Dlaczego tak kiepsko?

O efekty nauczania zabiegają dyrektorzy szkół, organy prowadzące, ale również ich poziom zajmuje przedstawicieli organu nadzoru pedagogicznego na szczeblu województwa, czyli kuratorom oświaty. Dokonuje się różnego rodzaju analiz, porównań, organizuje sympozja, debaty i konferencje. Ten szeroki wachlarz działań jest niewątpliwie potrzebny, a wnioski z nich powinny być wdrażane do realizacji jak najszybciej.

Zawsze pada pytanie: „Co jest przyczyną niskich ocen sprawdzianów i egzaminów zewnętrznych?”. Pytania te zadają nauczyciele, czyli ci, których pracę niejako pośrednio się ocenia. Zadają je samorządowcy, którzy pełnią funkcję organów prowadzących te szkoły. Dla nich wyniki sprawdzianów zewnętrznych są potwierdzeniem (lub nie), że nakłady finansowe i wysiłek organizacyjny zostały dobrze wykorzystane. Pozwalają na tworzenie swego rodzaju lobbingu oświatowego. Jeśli wyniki są zadowalające, to i decyzje rady miasta czy gminy – dotyczące nakładów na oświatę, też nie powodują większych oporów. Ale same pieniądze nie rozwiążą problemu niskich wyników sprawdzianów. Dotyczy to wszystkich gmin w Polsce, ponieważ w każdej gminie są takie szkoły, których wyniki są dobre, i takie, których wyniki muszą zastanawiać i mobilizować do działań naprawczych.

Szczególnie muszą niepokoić wyniki sprawdzianów na terenach pod tym względem najsłabszych, i to od początku obowiązywania egzaminów. Do takich należy województwo zachodniopomorskie, z którym się identyfikuję. Chciałbym zwrócić uwagę na ciekawe opracowanie dra Przemysława Śleszyńskiego z Polskiej Akademii Nauk, który na zlecenie MENiS przygotował analizę wyników sprawdzianów szóstoklasistów i egzaminów gimnazjalnych z lat 2002-2004 od strony uwarunkowań ekonomicznych.

Otóż w sporządzonym raporcie naukowiec wskazuje ścisły związek wyników egzaminów i sprawdzianów zewnętrznych z pewnymi zjawiskami społecznymi. Do takich w dokumencie zalicza ubóstwo i duży odsetek bezrobotnych w porównaniu z innymi regionami kraju. Zauważa też współzależność wyników kształcenia od wysokości i struktury finansowania oświaty, a także podkreśla pozytywny wpływ udziału środków pochodzących z innych źródeł niż subwencja. Oznacza to, że subwencja jest dalece niewystarczająca albo że środki pozyskane na miejscu są znacznie lepiej wykorzystywane w szkołach. W badaniach potwierdzono też znaną prawdę, że zdecydowany wpływ na wyniki kształcenia ma środowisko rodzinne i lokalne ucznia.

Niewątpliwie warunki finansowe szkoły mają wielki wpływ na słabe wyniki w nauce dzieci. Weźmy pod uwagę choćby zależność poziomu nauczania od warunków pracy szkoły, a w tym: zatrudnianie dobrych nauczycieli, położenie szkół na terenie dużych miast, dostęp do infrastruktury oświatowej, jak biblioteki, teatry, muzea czy internet – to jest warunek uzyskiwania dobrych wyników. Ale czy tylko? Może powinny też paść pytania o rolę dyrektora i nauczycieli w tej dziedzinie? A czy nie mają tu nic do powiedzenia sami rodzice?  

Szukając odpowiedzi na te pytania, trzeba zacząć najpierw od siebie, od swojej szkoły, swoich nauczycieli i swojego własnego stylu i sposobu kierowania placówką. Na pierwszy plan wysuwają się sprawy związane z zatrudnianiem nauczycieli. Jakże często się zdarza, że zatrudniamy w naszych placówkach osoby bez wymaganych kwalifikacji, mimo że w biurach pracy są zarejestrowane rzesze bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni praktycznie wszystkich specjalności!

