Pluralizm stylów myślenia
Ponad dwa tysiące lat temu Arystoteles zbudował teorię syllogismos, tj. naukę poprawnego wnioskowania, którą stoicy nazwali logiką (nauką o logosie). Potem, mimo że sformułował jeszcze teorię dowodu i nakreślił zaczątki logiki modalności (logiki tego, co możliwe, oraz tego, co rzeczywiste i tego, co konieczne), jest znany głównie jako twórca wnioskowania sylogistycznego, które i w naszych czasach jest uważane za wzór logiki formalnej.
W tradycji europejskiej epistemologii ogromną wagę przywiązuje się do myślenia dyskursywnego, opartego na indukcji, czyli wnioskowaniu na podstawie tego, co szczególne, o tym, co ogólne lub opartego na dedukcji, czyli wnioskowaniu na podstawie tego, co ogólne, o tym, co szczególne. Zgodnie z tą tezą jedyny godny sposób poznawania rzeczywistości sprowadza się w ogólnym zarysie do wywodu, że każda teza (wniosek) wypływa z poprzedniej (przesłanki). Wniosek nie zawiera niczego nowego, czego by nie zawierała przesłanka. Zjawiająca się nowa idea jest jedynie pojęciem apriorycznym, którego źródło leży w mniej lub bardziej intencjonalnym formowaniu odkrytego fragmentu rzeczywistości zmysłowej.
Myślenie oparte na logice można porównać do budowli, w której poszczególne piętra "tego, co jest" wspierają się na podstawie "tego, co było". Całość tej budowli tworzy odrębną ideę, czyli wertykalny sens logicznego złożenia. Nowość idei polega na specyficznym układzie części tej budowli lub na funkcjonalnym układzie poszczególnych całości. W takim sposobie myślenia nie ma miejsca na spontaniczność, a tym samym na zjawienie się czegoś, czego nie było i nie ma, w układzie lub kształcie. Logika i funkcja utrzymują pełną kontrolę nad naszym myśleniem, które musi wychodzić od znanej struktury, podążając przez ograniczone możliwości modyfikacji poszczególnych części do antycypowanej całości.
Taki proces myślenia może prowadzić do restrukturyzacji znanej idei, lecz nie może odwrócić samego procesu. Za pomocą logiki budujemy piętro po piętrze budowlę różną w układzie, lecz podobną w swojej ogólnej istocie, w której każdy jej fragment musi być na tyle stabilny, by mógł udźwignąć następne. I dopóki nie uzyskamy tej stabilności, to nie posuwamy się wyżej. Można nawet powiedzieć, że solidność budowli opartej na logicznym myśleniu zależy przede wszystkim od solidności jej fundamentu, a nawet trzeba powiedzieć, iż siła fundamentu musi być wprost proporcjonalna do jej wielkości (liczby uporządkowanych logicznie i funkcjonalnie części). Że nie jest to czystą abstrakcją, świadczą o tym liczne gruzowiska po misternie budowanych gmachach ogólnej teorii, w realizacji których stosowano zasadę: logika dla logiki, a nie logika dla wiedzy czy wiedza dla logiki. To bowiem ostatecznie wiedza decyduje o logice, a nie czysta logika o wiedzy.
Sama logika nie ma zdolności wypracowania kryteriów prawomocności wiedzy, i może jedynie uprawomocniać kryteria dla własnych metodologicznych zabiegów. Rodzi to swoisty posttotalitaryzm racjonalizmu, bardziej uodporniony na zinstytucjonalizowanie, czyli raczej wizję sieci niż budowli zdolnej do trwania na jakimś poziomie ogólności i jednocześnie zdolnej do zmiany na poziomie hipotez ad hoc. W innym wypadku jak byłoby możliwe przewidzenie tego, czego do tej pory nie było?
W historii nauki możemy wskazać wiele przykładów poprawności logicznego wywodu, a jednak prowadzących do fałszywych teorii, nie tylko wynikających z codziennych obserwacji, że Słońce krąży wokół Ziemi, lecz także z bardzo dokładnych wyliczeń; sądzono np., że fale radiowe nie mogą być przesyłane z Europy do Ameryki, poruszając się bowiem w linii prostej, zgodnie z logiką powinny polecieć w przestrzeń kosmiczną. Nikt w tym momencie nie mógł podważyć tej tezy i każdy, kto podejmował się tego zadania, był uważany przez świat nauki co najmniej za ekscentryka. Oczywiście do czasu, aż upór niepokornych doprowadził do odkrycia zjawiska odbijania fal przez jonosferę. Nie mówiąc już o niemal klasycznym przypadku braku logiki w myśleniu i działaniach Heinricha Schliemanna, archeologa amatora, odkrywcy Troi, dowodzącego realności świata Homera. Gdyby nie upór i szczególna determinacja Schliemanna oraz wielu osób myślących i działających wbrew logice hic et nunc, to wiele idei nie ujrzałoby światła dziennego do dzisiaj. Oczywiście odkrycie nowych idei nie zrywało całkowicie z logicznym myśleniem, lecz czyniło je właśnie kompletnym.
Wyrażenie nowej idei wymaga sformowania nowego porządku, a tym samym nowej logiki. Oznacza to, że w jakimś momencie pojawiają się, oprócz możliwości realnych znanych tu i teraz, możliwości optymalne dające się zaktualizować w bliższej lub dalszej przyszłości. Jest oczywiście sprawą bardzo interesującą, jak z ogromnej masy możliwości - eliminujących w tym momencie udział logiki - wybieramy tylko niektóre.
Pamiętajmy o tym, iż dysponując tylko dziesięcioma elementami jakiejś myślowej konstrukcji, możemy zbudować ponad trzy miliony ich kombinacji. A na ogół dysponujemy o wiele większą ich liczbą. Zakładając taką czy nieco inną możliwość asocjacji, nasuwa się pytanie, jak z milionów możliwości wybrać te właściwe, jeśli świadomie możemy zweryfikować znikomą ich część. Możemy oczywiście posłużyć się np. programem losowania D.T. Campbella, w którym - mówiąc w ogromnym skrócie - tworzy się możliwie największą liczbę asocjacji i dokonuje ich selekcji według z góry określonych kryteriów Jaką jednak mamy pewność, że wybraliśmy odpowiednie asocjacje, a jeśli już jakimś szczęśliwym trafem mamy w naszym zbiorze te właściwe, to jaką mamy pewność, iż dokonamy prawidłowych wyborów kryteriów wyborów. Prawdą jest tutaj tylko to, że lepiej szukać po omacku, niż tkwić w jednym sposobie myślenia, jednak nie wyjaśnia to fenomenu, dlaczego jedni mają tak dużo szczęścia w wyborze asocjacji, a inni nie mają go wcale.
Według krzywej Gaussa rozkład powinien być normalny lub zbliżony do niego. Prawdą jest także to, że pochopne rezygnowanie z różnorodnych asocjacji wynika z nadmiernego zaufania do myślenia dyskursywnego i braku zaufania do myślenia intuicyjnego (cokolwiek by ono znaczyło). Niezależnie od tego, czy przyjmiemy tutaj, iż intuicja jest wewnętrznym głosem daimoniona Sokratesa, czy oczami duszy Platona bądź też bezpośrednim dotknięciem bytu (H. Bergson), rodzajem bisocjacji (A. Koestler), ujmowania poczuciowego powiązań i zależności bytowych (W. Szewczuk), nieświadomej inteligencji (H. Selye), aktem uchwycenia sensu całości bez wyraźnego zastosowania logiki (J. Bruner), rodzajem specyficznego przeczucia odnoszącego się do wyobraźni (K. G. Jung), procesem prelogicznym (W. Dobrołowicz), przedmyślowym przyjmowaniem wrażeń (E. Abramowski), rodzajem ekstazy przynoszącej wyższy stopień świadomości (R. May), momentem realności obecnym w przeżyciu oporu, danym przed wszelką prezentującą się w postrzeżeniu treścią (M. Scheler), fenomenem, który przedziera się przez to, co dane, ku temu, co zadane (N. Hartman) czy wreszcie myśleniem lateralnym (E. de Bono), nie możemy tego fenomenu pominąć milczeniem. Jedno jest pewne, pojawienie się nieznanej do tej pory nikomu idei nie da się wyjaśnić spójnym wewnętrznie myśleniem logicznym. Jeśli nie znamy wszystkich przesłanek, to logika jest bezradna; jeśli nietypowe rozwiązanie podpowiada nam intuicja, to i tak nie unikniemy osądu logiki. Wynika z tego, że "nowe" jest dzieckiem logiki i intuicji.
