Kręte ścieżki awansu

Kiedy trzy lata temu z uwagą zapoznawałam się z planami reformy oświaty, zwłaszcza w części, która jest mi bliska - kształcenia zintegrowanego - byłam bardzo zadowolona. Bo oto, po wielu latach, od kiedy zaczęłam prowadzić, jak to wówczas nazywano, klasy autorskie i walczyć, aby materiał zawarty w podstawie programowej był realizowany w blokach tematycznych, a postępy uczniów oceniane w inny sposób niż przez wystawianie not, to właśnie miało się stać regułą!


Z  wielką uwagą śledziłam wówczas wypowiedzi ówczesnego ministra oświaty na temat odpowiedniego wartościowania dobrego nauczyciela i możliwości jego awansu, a co za tym szło, gratyfikacji finansowej. Muszę powiedzieć, że wreszcie byłam dumna z tego, że jestem nauczycielką, że ktoś na szczeblu rządowym docenił rangę lidera, który za sobą miał "pociągnąć" resztę zespołu, wskazywać drogę dalszego doskonalenia itp. Według słów pani minister Ireny Dzierzgowskiej nauczyciele dyplomowani mieli stanowić elitę polskiej oświaty!

Czy tak się stało?

Początkowo, gdy poinformowano środowisko nauczycielskie o tzw. ścieżkach awansu, przez długi czas zainteresowani byli pozbawieni jakiejkolwiek informacji, co tak naprawdę należy zrobić, aby taki tytuł otrzymać. Tysiące nauczycieli, wśród nich ja, ze zniecierpliwieniem śledziły ukazujące się kolejno dzienniki ustaw i wertowały rozliczne pisma i publikacje. Wreszcie kiedy już upowszechniono zasady, okazało się, że aby zostać dyplomowanym nauczycielem, wystarczy... okres dziewięciomiesięcznej wytężonej pracy,  nawet bez wcześniejszego dorobku! Jednakże był wymagany certyfikat ukończenia jakiegokolwiek szkolenia.

Nauczyciele hurmem rzucili się na studia podyplomowe, kursy, konferencje, bynajmniej nie w celu uzupełnienia wiedzy, ale dlatego, że brakowało im jakiegoś "papierka" w dokumentacji. Podczas jednej z konferencji widziałam, jak nauczyciele, posługując się tabelkami, zbierali od prowadzących wykłady podpisy, aby tych poświadczeń uczestnictwa było jak najwięcej. Papier stał się bezcenną wartością!

W tym biurokratycznym wyścigu nie bez winy byli dyrektorzy placówek oświatowych, którzy od swoich pracowników żądali dokumentacji "realizacji planu kształcenia" w postaci rozlicznych poświadczeń obecności, a nawet... zdjęć lub nagrań wideo! Ja takich dokumentów do mojej "teczki" nie dołączałam, gdyż od początku wydawało mi się to niepoważne lub wręcz przeszkadzające podczas analizy załączników.

Niestety, komisje rozpatrujące wnioski szczególną uwagę skupiały właśnie na papierach; nikt nie uważał za stosowne, aby choć raz spotkać się z samymi zainteresowanymi! Gdzie te czasy, kiedy podczas egzaminów ze specjalizacji zawodowej mogłam wykazać się swoją wiedzą, oczytaniem, a także przedstawić dorobek i warsztat pracy. Trudno też pojąć, dlaczego komisje podczas przyznawania punktacji były zmuszone kierować się bardziej "wewnętrzną intuicją" niż jakąś wcześniej opracowaną procedurą czy wspólnym kluczem, obowiązującym w całym kraju, który określałby umiejętności kandydata?

Nie rozumiem, po co w posiedzeniach komisji bierze udział dyrektor, jeśli już wcześniej wyraził na piśmie swoją opinię znajdującą się w teczce? Choć można współczuć tym dyrektorom, którzy podczas posiedzeń komisji musieli się wstydzić za swoich nauczycieli, niepotrafiących zgromadzić pełnej dokumentacji lub wcześniej akceptowali ich wątpliwej wartości dorobek zawodowy. Dziwi mnie również, że członkowie komisji, obradując w godzinach pracy zawodowej, pobierają dodatkowe wynagrodzenie.

Oczywiście ze wzruszeniem wspominam dzień, kiedy poinformowano mnie, że otrzymałam ten długo oczekiwany tytuł dyplomowanego nauczyciela: czułam się dumna i szczęśliwa; ciężko na niego zapracowałam. Ale już nieco mniej euforii czułam, kiedy przyszło mi odbierać to ważne świadectwo z rąk zapracowanej pracownicy sekretariatu łódzkiego kuratorium, jak kwit na węgiel...


Plusy - minusy

Jak widać, moja ocena osiągnięć reformy pod względem zdobywania nowych stopni zawodowych nauczycieli jest dość mieszana. Mimo że zawsze żarliwie broniłam zasad reformy, dziś widzę także jej ułomności. Oto moje wnioski, które pozwalam sobie zaprezentować w postaci tabelki - jako plusy i minusy. Niestety rubryki są bardzo nierówne.


A mało być tak pięknie!

Polska reforma oświaty, o nieznanym na świecie zakresie i kształcie, stała się własną karykaturą. Dopuszczony do głosu wszechwładny biurokratyzm uczynił z nauczycieli nie podmioty systemu edukacji, lecz przedmioty konformistycznie nastawione do reformy. Za jedną z przyczyn uważam zwykłą biedę nauczycieli, którzy nie mając wielu możliwości godnego wynagrodzenia, chwytają się rozmaitych propozycji, aby zaledwie o kilkadziesiąt złotych poprawić swój byt.



Anna Sowińska
Stowarzyszenie Nauczycieli Edukacji Początkowej
 

Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry