Radość kryzysu. Rozmowa z o. Stanisławem Obirkiem SJ

Upadki, niepowodzenia, załamania, depresje towarzyszą naszemu życiu. Jaki jest ich sens? Co myśli na ten temat o. Stanisław Obirek SJ, b. dyrektor krakowskiego Centrum Kultury i Dialogu przy Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum", któremu po wypowiedzi dla belgijskiej gazety "Le Soir", że śp. Jan Paweł II zachowywał się "trochę jak proboszcz z wiejskiej parafii", przełożeni czasowo zakazali prowadzenia wykładów i kontaktów z mediami. Wywiad rozmówca autoryzował przed nałożoną klauzurą milczenia.

Jola Workowska: – Mam rodzinę, dom, pracę. Najnowszym modelem mercedesa podjeżdżam pod szkołę dzieci. Do szczęścia nie brakuje mi niczego, oprócz… szczęścia. Dlaczego życie mnie nie cieszy?
o. Stanisław Obirek: – Radość nie wypływa ze spełnienia, lecz z oczekiwania na spełnienie. Nie czuje się Pani szczęśliwa, bo wykorzystała Pani już wszystkie możliwości z palety życia – kolejny samochód, nowy dom czy młody mąż nie przyda już blasku życiu. Jestem pod wrażeniem myśli Zygmunta Baumana na temat przesycenia, która brzmiała mniej więcej tak: „Jeżeli zakocham się i jest mi dobrze, następnym razem pragnę jeszcze większego uczucia. Kolejne zakochania muszą być pełniejsze i głębsze”. Pogoń za nowym doświadczeniem jest bliska syndromu impotenta i może właśnie dlatego jest Pani nieszczęśliwa…
– Moje konto bankowe mnie zniewala? Ludzie latami marzą o wygranej w Lotku, a Ojciec sądzi, że moje pieniądze są przyczyną depresji…
– Biedny wciąż o czymś marzy, czegoś chce, do czegoś dąży. On żyje nadzieją na zdobycie kawałka chleba. O czym marzy bogaty? O radości, której nigdzie nie może kupić. Świadomość, że kolejne futro niczego nie zmieni, rodzi się bardzo powoli. Reklama wmawia nam szczęście: jogurt z żywymi bakteriami, bezprzewodowy dostęp do internetu uczyni wasze życie lepszym! Pozwalamy się otumanić reklamie. Magia działa: wyrzucamy dobrą komórką i zastępujemy ją nowszą wyposażoną w aparat cyfrowy. Mimo, że od lat stosujemy najlepsze kremy, zmarszczek przybywa. I wówczas rodzi się nuda.
– Jestem ofiarą reklamy?
– Tak, jeżeli mnoży Pani dobra, szybko je konsumuje i nie odczuwa
z tego tytułu radości.
– Don Giovanni z mozartowskiej opery zmieniał kochanki z nudy czy z ułomności? W interpretacji Mariusza Trelińskiego kochanek wszechczasów próbuje wyjść z zamkniętego kręgu, zmieniając kobiety, zmierza w stronę Komandora, czyli ku zatraceniu. Śmierć – w tym wypadku – jest ratunkiem. Dla wspomnianego przez Ojca filozofa Baumana wybawienie może przynieść tylko samoograniczenie… Jesteśmy tak ułomni, że nie możemy posiadać i szczęścia, i pieniędzy?
– Mam przeświadczenie, że pieniądze szczęścia nie dają. I inni ludzie też nie. Żadna relacja z bliźnim nie wypełnia mnie do końca. Czasami nudzę się z ludźmi. Wiem, że nie jest to budujące, ale mam takie doświadczenie przygodności: czego się nie dotknę, z kim nie porozmawiam, wciąż mam poczucie pustki. I to otwiera mnie na inny wymiar: zaczynam żyć Bogiem.
– Sugeruje Ojciec, że im więcej człowiek będzie posiadał i konsumował, tym z nudów bliższe będzie mu Królestwo Niebieskie…?
– Jest szansa, że znudzony posiadaniem człowiek doświadczy kryzysu i będzie musiał otworzyć się na nowy wymiar. Znam ludzi, którzy doświadczyli końca świata, bo ktoś bliski nie sprostał ich oczekiwaniom. Myślę, że nie można budować szczęścia ani na pieniądzach, ani na ludziach. Nawet, gdy jest to ukochany mąż, troskliwa matka, zdrowe i radosne dziecko.