Tezę tę potwierdzają liczne obserwacje, znaczące bowiem wynalazki (poprawiające ewidentnie możliwości bytowe człowieka) nie są ani domeną ludzi korzystających jedynie z umiejętności logicznego myślenia, ani korzystających jedynie z intuicji. Tak naprawdę nie znamy algorytmu wynalazku, wiemy jedynie, że nowa idea jest zawsze wynikiem jakiegoś koincydentu szczęścia, przypadku, wiedzy, logiki, intuicji, emocji, percepcji czy zwykłego uporu jej wynalazcy. Czasami w trakcie obrony absurdalnej z pozoru idei pojawia się nieoczekiwanie wsparcie logiki, tak samo jak doskonale funkcjonujący wywód logiczny rozbija się nieoczekiwanie o niezauważoną lub zignorowaną do tej pory przesłankę. Niejednokrotnie o nowym może zdecydować jeden odkryty fakt lub ich nowy układ, ale czasami, jak w przypadku teorii względności A. Einsteina, który nie dokonał żadnych obserwacji ani nie zebrał żadnych nowych danych empirycznych, pojawia się zupełnie nowa idea w obszarze znanego wszystkim zestawu informacji. Dlaczego w ramach tego samego jedni formują nową ideę, a inni tego nie potrafią? Dlaczego podobne warunki zewnętrzne i podobny sposób myślenia prowadzą do całkowicie odmiennych rozwiązań? Dlaczego powszechne są zdolności do modyfikacji idei, a tak rzadkie do tworzenia idei autorskich?
Na te pytania próbował odpowiedzieć sam autor teorii względności, którego zdaniem o sukcesie nie decydują ani gotowe zestawy informacji, ani zwerbalizowane sposoby myślenia, lecz mniej lub bardziej wyraźne całościowe obrazy, które zapewniają ciągły dopływ nowych wyobrażeń oraz odpowiedni stopień płynności, elastyczności czy oryginalności samego procesu myślenia. Logika za pomocą symboli czy słów z konieczności wyraża jedynie to, co ogólne i niezmienne, natomiast obrazy wyrażają również to, co jednostkowe i zmienne. W języku obrazów możemy opisać te związki i relacje, których nie można opisać (lub jest to bardzo utrudnione) w języku werbalnym. Nie przypadkowo zatem intuicję łączy się z obrazem (od łac. intueor, czyli spostrzegam, oglądam, wnikam wzrokiem).
Obrazy dają się łatwiej przekształcać niż werbalne pojęcia i informacje, dlatego że zachowują większą spójność i wykazują większy stopień zgodności ze swoimi desygnatami, a ponadto nie zachowują ostrych granic znaczeniowych, wchodząc raczej w układ sieciowy a nie liniowy (przyczyna - skutek). Dlatego przechodzenie od jednego obrazu do drugiego, a także zmienianie jednego w drugi jest o wiele łatwiejsze. Analiza konkretnego obrazu pozwala na oderwanie się od stereotypów formowania werbalnego, często uogólniających złożone i skomplikowane relacje zewnętrzne i wewnętrzne. Ukrywający się sens łatwiej zlokalizować, dzieląc obraz na części, niż szukając dla określonego pojęcia znaczeń bardziej szczegółowych. Realna jedność i różnorodność części obrazu i ich układu pozwala przełamać sztywność dostępnych nam środków opisu werbalnego, ukazując relacje nie tylko jednostkowe, ale przede wszystkim relacje optymalne. Z tego względu im większe są możliwości manipulacji obrazem, tym większy zasób płynności, elastyczności i oryginalności myślenia. Aczkolwiek nie bez znaczenia jest tutaj okres rozwoju i formowania się stylu myślenia o dominacji percepcyjnej lub recepcyjnej. Zdaniem na przykład H. A.Witkina, style te można opisać na kontinuum, którego jeden biegun stanowi tendencja do spostrzegania w sposób całościowy (zależny od pola), a drugi biegun tendencja do spostrzegania zróżnicowanego (niezależnego od pola).
