Kochani i ośmieszani



Nie ulega wąpliwości, że rodzina jest podstawowym, najcenniejszym środowiskiem wychowawczym człowieka. Jedynym , które posiada moc zaspokojenia wszystkich potrzeb człowieka, ofiarowania mu wszelkich darów losu. To w niej szukamy miłości , bo jest naszą potrzebą, wartością , która nadaje życiu sens, bez względu na to jak bardzo różnym bywa doznaniem.


Ale nie każdemu dane jest mądrze być kochanym (M. Janukowicz, 2002). Wielu kocha i jednocześnie zadaje ból, kocha i krzywdzi, kocha i nienawidzi. „Jak często kaleczymy się, bo nie umiemy mądrze kochać” (J. Twardowski, 1999). Paradoksalne, ale jakże prawdziwe, jest to, że właśnie ci, którzy najbardziej nas kochają, a przynajmniej powinni kochać ci, których my bardzo kochamy — zadają nam największe ciosy. To właśnie najbliżsi naszemu sercu wchodzą najczęściej w role emocjonalnych krzywdzicieli, upokarzają, poniżają, wyciskają łzy, szafując komunikatami ośmieszającymi. Blisko 13,8% rodzin sprawujących rodzicielskie obowiązki ośmiesza swoje dzieci. Kochani, a zarazem poniżani. Czy to nie absurd? To współczująca rzeczywistość, niezwykle trudna dla dzieci, bo przecież wycelowana w ich cieniutki świat emocji. Ośmieszenie to wstrząs, od którego pęka serce, które rozbija duszę w kawałki, nie potrzeba wielkiej burzy: każdy werbalny cios druzgocze doszczętnie, bo przecież mamy do czynienia z kruchym, bezbronnym z samej natury dzieckiem. Niewiarygodnie dużo zadają ośmieszających ciosów rodzice. Ale dominującą osobą w tym względzie wydaje się ojciec. Kochany, zapracowany, wyczekiwany potrafi zamanifestować i gorącą miłość i zadziwić niepohamowanym gniewem, wrogością, brakiem równowagi. Kiedy przeobraża się w rolę emocjonalnego kata, sprawia ból największy. Niektórzy werbalni tyrani wręcz bombardują swoje dzieci zniewagami, tyradami, poniżającymi wyzwiskami. S. Forward krótko nazywa takich ojców „toksycznymi” (S. Forward, 1992). Jeśli nie zdarza się to często, nie pozostawia w psychice dziecka trwałych śladów, ale gdy staje się codziennością, odciska się niezatartym piętnem na poczuciu własnej wartości dziecka, pozostawiając głębokie psychologiczne blizny. Emocjonalny kat często wystawia dziecko na próbę ośmieszenia go, szczególnie wtedy, gdy nie spełnia ojcowskich oczekiwań, nie realizuje jego marzeń. Ojcowie swoją miłość warunkują, stawiają wymagania, a niespełnienie ich często skutkuje poniżeniem. Sytuacji jest wiele, ale zacznijmy od tej najprostszej, wyrażającej się w rozdźwięku pomiędzy wyobrażeniami ojca, co do zewnętrznego wyglądu dziecka a jego realnym portretem. Kiedy wizja ojca zderza się z rzeczywistym światem dziecka, to tak jak gdyby zderzyły się ze sobą dwa światy wartości. Kłócą się ze sobą dwa światy mody: „Ty chcesz żebym wyglądał tak jak Ty” a „Ja chcę wyglądać tak jak moi rówieśnicy, iść z duchem czasu”. Powstaje więc konflikt, w którym ojciec często wyraża swoją dezaprobatę, ośmieszając dziecko. Padają wtedy komunikaty typu:
 
„nie będę się z Tobą pokazywać na ulicy, bo ludzie pomyślą, że Cię niedawno z poprawczaka wypuścili” „coś Ty z siebie zrobiła, wyglądasz jak małpa w ZOO ” „ćwicz mięśnie, bo ślimaki przy Tobie to twardziele”

Powszechnym źródłem werbalnych ataków poniżających godność dziecka jest nierealne oczekiwanie ojców, że dzieci będą doskonałe.Tej doskonałości wręcz domagają się ojcowie. Zdają się żyć iluzją, że jeśli dołożą starań, aby ich dzieci były doskonałe, będą idealną, szczęśliwą rodziną. Zapominają, że przecież dzieci mają prawo do popełniania błędów, do pójścia inną, własną drogą życia. „Śni się nam człowiek doskonały, człowiek przyszłości - pisze J. Korczak — ale to przecież ordynarny szwindel” (cyt. za A. Gurycka, 2002). Nie wszystkie poprzeczki można udźwignąć, nie wszystko da się zrobić perfekcyjnie, a to jest trudno zrozumieć ojcom. Niepogodzeni ze słabościami dzieci, z bylejakością wykonywanych przez nie zadań, karzą wystawiając ich na ośmieszenie. Oto wypowiedzi dzieci ilustrujące zachowania ojców:  Kiedy zdarzy mi się otrzymać słabszą ocenę z jakiegoś przedmiotu, ojciec mówi do mnie:
„jak ktoś taki może być moim synem” albo „ty niedojdo, jesteś cieńszy niż zero”. Jak tylko coś źle zrobię w domu, to ojciec rekapituluje to stwierdzeniem: “wielki jak brzoza, a głupi jak koza” albo „taki stary koń, a nie umie tego zrobić” Każda zła ocena przyniesiona ze szkoły sprawia, że ojciec sypie epitetami typu: „ty idioto, ty debilu”. Kiedy niechcący wylałam kawę na obrus, tata krzyczał: „ty fajtłapo, nic nie potrafisz zrobić. Jak masz zrobić 2 rzeczy naraz, to o jednej zapomnisz, a drugą popsujesz”.  Kiedy uczę się fizyki, a mam z nią niemałe kłopoty i komunikuję, że boli mnie głowa albo, że mam gorączkę, wtedy ojciec mówi: „ty palanciaro, symulantko, znowu nie chcesz iść do szkoły”. Ojciec irytuje się, gdy nie potrafię czegoś zrobić, robię niedokładnie lub źle. Nie podejdzie do mnie, nie wytłumaczy, tylko mówi: „ty głupku, do niczego się nie nadajesz, powinnaś iść do zawodówki, a nie do ogólniaka”.

To tylko niektóre z przykładów utwierdzających nas w tym, jak łatwo poniżyć dzieci. W każdym przypadku jest ono efektem niezadowolenia ojca ze źle wykonanych zadań. Ojciec afirmuje światło dla dziecka, ale ciemności już nie. A ta przecież wpisana jest w życie dziecka.

Ośmieszanie jest siłą potężniejszą i działającą daleko powszechniej niż zwykliśmy to sobie wyobrażać. Dotkliwie daje o sobie znać szczególnie w przypadku nieposłuszeństwa dzieci. Niewykonanie prośby ojca, zlekceważenie jego poleceń, uchylenie się od jego sugestii to narażenie się na werbalne ataki. Ojciec zwykle trwa w jakiś zasadach i kiedy doznaje sprzecznych uczuć i rozbieżnych sądów, irytuje się, niszczy psychicznie pogardą, poniżeniem, wynajdywaniem moralnych tortur. Oto jak opisują dzieci zachowania ojców wskutek ich nieposłuszeństwa:
Zdarzyło mi się, że zapomniałem pozmywać naczyń, o co wcześniej prosił ojciec, podszedł do mnie i powiedział:
„co ty karłem jesteś, nie dostajesz do zlewu”. Kiedyś ojciec prosił mnie, by idąc ze szkoły do domu kupić mu klej «kropelkę». Oczywiście zapomniałem i wtedy usłyszałem: „od dzisiaj będę do Ciebie mówił Alzhaimerku”. Kiedy zapominam o wyniesieniu śmieci, bo akurat jest fajny program w telewizji, to ojciec przybiega do pokoju i mówi: „ty konowale, móżdżek ci usechł, że nie pamiętasz o śmieciach”.

To tylko niektóre z wypowiedzi ilustrujące zachowania ojców w sytuacjach, gdy dzieci są nieposłuszne. Polecenie ojca jest święte, gdy nie jest wykonane, pojawiają się wyzwiska. Tak tępią ojcowie nieudacznictwo, lenistwo, fizyczne i intelektualne słabości swoich dzieci. To swoisty zamach na ich wolność, ta przecież potrzebuje kierunku i miłości. Nawet w domu nie można żyć spokojnie, bo wciąż jest się potrącanym. Dosadniej czynią to mężczyźni, którym przyszło wejść w rolę ojczyma. Starając się pokazać, że to oni teraz tu rządzą i należy im się posłuszeństwo, poniżają w sposób najbardziej arogancki i bezpretensjonalny. 16-letni Krzysztof, uczęszczający do gimnazjum, mówi: „ojczym rzuca mi różne teksty,mnp. „Ty wstrętny bachorze, co za baran cię spłodził?” Czy można takiego człowieka kochać, człowieka, który wbija sztylet w samo serce? Od niego się raczej ucieka, jego się nienawidzi. 17-letni Rafał o swoim ojczymie mówi: „on stale mnie poniża i naraża na ośmieszenie, uważa mnie za kalekę życiową, wciąż powtarza, że nie umiem myśleć, decydować, wyciągać wniosków, jestem ślamazarny. Straciłem pewność siebie, poczucie własnej wartości, do dziś nurzam się w kompleksach”.