Dlaczego tak się dzieje? Bo nauczycielowi starszemu chcemy dać kilka nadgodzin, aby jego pensja nie była „goła”, bo nie można zwolnić nauczyciela przed emeryturą, bo zatrudniamy na zastępstwo za nauczyciela na urlopie zdrowotnym, macierzyńskim, bezpłatnym tego, który chce się zatrudnić na kilka tygodni, który przyjmie plan lekcji bez zmian, który jest tańszy. To dlatego jakże często w naszych szkołach fizyki nauczają matematycy, lekcje języka polskiego prowadzą historycy, a z problemami biologii borykają się wuefiści.

Nasze szkoły szczycą się organizacją w wielkiej obfitości imprez o charakterze patriotycznym, edukacyjnym, sportowo-rekreacyjnym, turystycznym itp. Wymieńmy tylko: akademie z okazji rozpoczęcia roku szkolnego, Dzień Nauczyciela (święto KEN), Święto Odzyskania Niepodległości, jasełka, wigilie szkolne, Dzień Kobiet, powitanie wiosny, trzydniowe rekolekcje wielkopostne, Święto Konstytucji, Dzień Dziecka, Dzień Patrona Szkoły, zakończenie roku szkolnego, a ponadto – rocznice wyzwolenia miasta i kraju. Doliczmy do tego 3-4-dniowy biwak lub wycieczkę krajoznawczą, wymarsz na „sprzątanie świata”; całymi klasami, a nawet szkołami chodzimy też do kina na filmy będące ekranizacją lektur szkolnych itp. Z pewnością nie są to wszystkie okazje do fetowania takiego czy innego wydarzenia. Jeśli święto jest dniem wolnym (KEN), to akademie organizujemy w przeddzień.

Już z tego przeglądu widać, że tracimy kilka, a nawet kilkanaście dni nauki! Jeśli przełożyć to na godziny lekcyjne, okaże się, że każda klasa, każdy uczeń traci w ten sposób około 70-80 godzin lekcyjnych, których nijak nie da się odrobić ani nadgonić. Są to bezpowrotnie stracone prawie trzy tygodnie nauki! Czy nie nazbyt swobodnie decydujemy o udziale naszych uczniów w tych rozlicznych imprezach? Może nie byłoby w tym nic zdrożnego, by odbywały się one po zajęciach, w soboty lub inne dni wolne od zajęć dydaktycznych!

Dalej. Zmorą pomyślnego toku nauki są choroby nauczycieli. Zapadamy na nie często, czasami wydaje mi się, że zbyt pochopnie zaopatrujemy się w popularne L-4. Matki zawsze do końca wyczerpują limit tzw. dni opieki nad dzieckiem. Jeśli dodam, że sfeminizowane grono nauczycielskie w 80% składa się z przedstawicielek płci pięknej, to liczba dni utraconych z „winy” nauczyciela urasta do ogromnego problemu, którym są tzw. zastępstwa. Jako długoletni dyrektor wiem, że nie zawsze da się wysłać na zastępstwo fachowca od danego przedmiotu. Przeciwnie, dlatego lekcje fizyki prowadzi często historyk, innych nauczycieli zastępuje pedagog lub bibliotekarka albo pan od wuefu. Czy taką lekcję można uważać za pełnowartościową jednostkę dydaktyczną? Owszem, często prowadzą oni udane zajęcia o charakterze wychowawczym lub opiekuńczym, ale z pewnością realizacja programu z przedmiotu zaczyna się chwiać. Nie mogąc zapewnić zastępstwa, dyrektorzy szkół często decydują się zwalniać klasy z ostatniej lekcji, a następnego dnia dzieci i młodzież przychodzą na drugą lekcję, jeśli pierwszą miał prowadzić nieobecny nauczyciel. Zakładając, że każdy nauczyciel choruje raz w roku przez jeden tydzień, śmiało można powiedzieć, że tylko z tego powodu każdy uczeń traci rocznie ok. 30 godzin nauki.