U dzieci, na przykład, jest widoczna silna tendencja do zależności od pola percepcji, a ich spostrzeganie funkcjonuje w sposób niezróżnicowany. W miarę doświadczania przez dziecko różnic rośnie jego tendencja do niezależności od pola. Względna niezależność od pola pozwala dokonywać im reorganizacji pola spostrzeżeniowego i wyodrębniać elementy istotne w rozwiązywaniu określonych zadań. Natomiast brak tej niezależności prowadzi do pasywności tej organizacji, której elementy zlewają się w jedną całość. Dlatego można sądzić, iż twórcze pomysły dzieci (i nie tylko), choć tak częste, charakteryzuje niska aprobata społeczna, brak bowiem niezależności od pola pozwala jedynie na względną restrukturyzację obrazu, a nie odkrycie nowego celu lub sensu. Dzięki niezależności od pola możemy dotrzeć do jego ogólnej istoty, zmieniając ją na lepiej lub gorzej opisującą daną rzeczywistość. I nawet jeśli utwierdzimy się w bezwartościowości naszych wysiłków, to za każdym razem maleje obszar hipotez ad hoc. Zależność zaś od pola hamuje ten postęp, a poszukiwanie nowego nie wychodzi poza stereotypy myślenia. Niezależność od pola pozwala szukać nowej idei nie poprzez optykę starej (co przeważnie jest zwykłą stratą czasu), lecz poprzez optykę układającą się na kontinuum tego, co było, jest tu i teraz, staje się i będzie.
Ktoś mógłby powiedzieć, że myślenie obrazowe (całościowe, intuicyjne, lateralne) jest zawsze myśleniem irracjonalnym, często jest tak w istocie tylko w momencie, gdy dysponujemy starą logiką myślenia, lecz rozerwanie granic dotychczasowej logiki i pozornego absurdu mówi nam, iż mamy także do czynienia z myśleniem transracjonalnym. Nie znaczy to, że równie często mamy do czynienia z logiką zmieszaną z absurdem. Potocznie przyjmuje się, iż brak logiki musi prowadzić do bezsensu, lecz nie zapominajmy, że właśnie tak określano myślenie i działanie znakomitej większości twórców nowych idei, bez aktualizacji których nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia. Nieświadomość nowej logiki musi się kojarzyć z myśleniem irracjonalnym, lecz zrozumienie i zaakceptowanie nowej logiki i nowego sensu utwierdza nas w przekonaniu, iż od samego początku myślenie to miało charakter transracjonalny. Jednak strach przed posądzeniem o irracjonalizm w sposób bardzo skuteczny blokuje próby odejścia od stereotypowego myślenia i działania, czyli od tradycyjnej logiki wykorzystującej sztywny gorset danych. Wygląda to niejednokrotnie tak, jakby posiadanie tego gorsetu wynikało z natury obiektywnej i realnej konieczności, a nie z konwencji i mody.
Myślenie obrazowe jest oparte na wrażeniach i ich związkach będących skutkiem działania bodźców zewnętrznego świata na nasze zmysły. Treść tych wrażeń (wzrokowych, słuchowych czy dotykowych) znajduje się w ciągłym ruchu, a mimo to widzimy jeden obraz. Wprawdzie możemy wydzielić pewne treści wrażeniowe, jednak nie możemy wyłączyć ich poza obraz. Dlatego mówimy w tym przypadku o myśleniu konkretnym, czyli odnoszącym się do jednego przedmiotu. Zatem spostrzeżenia oparte na tym sposobie myślenia muszą być z natury jednostkowe, mimo że mogą wchodzić w zbiory o różnych stopniach nadrzędności i podrzędności. Nie może dziwić, iż także wyobrażenia mają dokładnie te same cechy: konkretność, całościowość i jednostkowość. Jednak w sytuacji, gdy nie chcemy w pamięci wywołać jakiegoś konkretnego drzewa, ale przedstawić drzewo jako takie, musimy wyabstrahować (oderwać) cechy istotne od nieistotnych, czyli stworzyć ogólne pojęcie rzeczy.
Oczywiście możemy pójść dalej i stworzyć całkowicie abstrakcyjne pojecie, np. drzewo gadające pozbawione realnego desygnatu czy drzewo genetyczne prezentujące całkowicie odmienną treść. Poszukiwanie różnych form dla tych samych treści czy różnych treści dla tych samych form w ujęciu Joya Paula Guilforda nosi miano myślenia dywergencyjnego. Dzięki takiemu myśleniu możemy co jakiś czas wychodzić poza jeden obraz rzeczywistości, niekoniecznie tylko ją udziwniając A jest to niemożliwe, jeśli w procesie przyswajania i oswajania świata zrezygnujemy z obrazów, emocji i impresji, które wbrew dotychczasowej tradycji epistemicznej (Kartezjusz, Kant, Piaget) odgrywają poważną rolę (zarówno motywującą, jak i zakłócającą, ekstensyfikacyjną i intensyfikacyjną) w poznaniu świata.