A co na to matki? Jedne próbują tworzyć atmosferę szacunku i życzliwości, inne zagęszczają atmosferę podobnie jak ojcowie ośmieszaniem dzieci. Czynią to jednak nieco inaczej. Korzystają z komunikatów poniżających, w szerszej przestrzeni społecznej wciągając do gry inne podmioty. Ośmieszenie ma tu wyraźnie
kontekst sytuacyjny. Stosuje się go bowiem na okoliczność zjazdów rodzinnych, przyjęć urodzinowych, imieninowych spotkań ze znajomymi, sąsiadami, a nawet rówieśnikami. Tradycją jest jednak poniżanie dzieci przez matki na forum rodzinnym, co ilustrują następujące wypowiedzi:
Mama ośmiesza mnie głównie przy rodzinie w czasie świąt. Jestem bałaganiarzem, w swoim pokoju mam nieporządek. Kiedy były święta i pojawiłem się w pokoju gościnnym stawałem się przedmiotem rozmów. Mama mówiła:
„a może przeniesiemy imprezę do pokoju Michała, on ma taki śliczny i czysty pokój”. Kiedy są spotkania w rodzinie, mama opowiada jak to Anka dobrze się uczy, ma szóstki i piątki, a ja do pięt jej nie dorastam, zawsze jestem od niej gorsza. Kiedy spotyka się cała rodzina, mama oczernia mnie wtedy przy wszystkich mówiąc, że nie chcę się uczyć, bo przychodzi do mnie kawaler, ostatnio przeze mnie przeziębił się młodszy brat. Tematem wszystkich spotkań urodzinowych i imieninowych jestem ja. Mama mówi: „mój Piotruś to jest taka ciamajda, jest powolny, tego nie umie, tego nie potrafi, co z niego wyrośnie”. Wszyscy wtedy podchwytują ten temat. Najbardziej ośmiesza mnie mama przy cioci i przy kuzynce podkreślając, że jestem gruba i dając mi przykład do naśladowania moją kuzynkę. Chce mnie upokorzyć, żebym mniej jadła i była chuda.

Poniżanie na forum rodzinnym to domena szczególnie matek prostych, wylewnych werbalnie. Przedmiotem ośmieszenia potrafią uczynić wszystko, rzeczy ważne i te małostkowe, drobne, których zwykle nie zauważają ojcowie. Matka widzi więcej, patrzy głębiej i częściej też poddaje dziecko krytyce. To, co piękne i dobre, akceptuje natychmiast, spontanicznie tworząc w domu atmosferę współradości. Dla tego, co złe, naganne, niewłaściwe, używa języka nieakceptacji, który dawkuje długo, przenosząc go na gremia rodzinno-towarzyskie, a nawet rówieśnicze. Znieważenie na oczach rówieśników bywa czasem dotkliwsze od tego, które na miejsce w kręgu rodzinnym czy też towarzyskim. Doświadczył tego 16- letni Michał, gdy przyszła do niego koleżanka. Mama weszła do pokoju, otworzyła drzwi do szafy i na oczach mojej dziewczyny powiedziała: „co to za flejtuch, brudas, popatrz z kim ty się zadajesz”. Ten swoisty rodzaj ośmieszania przysparza podwójnego bólu, jest się zranionym osobiście i jednocześnie poniżonym za swoją niedoskonałość przed innymi. To najbardziej dotkliwe ugodzenie dziecka. Skompromitowanie kogoś na oczach innych jest dyskredytującą karą wywołującą złość, agresję i dystans wobec tych, którzy byli jej świadkami. W konsekwencji można poczuć się wywłaszczonym z przestrzeni życia rodzinnego przez tych, którzy najbardziej nas kochają. Taka miłość nie ogrzewa, w istocie jest srogim tyranem, bo wymierzona jest w ludzką godność. Dlaczego miłujemy i poniżamy, kochamy i ośmieszamy? Dlaczego? Może nie umiemy kochać. Miłość jest aktem szacunku, kto ma go mało w stosunku do dzieci, ma mało miłości.