– Gdy nadchodzi kryzys, sięgam po alkohol, narkotyki…
– Można się zapić lub… przebudzić do nowego życia.
– Uznany filozofujący pisarz francuski pochodzenia rumuńskiego Emil Cioran twierdzi, że nie ma niczego poza naszym życiem. Jeśli nie ma Boga, a ja przeżywam kryzys, do jakiego nowego życia mam się przebudzić?
– Bóg nie jest wszystkim potrzebny. Jeśli rodzina i pełny portfel nie daje Pani poczucia szczęścia, musi Pani znaleźć odpowiedź na pytanie, po co żyje. Uważam, tak jak psycholog z Wiednia, Wiktor Frankl, który przeżył obozy koncentracyjne, że człowiek przeżyje każde „jak”, jeżeli ma „po co?”. Czyli pytaniem podstawowym pozostaje pytanie o sens istnienia. W każdym z nas jest potrzeba zrozumienia tej prawdy.
– Czytam biografie, pamiętniki, powieści i poematy i wciąż nie mogę czegoś zrozumieć. Kiedyś powiedział Ojciec, że życia nie możemy nauczyć się od innych. Literatura – zdaniem Ojca – jest przekleństwem, liczy się tylko doświadczenie krwi. Jak pogodzić to z chrześcijańskim imperatywem „bycia dla drugiego”?
– O „poznaniu krwią” pisali Gombrowicz, Hesse, Dostojewski. W polskiej kulturze „bycie dla drugiego” jest podszyte hipokryzją; w środowiskach katolickich promowane są frazesy altruistyczne z nieuporządkowanym światem w tle, w którym człowiek nie potrafi być sam ze sobą, a do szczęścia potrzeba mu zawsze innych, aby praktykować miłość, która często jest upokarzaniem się. Dla mnie jest obce „bycia dla innych”.
– Czyli każdy sam musi dojść do mądrości?
– Tak. Jest takie porzekadło buddyjskie: jeśli chcesz dojść na własnych nogach, odrzucić szczudła. Może dzięki buddyzmowi wyczyścimy te śmieci, które nagromadziły się kulturowo, co powoduje, że ludzie, pomagając sobie wzajemnie, się katują. Widać to dobitnie w środowiskach zakonnych, gdzie nakaz pobożności staje się narzędziem zniewalania innych. Jak dyskutować ze stwierdzeniem: „tak Pan Bóg chce”.
– Jako zakonnik chyba musi Ojciec być posłuszny woli przełożonego.
– Przełożonego słucham, bo muszę, gdyż taki jest regulamin, a nie wola Boga. Pamiętam, jak ciężki kryzys przeżyłem, kiedy przeor kazał mi robić coś, co wydawało mi się zupełnym idiotyzmem. Byłem pewny, że wszystko, co dotąd robiłem było dobre, aż tu nagle muszę to odłożyć i rozpocząć dzieło, które zalecił zwierzchnik. I wówczas był taki moment, że zakwestionowałem wszystko. Byłem bliski rezygnacji. Ile we mnie było buntu, agresji i złości
– jeden Bóg wie! Dziś z wdzięcznością myślę o moim przełożonym. Dzięki jego decyzji, mogłem lepiej poznać samego siebie. Z tego buntu i złości, wyszedłem oczyszczony, choć nie w mistycznych kategoriach.
– Muszę to przeżyć? Nie mogę przeczytać, by być oczyszczoną?
– Tak, absolutnie trzeba przeżyć. Kiedy czytam, zastanawiam się, przebywam w innym wymiarze. Perspektywa Boga objawia się w doświadczeniu.
– To oznacza, że biedni Polacy mogą jeszcze długo żyć w przeświadczeniu, że byliby szczęśliwi, gdyby los się do nich uśmiechnął.
– Tak. Czar pieniądza będzie trwać, choć uważam, że świat stoi przed ogromnym zwrotem cywilizacyjnym: liczba bezrobotnych będzie coraz większa, nie będzie zbytu towarów, konsumpcja zmaleje i powstaną warunki, aby człowiek mógł skoncentrować się na sobie samym.
– Dziękuję Ojcu za zrozumienie.


Rozmawiała: Jola Workowska
Kraków, klasztor jezuitów, zima 2004/2005


 

Listopad/Grudzień 2009
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry