. Po przeciwnej do promienistego rozgięcia stronie był węzeł, zapobiegający wyrwaniu sznurka z rurki-korka. Tę rurkę wbijałem w tułów (węzłem na końcu sznurka do środka, promienistym zgięciem rurki na zewnątrz) i przyklejałem to paskami papieru maczanymi w kleju do tułowia.


Drugi koniec sznurka był wyciągnięty z rurki-rączki od strony dłoni, rozplątany i nalepiony na zewnętrznej stronie rączki. Potem to wszystko oblepiałem masą papierową. Powstawała piąstka. Dłonie z palcami wykonywałem tylko w szczególnych przypadkach, na przykład kiedy trzeba było zrobić ekspresyjne pazury dla wilka w bajce o trzech świnkach, ale też takie łapy szybko się psuły. Lalka wymagała remontu niemal po każdym przedstawieniu. Nogi lalek robiłem podobnie jak rączki.


Ważna jest uwaga, żeby dziury w tułowiu do mocowania rąk były przesunięte nieco do przodu. Jeżeli ręce są mocowane w połowie obwodu tułowia, biegnąca lalka, zamiast rytmicznie machać rękami, zarzucała je na plecy. Ruchami rąk i nóg można też sterować przez odpowiednie uformowanie tułowia lub kroju ubranka. Ubranka, futrzane czapy-fryzury i inne rzeczy dorabiała kukiełkom moja żona.


Czasami do rączki mocowałem czempurit dźwigający trąbkę, czasami robiłem kłapiący dziób, zamykający się pod wpływem gumki, a odciągany żyłką. Dobre efekty dramatyczne dzieci uzyskiwały z kukłą niedźwiedzia - z głową na osobnym kiju i przegubową szyją. Szedł on, rozglądając się na boki, z głową ciągle na jednym poziomie, podczas gdy swobodnie machający kończynami tułów falował w rytm: "um papa, um papa, um papa, um pa!"...


Kukły i kije malowałem farbami emulsyjnymi, które nie brudzą przy dotknięciu spoconej ręki dziecka ani pod wpływem wilgoci w atmosferze w czasie przewożenia kukiełek i dekoracji na występy. Tyle mogę doradzić na podstawie własnych doświadczeń. Podkreślam, że problemy budowy prostych lalek i obsługi w szczegółach każdy twórca teatru musi zgłębić sam. Tego, niestety, nie da się opowiedzieć.


Juliusz Sz. Batura

SSP STO, Augustów

Styczeń 1999
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Zapisy regulujące warunki i sposoby oceniania trafiają do ustawy

Redakcja portalu 29 Lipiec 2014

Młodzież i Internet. Tożsamość w kulturze cyfrowej

Redakcja portalu 29 Lipiec 2014

"Solidarność" oświatowa apeluje ws. zbyt licznych klas

Redakcja portalu 28 Lipiec 2014

NIK o zapobieganiu patologiom w szkołach

Redakcja portalu 28 Lipiec 2014

Młodzież w partiach politycznych

Rafał Ryszka 27 Lipiec 2014


OSTATNIE KOMENTARZE

Matematyka po bydgosku

~ van man london(Gość) z: http://www.multisys.com.br/wiki/index.php?title=Finding_A_Real_Estate_Agency_Or_Ag 30 Lipiec 2014, 01:59

Dr Marcin Smolik p.o. dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej

~ ladies pictures of 80's workout outfits(Gość) z: http://mayfairandfifth.jigsy.com 30 Lipiec 2014, 01:27

"Nasz elementarz" będzie na wolnych licencjach - choć jeszcze nie cały

~ social media marketing your business(Gość) z: http://www.purevolume.com/johnreaddxtmqht/posts/6103715/Un 30 Lipiec 2014, 00:58

Poradnik zagubionego urzędnika. Kilka słów o wypełnieniu luk naszego systemu edukacji

~ dunnage cargo Boxes for trailers(Gość) z: http://pipermosherpsnkm.pen.io/ 29 Lipiec 2014, 22:53

Platforma internetowa w warsztacie nauczyciela przedmiotów zawodowych

Janusz Przybył 20 Czerwiec 2014, 09:58


Powrót do góry