Dzisiaj dosyć dobrze orientujemy się w tym, że obecność emocji sprzyja uważnemu spostrzeganiu czy skutecznemu zapamiętaniu. Na przykład, pogodny nastrój nie zniechęci nas od przeprowadzenia trudnego rozumowania, a pesymizm i stany lękowe będą zawsze sprzyjały tkwieniu w stereotypach lub powrotom do tego, co było. Dynamika myślenia niewątpliwie zależy od danego układu nerwowego i już ukształtowanej psychiki jednostki, jednak jego aktualny stan zależy także od określonej sytuacji społecznej i kulturowej. Dynamika rośnie wraz z intensywnością impresji i ekspresji człowieka oraz opada, gdy wokół nie dzieje się nic godnego uwagi. Tak zwany święty spokój, jak pokazują chociażby badania Antonio R. Damasio, nie tylko że nie sprzyja poznaniu świata, ale prowadzi do zaburzeń psychicznych i fizycznych. Dynamizm myślenia powodowany emocjami i impresjami okazuje się zatem tak samo potrzebny w naszym życiu, jak powietrze i woda. Dzieciństwo człowieka ubogie w obrazowe impresje i wewnętrzne ekspresje to stracona bezpowrotnie szansa na otwartość wobec świata i wobec innych ludzi. Potwierdzeniem tej tezy są również życiorysy wielkich twórców. Oczywiście zawsze są pewne granice i nie wszystko powinno podlegać osobistemu doświadczeniu, np. przerastająca jednostkę intensywność bodźców może spowodować zarówno zmiany pożyteczne, jak i puste, a nawet niebezpieczne.
Jak się wydaje, we wszystkich odmianach myślenia nie istnieją żadne związki funkcjonalne na zasadzie wynikania lub zawierania, jednak w wielu procesach poznawczych może dominować jeden styl myślenia, np. informacyjny (statyczny, ogólny, recepcyjny, formalny, uporządkowany, pojęciowy) albo percepcyjny (dynamiczny, jednostkowy, spontaniczny, skojarzeniowy, merytoryczny, obrazowy) bądź też ekspresyjny (subiektywny, irracjonalny, sygnałowy, introspekcyjny, impulsywny, eksterioryzacyjny) lub impresyjny (metaforyczny, symboliczny, idealistyczny, transracjonalny, twórczy, interioryzacyjny).
Pluralizm stylów ma szansę zaistnieć tylko w tym przypadku, gdy rodzice czy nauczyciele będą w stanie zintegrować to, co logiczne, z tym, co percepcyjne, emocjonalne i intuicyjne. W przełamaniu dotychczasowego dezintegracyjnego stylu myślenia mogą pomagać techniki zamieniające to, co prelogiczne, na logiczne i vice versa. Zaproponowane techniki mogą z początku wydawać się mało uporządkowane, a wiele sformułowanych dzięki nim rozwiązań może długo nie poddawać się osądowi logiki. Jednak czas pokaże, które z propozycji dojrzeją do nowych i cennych społecznie idei, a które po prostu zostaną wyrzucone na śmietnik historii. Może się to odbywać, jak w synektyce Williama J. J. Gordona, przez analogie - personalną, prostą, symboliczną, fantastyczną - udziwniające to, co zwyczajne (łatwo poddające się osądowi logiki), lub upraszczające to, co dziwne, niepoddające się osądowi logiki.
Może to być równie niekonwencjonalna technika stawiania rzeczy do góry nogami, np. w postaci odwrócenia dotychczasowego porządku logicznego lub w postaci zamiany tego, co istotne, na nieistotne i odwrotnie czy zamiany w przestrzeni lub czasie określonych fragmentów rzeczywistości, jak w przypadku burzy mózgów A. F. Osborne’a , w której mniej lub bardziej sztucznie nie dopuszcza się osądu logiki, przynajmniej w fazie proponowania rozwiązań. Warto tu również zwrócić uwagę na pewną odmianę dziecięcej ekspresji, jaką jest drama (inscenizacja, symulacja, identyfikacja sytuacyjna), czyli forma gier i zabaw stymulujących nieliniowe procesy myślenia uczniów, jak również bardzo zróżnicowane ćwiczenia interpersonalne, np. fonetyczne, prozodyczne, leksykalne, semantyczne, syntaktyczne oraz interpersonalne: relaksujące, wizualizacyjne, waloryzacyjne.
Wiesław Andrukiewicz
Uniwersytet Szczeciński
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24