Co się za tym kryje? Planując na początku roku rozkład lekcji z danego przedmiotu, dyrektor nie zawsze potrafi przewidzieć, ile godzin przeznaczyć na straty. Zwyczajowa rezerwa pięciu godzin jest zwykle niewystarczająca. W efekcie pozostaje gonitwa za programem, nauczanie po łebkach albo zwyczajnie pomijanie niektórych treści. Uczniowie nie są w stanie samodzielnie opanować treści z niektórych przedmiotów, zwłaszcza ścisłych. Rośnie więc worek niezrealizowanych tematów, nieutrwalonej i nieusystematyzowanej wiedzy, nieprzećwiczonych umiejętności.

Spójrzmy teraz na problem zachowania odpowiedniego poziomu nauczania od strony uczniowskiej. Podstawowym czynnikiem jest frekwencja. Problem stary jak szkoła, ale dotychczas nie wynaleziono skutecznej recepty na to, by poprawić obecność na zajęciach i zbliżyć się pod tym względem do 100%. Można zrozumieć, że uczeń jak każdy inny człowiek może zachorować. Ale zaczyna niepokoić skala i różnorodność chorób. Poza tradycyjną grypą uczniowie coraz częściej zapadają np. na choroby związane ze złym stanem psychicznym, które wymagają pomocy farmakologicznej i psychoterapeutycznej. Nasza młodzież pod tym względem jest wyraźniej słabsza niż moje, nie takie znowu stare pokolenie. Trafiają więc do szkół zwolnienia lekarskie wypisywane coraz częściej przez lekarzy psychiatrów.

Do jednej z poradni zdrowia psychicznego na terenie województwa zachodniopomorskiego w ciągu miesiąca trafiły osoby w wieku szkolnym z takim rozpoznaniami, jak zaburzenia psychiczne spowodowane używaniem kokainy lub substancji stymulujących, stosowaniem lotnych rozpuszczalników, z objawami schizofrenii, z zaburzeniami adaptacyjnymi lub hiperkinetycznymi. Czy ta lista nie powinna budzić niepokoju? W żadnym wypadku nie można ich lekceważyć, gdyż nieleczone zaburzenia psychiczne powodują zastraszające spustoszenia w młodych organizmach.

Drugim powszechnym przykładem słabej frekwencji są wagary. Tu jesteśmy sobie sami winni. Jeśli jeszcze dziesięć lat temu nieobecność ucznia mogło usprawiedliwić tylko zwolnienie lekarskie, dziś wystarcza świstek papieru napisany przez rodzica. Jakie „dokumenty” usprawiedliwiające nieobecność ucznia trafiają na biurka nauczycieli, wiemy wszyscy doskonale – są zwykle pisane przez koleżanki i kolegów! To sprawia, że nie ma większego problemu z urwaniem się z niewygodnej lekcji. Przy tym brak konsekwencji nauczycieli w dochodzeniu prawdziwego powodu absencji! Aprzecież obowiązkiem wychowawcy, a potem pedagoga szkolnego i dyrektora, jest kontrolowanie realizacji obowiązku szkolnego. Z tego powoduśrednio każdy uczeń traci ok. 15 godzin rocznie. Wynik średni nie odzwierciedla jednak rzeczywistego stanu, bo przecież są uczniowie, którzy przychodzą na wszystkie zajęcia, a są i tacy, których frekwencja oscyluje w granicach 60-70%.

Oto najczęściej spotykane przyczyny braku pełnej realizacji programównauczania. Nie trzeba być matematykiem, aby doliczyć się prawie setkigodzin niezrealizowanych w ciągu roku. To są namacalne przyczyny słabych wyników. Są to przyczyny, które można zdiagnozować, policzyć i przede wszystkim – podjąć skuteczne działania, by je wyeliminować.

I może warto odłożyć na jakiś czas pisanie górnolotnych zdań w naszychprogramach profilaktycznych, a wziąć w karby uczniów i nauczycieli i zacząć pracę u podstaw – w naszej szkole, w mojej klasie. Ona musi przynieść efekty już za rok, przy najbliższym sprawdzianie i egzaminie zewnętrznym.


Leszek Pawelski
Miejski Zakład Doskonalenia Nauczycieli
Obsługi Szkół i Przedszkoli w Szczecinku


 

Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry