W jaki sposób nauczyciele mogą wykorzystać to o czym mówił Pan w czasie konferencji?
Myślę, że dyrektorzy szkół są tak naprawdę jak menedżerowie. Ich firmą jest szkoła. Podobnie jak lekarze, którzy postrzegają swoje kliniki jako firmy. Mają klientów, najlepiej – zadowolonych klientów. I ludzie oceniają ich, czy są kompetentni czy nie. W związku z tym, to o czym mówiłem może być bezpośrednio zastosowane przez nauczycieli.
Psychologia społeczna pokazuje wzajemne relacje człowieka i społeczeństwa. Czy w takim razie, dyrektorzy mogą też wpływać na społeczeństwo czy też grupy osób, które napotykają? Jakoś je zmieniać?
Oczywiście. Nauczanie ma wielki wpływ na społeczeństwo, bo tam przecież uczą się dzieci. Tam leży przyszłość. To czym ja się interesuję to to, jak postrzegany jest nauczyciel – przez uczniów, przez rodziców, innych nauczycieli i że powinien być darzony szacunkiem, na jaki zasługuje.
Obecnie można kupić dużo podręczników dla menedżerów, biznesmenów. Gdzie leży granica między pustą techniką, za którą nie stoi wiedza i kompetencje, a metodami, które tyko wspomagają kreowanie wizerunku?
Wydaje mi się, że jeżeli ktoś się uczy przez pięć lub sześć lat, to jest kompetentny, to naprawdę zajmuje dużo czasu. Ja proponuję różnym osobom spędzenie kilku dni na moich seminariach, gdzie mogą zdobyć te umiejętności. To nie jest tak, że trzeba iść do szkoły na 12 lat i nauczyć się jak być kompetentnym, ale jeżeli spędzisz 2 dni - czyli tak naprawdę nic, w stosunku do 18 lat nauki - to jest to właściwa proporcja. W zasadzie, to jest wręcz konieczne.
Czy zakładamy, że nauczyciele mają już umiejętności tylko nie umieją ich zademonstrować?
Dokładnie. Nie tylko nauczyciele, ale też prawnicy, lekarze, bankowcy, konsultanci. Nie znają technik, które pomogą im zbudować właściwy wizerunek. To właśnie tego uczę i wierzę, że to właśnie o to chodzi.
Czy tych metod można nauczyć się samemu, czy potrzebny jest udział w specjalnych szkoleniach?
Przede wszystkim, trzeba je poznać, a nie są wcale oczywiste. Niektóre osoby są bardzo zaskoczone, kiedy je poznają. Np. ważny jest dystans pomiędzy ludźmi – jak blisko siebie stoją – ma też wpływ na postrzeganie drugiej osoby. Ktoś nawet policzył, że najlepsza odległość to 1,2 – 1,5 metra. To ciekawe, że dzięki temu ludzie postrzegają cię jako dużo bardziej kompetentnego.
Mówił Pan o przyjmowaniu odpowiedzialności za własne porażki. Ale teorie edukacyjne mówią o tym, że uczniowie powinni sami być odpowiedzialni za proces nauki. Więc czasem nauczyciel nie ma wpływ na wynik swojej pracy, nie może brać odpowiedzialności za to, że uczniowie uczą się lub nie, albo za postawę ich rodziców. Jak daleko można się więc posunąć?
Tak, ale mówiłem też, że jeżeli trzeba przekazać wyjątkowo złe wiadomości – wtedy trzeba przyznać się i wziąć na siebie odpowiedzialność. Szczególnie jeżeli wszyscy dookoła wiedzą, że to ty. Ale w innych przypadkach, jak mówiłem, czasem trudno ocenić, czy naprawdę jesteś odpowiedzialny za efekty swojej pracy, bo tak wiele czynników na nie wpływa. Skąd wiesz
kto tak naprawdę do tego doprowadził? Wtedy należy po prostu uniknąć bycia kojarzonym z porażką. Jeżeli to możliwe, nie być w pobliżu, kiedy złe informacje są przekazywane. Jak możesz napisz maila ze złą wiadomością, ale bądź obecny przy ogłaszaniu dobrej. A jeżeli już przyznajesz się do błędu, od razu przestaw się na optymizm i powiedz „ale wiele się z tego nauczyłem…”.
A co jeżeli ktoś powie – pracuję w tym biurokratycznym systemie, są utarte sposoby postępowania, nie mogę nic na to poradzić i zmienić, te techniki nie dotyczą mojej sytuacji - to co wtedy?
Jeżeli nauczyciel tak powie, to w porządku, jeżeli nie chce się rozwijać, np. zostać dyrektorem. Jeżeli dyrektorzy chcą, żeby ich szkoły odnosiły sukcesy to muszą się dostosować. Jeżeli tego nie zrobią, przegrają – to proste. Czasy się zmieniają, wszystko się prywatyzuje, szkoły stają się firmami i to widać i w Anglii i w Niemczech, a to niekoniecznie źle, bo wiele osób pamięta czasy, kiedy szkoły były tylko instytucjami. I nie byli zadowoleni, bo wszystko było zbyt wolne, nauczyciele nie mogli awansować przez dwadzieścia lat. Więc nie jest tak, że tamte czasy były lepsze. Znam wielu przygnębionych nauczycieli, którym nie podobał się wcale poprzedni system.
Czy w takim razie dzięki prywatyzacji szkół można osiągnąć lepsze rezultaty?
Tak, myślę, że tak. Bo to ogromne instytucje, które nie są w stanie myśleć w kategoriach rynkowych, gdzie sukces mierzony jest osiąganymi rezultatami. Jeżeli studenci zaczną płacić za studia, staną się klientami i będą mogli wymagać usług na dobrym poziomie. Jak nie dostaną tego tutaj, to pójdą w inne miejsce i już. Ale to wcale nie takie złe – w ten sposób całe życie jest bogate w wyzwania i nie jest tak, że przez 30 lat nic się nie zmienia.
Ale czy to oznacza, że tak naprawdę zmiany może przynieść wymiana pokoleń?
Nie, wcale nie. Nawet cała osobowość człowieka może zmienić się w ciągu życia. Myślę, że ludzie mogą zmienić swoje zachowanie i przyzwyczajenia, jeżeli tylko chcą. Trzeba zmienić sposób myślenia, a nie wymienić ludzi na młodszych. Słyszałem, że będzie pokolenie Y i Z. A kto przyjdzie potem? Znowu pokolenie A? Niedługo zabraknie liter w alfabecie. Oczywiście te osoby są inne, ale i tak wierzę, że wszyscy mogą zaadaptować się do nowych warunków. Trzeba tylko wiedzieć jak.