Piszę te słowa 3 czerwca 2009 roku. Dwadzieścia lat temu mieliśmy wielkie marzenia i takież nadzieje. Mieszkałam wtedy w Kanadzie. Tam następnego dnia głosowałam i były to moje drugie wybory w życiu, choć miałam już prawie 35 lat. Dwa lata wcześniej przyjechałam do Kanady bardziej chyba z ciekawości innego życia niż z jakiegokolwiek innego powodu. Wyjeżdżając z Polski mówiłam znajomym, że PRL nie przetrwa kolejnego dziesięciolecia. Dawałam rodzimemu komunizmowi najwyżej osiem lat. Śmiano się ze mnie. Nastroje w 1987 roku nie były w Polsce optymistyczne. Tłumaczono mi, że w ZSRR ustrój ma się dobrze, choć starszy jest od naszego… Myliliśmy się - nawet ja.
Dwa lata później Polacy mieli prawdziwą możliwość wyboru swoich przedstawicieli. Wybraliśmy demokrację, wolność, prawo stanowienia o sobie, szansę na lepsze życie. Każdy miał wtedy swoje wyobrażenia o demokratycznym i wolnorynkowym państwie. Niektóre pochodziły z… amerykańskich filmów. Byli (i ciągle są ) ludzie, którzy nie rozumieją czym jest demokracja i jaką odpowiedzialność ma w niej każdy z nas. Sądzili (i dalej sądzą), że pewne sprawy załatwią się same, że sprawi to czarodziejska różdżka wolnego kraju. Inni myśleli, że wszelkie problemy rozwiążą ci sami ludzie, którzy stworzyli pierwszy sejm, pierwszy rząd. Byli niemal pewni (a i dziś niektórzy przekonują mnie, że tak właśnie jest), że to wyłącznie politycy tworzą znakomite warunki rozwoju, to oni odpowiedzialni są za sytuację w kraju. Są, oczywiście, jednak tylko częściowo. Każdy człowiek jest odpowiedzialny za swój kraj, za to co się w nim dzieje. Jeśli społeczeństwa są szczęśliwsze, to nie dlatego, że mają znakomitych polityków, ale dlatego, że one same włączają się do ulepszania życia. Ta odpowiedzialność zaczyna się w dniu wyborów, ale nie kończy się nigdy. Tam gdzie możemy, tym co mamy i tu, gdzie jesteśmy powinniśmy zmieniać świat na lepsze.
Akurat znajdujemy się w „Edukacji i Dialogu”, piśmie skupiającym wokół siebie tych, którzy rozumieją, że te dwa zjawiska społeczne są najbardziej odpowiedzialne za rozwój i ogólny dobrostan narodu. Mówmy zatem o edukacji i o dialogu.
Dialog to nie tylko rozmowa. Gdyby tylko o to chodziło, to można byłoby uznać, że Polacy są mistrzami dialogu. Jego zasadniczą częścią jest słuchanie innych ludzi, myślenie nad przedstawianymi przez nich ideami i poglądami, konfrontowanie ich z własnymi i wyciąganie wniosków, a może nawet zmiana sposobu myślenia, które posłuży za motor działania. Żeby brać udział w dialogu nie wystarczy rozprawiać o bolączkach i wyrażać niezadowolenie z istniejącego stanu rzeczy na imieninach u cioci czy wśród przygodnie spotkanych ludzi. Trzeba być tam, gdzie o interesującym nas temacie mówi się poważnie, z zaangażowaniem i chęcią współdziałania. Dopiero wtedy dowiemy się czy to, co myślimy zgadza się z myśleniem innych ludzi, czy dobrze robimy, czy możemy się czegoś nauczyć? Czy robimy coś, czego pragną inni, czy też mimo codziennej pracy nie wnosimy nic specjalnego w ulepszanie świata? Trzeba być tam, gdzie ludzie dzielą się pozytywnymi emocjami i entuzjazmem tak potrzebnym do działania. Trzeba dać się inspirować innym i samemu być źródłem inspiracji. Wtedy będziemy mogli zmieniać świat w najbardziej pożądanym kierunku.
A edukacja? W literaturze trudno znaleźć jednoznaczne określenie takich podstawowych dla pedagogiki pojęć, jak: edukacja, wychowanie, kształcenie i nauczanie. Obszary znaczeniowe powyższych terminów pokrywają się, a ich definicje różnią w zależności od przyjętych koncepcji. Najbardziej przydatna do wszelkich rozważań wydaje się definicja Wincentego Okonia definiująca edukację jako „ogół procesów, których celem jest zmienianie ludzi”. Ja zaś pozwolę sobie posłużyć się własną „definicją” zainspirowaną fragmentami książki Rogera Scrutona „Przewodnik po kulturze dla inteligentnych”. Edukacja to zinstytucjonalizowany, w sposób właściwy dla danego okresu, przekaz trzech rodzajów wiedzy: wiedzy że (informacje i wiedza akademicka), wiedzy jak (umiejętności i sposoby, w tym także te dotyczące samego uczenia się) i wiedzy o tym, co( oparte wartości cele i sens życia). Na to wszystko muszą znaleźć się środki i czas. Do takiej edukacji trzeba nam dążyć. Zajmować się nie tylko wiedzą że, ale także, a może nawet przede wszystkim tą jak, co i po co.
Często biorę udział w spotkaniach z różnymi gremiami ludzi związanymi z polską oświatą. Mówię i słucham. W ciągu ostatnich kilku miesięcy miałam kilka możliwości przekonania się jak bardzo brakuje nam w tej materii prawdziwego dialogu. A tam, gdzie jest… brakuje ludzi. W Toruniu na XVI Forum Gospodarczym, choć niemal każdy panelista zauważał – bezpośrednio lub pośrednio – że to nauka, wychowanie - oświata w ogóle - są podstawą skutecznego działania i dobrego funkcjonowania, zabrakło sesji (z powodów organizacyjnych), która miała być w części poświęcona temu zagadnieniu.
Konferencja poświęcona innowacyjności w oświacie nie odbyła się, ponieważ nie było wystarczającej liczby zainteresowanych tematem osób. Na ostatniej konferencji z cyklu „Autorytety dla edukacji” - „Szkoła na miarę potrzeb i możliwości Polski” gdzie byłam głównym mówcą były wolne miejsca. Nie tylko ja stawiam sobie pytania – dlaczego? Prezes Społecznego Stowarzyszenia Oświatowego – Pan Wojciech Starzyński w swoim wystąpieniu na wspomnianej konferencji również stawiał to pytanie. Można by też zapytać dlaczego „Edukacji i Dialogu” nie ma w każdej placówce oświatowej albo o to dlaczego szkoły nie organizują powszechnie dla swoich nauczycieli szkoleń zmieniających ich sposób myślenia i motywujących do wychowywania siebie, by móc wychowywać uczniów? Wszyscy wiemy, że to nie jest sprawa pieniędzy.
Dlaczego tak jest? Czy ludzie są po prostu leniwi? Nie patrzą dalej niż czubek własnego nosa? Może nie rozumieją wagi takich zachowań? A może nie wierzą w to, że można coś zmienić naprawdę radykalnie. Może trochę tak właśnie czują. Jakimś dowodem na to może być list od mojej znajomej, wspaniałej, aktywnej, zaangażowanej także w sprawy oświaty kobiety. Napisała go pod wpływem lektury mojego artykułu w „Edukacji i Dialogu”. „Czytając trochę się rozmarzyłam o idealnej szkole, - pisze - a znając realia w szkołach, przepełnione klasy, sfrustrowanych nauczycieli „wrzucających” - jak określa mój syn - na uczniów, zrobiło mi się smutno i pomyślałam: ile jeszcze czasu musi upłynąć aby to zmienić? Jaka daleka droga szczególnie w zmianie mentalności nauczycieli? Życzę oby Pani głos dotarł do „właściwej władzy”.
Natychmiast przypomniał mi się sceptycyzm moich znajomych w 1987 roku. A przecież – mówiąc słowami Lecha Wałęsy z dzisiejszego przemówienia w Sejmie „Dwadzieścia lat temu stało się możliwe to, co było uważane za niemożliwe.” Dlaczego? Dlatego, że tych wierzących w to było więcej, że jednoczyliśmy się wokół sprawy wolności na różne sposoby i zgodnie walczyliśmy o to, by stała się w naszym kraju faktem. Wolność jest nierozłącznie związana z odpowiedzialnością. Gdyby to ode mnie zależało głosiłabym hasło „Nie ma wolności bez odpowiedzialności.” Tymczasem mogę robić dalej to, co robię – brać udział w dialogu i namawiać do niego, a także dodawać ludziom wiary w to, że razem możemy stworzyć szkołę naszych marzeń.
Są wszakże szkoły, w których organizuje się szkolenia dla Rad Pedagogicznych pomagające w kształtowaniu właściwych postaw. Są dyrektorzy i inni pracownicy oświaty, którzy nie tylko bywają w miejscach, gdzie toczy się dialog, ale wykorzystują potem zdobytą tam wiedzę w pracy na rzecz oświaty. W wielu szkołach buduje się w uczniach poczucie własnej wartości, odpowiedzialność i pozytywne myślenie. Rezygnuje się z wyścigu szczurów po sukces na rzecz świadomych oddziaływań wychowawczych mających sprawić, ze dzieci będą szczęśliwe już dziś. Im więcej będzie takich zachowań, tym lepiej dla naszej młodzieży, dla Polski, dla świata.
Co możemy zrobić? Bywać tam, gdzie warto. Namawiać innych do udziału w naszym dialogu, informować o spotkaniach, organizować je. Pokazywać innym dyrektorom i nauczycielom nasze pismo. Pisać do redakcji dzieląc się pozytywnymi przykładami (albo błędami, które posłużyły za lekcję), pokazywać, że można zmieniać rzeczywistość, dodawać wiary tym, którzy jej nie mają. A oprócz tego robić to, co już robimy – korzystać z tego co już daje dialog naszej edukacji. Odważnie wprowadzać w życie mądre rozwiązania. Nie bać się dyskusji z władzami, jednoczyć się wokół wspólnych idei. To tak zamienia się niemożliwe w możliwe.
Iwona Majewska-Opiełka