Wielu rodziców, szczególnie tych, którzy wyszli z rodzin dogmatycznych, z premedytacją hołduje tezie, że dziecko to dopiero „zadatek na człowieka”, a nie pełny, wartościowy człowiek. Długo z tą tezą walczył J. Korczak, pisząc, że „nie ma dzieci - są ludzie, ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczeń, innych poglądach, innej grze uczuć” (J. Korczak, 1983). Dziś dalej mamy domy, które wciąż są nieufne temu sformułowaniu, to właśnie w nich dzieci są ośmieszane, dyskryminowane, krzywdzone emocjonalnie.

Rodzice odmawiają dzieciom praw ludzkich, widząc w dziecku jedynie „kandydata” na człowieka. Będzie nim on dopiero kiedyś w przyszłości. Stąd bierze się u rodziców lekceważenie, a nawet pogarda wobec dzieci. Dlatego J. Korczak pisze: „Szacunek i podziw budzi to, co duże, więcej zajmuje miejsca. Mały, pospolity, nieciekawy. Mali ludzie, małe potrzeby, radości i smutki. Imponują:
wielkie miasto, wysokie góry, wyniosłe drzewo. - Mówimy: Wielki czyn, wielki człowiek. Dziecko małe, lekkie, mniej go jest”.
(J. Korczak, 1978).

Małe — więc można nim zgrabnie manipulować, traktować na równi z małą rzeczą, którą można przestawiać, przenosić z miejsca na miejsce, eksponować, a czasem może ukrywać w zależności od upodobań, nastroju i intencji. Małe — więc nie ma siły bronić się, można atakować, niszczyć, zdeptać. Małe — więc kruche, wrażliwe, można grać na jego uczuciach. Ale to małe — wbrew pozorom — to potężna istota. To człowiek, w sercu którego są struny, których nie wolno dotykać, na których nie wolno grać, bo są one delikatniejsze od róży. Rodzice, którzy wchodzą w role ukrytych strzelców, zdają się nie traktować dziecka jako człowieka, ale strzelać do niego jak do tarczy strzelniczej. Ośmieszanie to właśnie taki rodzaj strzelania do dziecka ostrymi, bezmyślnymi, pikantnymi słowami.

Te strzały to czytelny obraz dwóch światów: dorosłych i dzieci. To są dwa różne światy: świat dorosłych — to świat rządzących, uprzywilejowanych, świat dzieci — to świat poddanych, całkowicie zależnych od dobrej woli, czy nawet kaprysu ludzi dorosłych.. Dorośli ukrywają własne wady i karygodne czyny, pozują na doskonałość, a dzieciom nie wolno ich krytykować, nie mogą dostrzegać przywar, nałogów i śmiesznostek. Każemy szanować starszych i doświadczonych, nie rozumować. Dorośli domagają się szacunku dla siebie, ale on należy się również dziecku (J. Brągiel, 1999). Ono jest przecież człowiekiem. A tymczasem kąsamy je, drwimy, odbieramy pewność siebie, „zakładamy na duszę kaganiec”. Tyle dzieci walczy z niezrozumieniem rodziców, którzy mogliby pomóc, gdyby poczynili najmniejszy wysiłek, żeby ich zrozumieć. One nie pragną tylko tego, by im wierzono, ale tego, by ich rozumiano. To ogromnie ważna rzecz w wychowaniu dzieci.
Rozumienie wyklucza poniżanie. Nie szanujemy dzieci, bo ich nie rozumiemy. No cóż, zrozumienie nie przychodzi tak łatwo. Wybitny kompozytor niemiecki R. Wagner powiadał, że „wszelka mądrość i zrozumienie przychodzi do nas drogą miłości” (Cz.J. Glenskowie, 1986). Oczywiście, chodzi tu o tę mądrą miłość, polegającą na wspieraniu, podtrzymywaniu dziecka, a nie degradowaniu jego osoby. Każdym gestem poniżenia budujemy kolejny mur między rodzicami a dziećmi. A im więcej tych murów, tym trudniej jest oddychać. Wiele z tych murów powstaje wskutek traktowania dziecka jako własności. Niektórym matkom wydaje się, że skoro urodziły dziecko, to jest już ich własnością, mogą z nim robić, co chcą. Z tym błędnym stanem świadomości matek mocno polemizował J. Korczak, pisząc: „Powiadasz: Moje dziecko!... Nie, nawet w ciągu miesięcy ciąży ani w godzinach porodu dziecko nie jest twoje” (J. Korczak, 1978). Czyją jest więc ono własnością? Stary Doktor odpowiada: „przez to niepozorne dziecko przemawia natura, jej prawa odwieczne, Bóg” (J. Korczak, 1978). Traktowanie dziecka jak swojej własności to swoistego rodzaju kradzież jego osobowości, jego życia. „Dziecko, które urodziłaś — pisze J. Korczak — waży 10 funtów, jest w nim 8 funtów wody, garść węgla, wapnia, azotu, siarki, fosforu, potasu, żelaza. Urodziłaś 8 funtów wody i 2 popiołu, a każda kropla z tego twojego dziecka była parą chmury, kryształem śniegu, mgłą, rosą, zdrojem, mętem kanału miejskiego. Każdy atom węgla czy azotu wiązał się w miliony połączeń, tyś tylko zebrała to wszystko, co było. Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno, co? Źdźbło, pyłek, nic. I ty — mówi do matki — powiadasz «moje dziecko». Nie, to dziecko jest wspólne, jest dzieckiem matki i ojca, dziadów i pradziadów. Czyjeś odległe ja nagle przemawia w twym dziecku. Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć lub tylko zakreślić i własną zapełnisz treścią.

