Szansa czy kryzys?
Na czerwcowym spotkaniu w siedzibie STO (Społeczne Towarzystwo Oświatowe) zorganizowanym na rzecz Szkoły Wyższej Studiów w Naukach Społecznych z siedzibą w Paryżu (EHESS), doszło do zgodnej konstatacji, że „STO przeżywa kryzys”. Mówiły o tym „matki założyci elki”, mówił i sam prezes. *
Założycielki stowarzyszenia źródeł kryzysu dopatrywały się w wyczerpaniu idei. Wszak dziś szkoła społeczna to szkoła normalna. Rewolucyjna myśl STO z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, aby to rodzice decydowali o tym, jak uczone i wychowywane są ich dzieci, dziś jest oczywistością. W szkołach publicznych mamy rady szkoły, a szkół niepublicznych prowadzonych przez stowarzyszenia rodziców jest bardzo wiele. Prezes, nieco żartem, źródło kryzysu dostrzegł m.in. w tym, że założycielki mówią o STO per „oni”. Przyczyn kryzysu dopatrywać się można również i w zachowaniu samego prezesa.
1. Prezes koła STO ma zawsze rację.
2. Jeżeli prezes koła nie ma racji, patrz pkt 1.
W trakcie spotkania, jego uczestnicy w tym sam prezes, spokojnie wysłuchali wypowiedzi pani dyrektor warszawskiej Dwójki, w której stwierdziła, że ich koło jest sztucznie podtrzymywane przy życiu, że, o zgrozo, musieli wprowadzić do niego nauczycieli, bo nie miał kto działać. Z przerażeniem czekałem na replikę prezesa. W czasach dawnej świetności, gdy założycielki wyrażały się o stowarzyszeniu „my”, byłaby to ostatnia w karierze wypowiedź pani dyrektor. Dziś usłyszałem apel: róbcie, co konieczne, ważne, że dobrze uczycie. To również, bez wątpienia, przejaw kryzysu, ale zmiana we właściwym kierunku.
Na czym kryzys polega i jak z niego wyjść?
W mojej opinii u źródeł kryzysu leżą dwa czynniki
Pierwszy, to niewątpliwie kryzys sukcesu. STO odniosło spektakularny sukces organizując ruch społeczny, który zaowocował powstaniem niepublicznego sektora oświaty. Niebagatelną rolę odgrywa w nim sieć około 150 placówek STO. Po takim sukcesie koniecznym staje się pytanie; co dalej? Drugi to brak wyróżników własnych szkół. Dziś szyld szkoły społecznej i organ prowadzący w postaci stowarzyszenia nie stanowią wyróżników.
Sądzę, że aby wyjść z kryzysu należy wrócić do korzeni zawartych w deklaracji programowej. STO miało być stowarzyszeniem rodziców i nauczycieli. Do tej pory ewoluowało w kierunku Europejskiego Stowarzyszenia Rodziców. Dziś, nie tracąc pierwszego, trzeba zbudować drugi filar stowarzyszenia Widzę możliwość budowania szerokiego ruchu społecznego stawiającego sobie za cel zmianę statusu zawodu nauczyciela. Związki zawodowe są organizacją korporacyjną, koncentrują się na utrzymaniu fałszywych przywilejów wynikających z karty nauczyciela i na walce o symboliczne podwyżki plac. W ich działaniach nie widać wyraźnych celów strategicznych, nie posiadają potencjału potrzebnego do przeprowadzenia zmian. Organizacja społeczna zrzeszająca rodziców i nauczycieli może mieć znacznie większą siłę oddziaływania niż związki zawodowe pod warunkiem, że prawidłowo sformułuje cele strategiczne.
Oto kilka z nich:
1. Nauczyciel to wolny zawód.
Dziś nauczyciel szkoły publicznej ma status urzędnika państwowego. Jest, więc najniżej położonym elementem służącym państwu do indoktrynacji młodych obywateli. To za pomocą nauczycieli państwo wpływa na wychowanie młodych ludzi. Nauczyciele szkół niepublicznych nie korzystają z przywilejów wynikających z karty nauczyciela. Często są zatrudniani na zasadach samozatrudnienia. Mimo to są zadowoleni, a przynajmniej nie rezygnują z pracy. Zrównanie statusu zawodu nauczyciela ze statusem artysty, adwokata lub lekarza, bo ci stanowią wolne zawody, otwiera drogę do wolnego doboru nauczycieli i nieograniczonych negocjacji płacowych.
2. Dobrym nauczycielom trzeba dobrzepłacić.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że wysokość zarobków nauczyciela jest jego narzędziem pracy. Tylko nauczyciel postrzegany przez młodzież jako człowiek sukcesu będzie dla nich wzorcem do naśladowania. Dzisiejszy nauczyciel to nierzadko człowiek, który ma kłopoty, aby związać koniec z końcem. Taki nauczyciel jest dla młodzieży żywym dowodem na to, że nie warto się uczyć. Jeśli chcemy mieć dobrych nauczycieli, trzeba spowodować, by do tego zawodu chcieli przyjść najlepsi absolwenci studiów wyższych. W warunkach wolnego rynku może tego dokonać jedynie płaca. Jednocześnie nie można tolerować nieusuwalności złych nauczycieli. Tylko stowarzyszenie rodziców i nauczycieli może zgodnie reprezentować interes oświaty. Rodzice chcą mieć najlepszych nauczycieli dla swych dzieci, a najlepsi nauczyciele chcą najlepiej zarabiać. Istnieje więc możliwość współpracy tych środowisk.
3. Trzeba odd ać szkoły nauczycielom.
Wśród całej różnorodności podmiotów gospodarczych prowadzących szkoły brak jest spółdzielni. Praktyka STO pokazuje, że niektóre koła giną, gdy opuszczają szkoły dzieci rodziców zainteresowanych powstaniem placówki. Zwykle obwinia się za to środowisko i sposób pracy w kole. Zamiast sztucznie reanimować martwe koło, należałoby zastanowić się nad utworzeniem spółdzielni nauczycielskiej na wzór Lingwisty. Spółdzielnia, podobnie jak samodzielne koło STO, ma osobowość prawną. Zawarcie odpowiedniej umowy gwarantowałoby pozostanie szkoły w strukturze STO. Podział pracy między organy spółdzielni może okazać się znacznie mniej konfliktogenny niż podział pracy między koło STO i dyrekcję szkoły. Prezes spółdzielni stoi na czele kilkuosobowego zarządu, który odpowiada za zabezpieczenie finansowej strony działalności szkoły. Rada nadzorcza jest organem kontrolnym, w którego skład mogliby wejść rodzice i emerytowani nauczyciele. Dyrektor szkoły odpowiadałby za proces dydaktyczny. Stworzenie w strukturze sieci szkół STO pionu spółdzielczego byłoby namacalnym faktem potwierdzającym podmiotowe i równoprawne traktowanie nauczycieli.
4. Należy doprowadzić do włączenia STO jako trzeciej, społecznej strony w negocjacje między rządem i związkami zawodowymi.
Zmiana w systemie oświaty może być wprowadzana na dwa sposoby. Można mozolnie budować kulturę nauczania. Można też wprowadzać zmiany przez odgórne zarządzanie.
Stowarzyszenie, które integruje rodziców i nauczycieli, ma szanse te sposoby połączyć. Po amnestii maturalnej pana Giertycha i wyczynie pani Łybackiej chciałoby się zawołać - politycy ręce precz od oświaty! W praktyce zmiany na dużą skalę muszą być jednak wykonane przez polityków. STO ma olbrzymią szansę wypróbować nowatorskie rozwiązania w małej skali własnych szkół, budując jednocześnie nowy ruch społeczny i występując z propozycją rozwiązań systemowych w skali kraju. STO dysponuje zarówno potencjałem intelektualnym zdolnym do wpływania na kulturę nauczania, jak i działaczami o zainteresowaniach politycznych. Potencjał, jaki tkwi we wspólnym działaniu rodziców i nauczycieli jest olbrzymi. Trzeba go jednakże zauważyć i chcieć wykorzystać.
O tym, jak zbudować wyróżniki szkół piszę w artykule
„O możliwych wyróżnikach szkół STO”. Zapraszam do lektury.
Andrzej Wrede
* Powyższe nie stanowi odwołania do wyników badań naukowych prowadzonych przez EHES. Tekst jest osobistą refleksją po udziale w dyskusji przeprowadzonej w ramach tych badań.
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24