Straszne prawo — dodaje Korczak — piękne, ono w każdym twym dziecku daje pierwsze ogniwo w nieśmiertelnym łańcuchu pokoleń” (cyt. za A. Gurycka, 2002).
„Moje dziecko” — to niebezpieczne sformułowanie, z któregowynika cały szereg konsekwencji. Skoro „moje”, to powinno zachować się tak lub tak, powinno zrobić to, o co proszę, powinno wybrać szkołę, o jakiej ja myślę. Skoro „moje”, więc ja chcę mu wybrać koleżanki, kolegów, z którymi będzie przebywać, ja chcę decydować o jego czasie wolnym, ja chcę wybrać dla niego kierunek studiów. Skoro „moje”, więc musi zgodzić się z moimi poglądami, musi wykonać moje polecenia, musi spełnić moje oczekiwania. Tym stereotypom myślowym poddają się też ojcowie. Ja je powołałem do życia, a teraz nie mam do niego prawa? To szaleństwo! Tak oto odzywają się w rodzicach samolubne ambicje. Chcą za wszelką cenę, by dziecko było ich własnością, by było takie, jakie sobie wymarzyli, zachowywało się według ich szablonu. Ale to już nie jest mądra miłość, to jest egoizm, manipulacja, co wyklucza szacunek dla dziecka. W poczuciu „własności” ukryta jest właśnie przesłanka ośmieszania dzieci. Nasze dzieci, nasza własność, a więc mamy prawo do ich kontroli, ale też i do krytyki. W domach, w których stosunek własności jest mocno ugruntowany są warunki najbardziej sprzyjające krytyce i poniżaniu dziecka. Z szacunkiem dla niego spotykamy się raczej tam, gdzie kluczową zasadą jest obdarowywanie się wzajemnie wolnością. Wolnością nie „od”, lecz wolnością „ku”. Dziecko jako osoba nie może mieć narzuconych zewnętrznych względem niego celów, ono powinno mieć stworzone warunki do ciągłego odkrywania siebie samego. Stań się tym, kim jesteś!

A my jako rodzice tylko ci w tym pomożemy. Taka powinna być prawidłowa postawa rodziców. Wtedy mamy do czynienia z relacją JA - TY, gdzie obydwa podmioty oddziaływają na siebie siłą swej osoby. W domach, gdzie dzieckiem włada się, manipuluje, upokarza go takiej relacji nie ma. Obowiązującą jest tu relacja JA - TO.

M. Buber odkrywa, że człon TO (rzecz) oddziałuje na człon JA w ten sposób, iż całkowicie unicestwia JA. JA staje się też TO, osoba znika w relacji JA - TO, staje się też rzeczą, materiałem, może być posiadana, zawładnięta, zlikwidowana, manipulowana (M. Buber, 1992). Osobotwórcze są jedynie relacje JA - TY. Osoba bowiem nigdy nie powinna być myślana jako rzecz czy substancja. Wobec tego i tym samym dziecko nie powinno być przedmiotem i nie dlatego, że tak nakazuje pewna taktyka i strategia pedagogiczna, że „to się nie opłaca, bo przegramy”, lecz dlatego, że znika w relacjach międzyosobowych ontologiczny podział na „przedmiot - podmiot”.


Maria Janukowicz

 

Listopad/Grudzień 2009 - NASZE SPRAWY
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry