Kategorie

Oficjalna strona czasopisma:
www.edukacjaidialog.edu.pl

Czasopismo

  • Listopad/Grudzień
  • Wrzesień/Październik 2009
  • Czerwiec 2009
  • Maj 2009
  • Kwiecień 2009
  • Marzec 2009
  • Luty 2009
  • Styczeń 2009

Kwiecień 2009 - FELIETON

Pobierz całe pismo
Innowacyjna gościnność

Innowacyjna gościnność


Kiedy w Nowej Zelandii studiowałam pisanie scenariuszy, to nawet co tydzień mieliśmy na zajęciach innego gościa. Odwiedzali nas najlepsi w kraju autorzy sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych. Miał nawet przyjść sam Peter Jackson, ale na przeszkodzie stanęła zbieżność daty wykładu i dorocznego zlotu stowarzyszenia Hobbitów, którego jest honorowym członkiem.


 





Podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce usłyszałam, że na dziennikarstwie na Uniwersytecie Warszawskim zarówno dziekan prof. Janusz Adamowski, jak i szef Zakładu Teorii Komunikacji Społecznej, prof. Jerzy Olędzki to osoby otwarte na innowacyjność w kształceniu i na wszystko, co sprzyja edukacji na miarę XXI wieku. Czymś niemal oczywistym było więc dla mnie zaproszenie do krótkiej prezentacji dla studentów ostatniego roku dziennych studiów magisterskich. Tematem miało być zastosowanie i znaczenie copywritingu w moim zawodzie, czyli (w uproszczeniu) w jaki sposób ja, zawodowy mówca (professional speaker) piszę swoje wystąpienia.

Zaproszenie ucieszyło mnie, bo dawało możliwość innego niż towarzyski kontaktu z moimi rówieśnikami, czyli polskimi przedstawicielami globalnego pokolenia Y. A  przecież to właśnie o nich mówię, jako Professional Speaker i Generation Y Expert. Takie wystąpienie przed studentami potraktowałam jako coś naturalnego nie tylko ze względu na to, że jako zawodowy mówca jestem przyzwyczajona przemawiać do setek ludzi, pracodawców i menedżerów. Może przede wszystkim dlatego, że na University of Auckland, na którym jeszcze niedawno studiowałam, normą było to, że na wykłady zapraszano ludzi z branży, którzy na co dzień, zawodowo i w praktyce, zajmują się tym, co jest tematem danego wykładu.

Każdy z gości dzielił się ze studentami doświadczeniem, opowiadał o swojej metodzie pracy, o tym, co jemu się w pracy sprawdza, a co nie. Każdy z zaproszonych, dysponując ogromnym doświadczeniem zawodowym, pokazywał studentom temat wykładu z innej perspektywy, co ujawniało jego różne aspekty, z którymi można się zetknąć tylko w praktyce, za murami uniwersytetu. Jako studenci zdobywaliśmy o wiele więcej, niż tylko wiedzę i przedsmak tego, jak to wygląda w prawdziwym świecie. Sam fakt, że mieliśmy okazję obcować z tak różnymi osobowościami, z ludźmi o różnym doświadczeniu zawodowym, i poglądach, miał wyjątkowy walor edukacyjny. Poznawaliśmy odmienne metody pracy poszczególnych osób i to uświadamiało nam, że istnieje nieograniczona ilość rozwiązań, możliwości i sposobów. I właśnie to otwierało nas na poszukiwanie własnej, indywidualnej drogi, chroniło przed klapkami na oczach – czymś, co siłą rzeczy pojawiłoby się, gdyby zajęcia prowadziła zawsze ta sama osoba, zwłaszcza autorytet z dorobkiem naukowym.  

Zapraszanie profesjonalistów spoza uczelni jest praktykowane nie tylko w przypadku przedmiotów artystycznych czy humanistycznych. Niedawno byłam na wykładzie z informatyki prowadzonym przez specjalistę Haidera Issę, który kilka lat temu studiował ten kierunek, a teraz pracuje w firmie IBM. Pokazał na przykładach, że to, czego studenci się uczą i  na co wydają grube tysiące z pożyczki studenckiej, ma zastosowanie w praktyce, w codziennej pracy. W dużych firmach wymiana systemu na najnowszy kosztowałaby zbyt wiele, dlatego technologie sprzed 5 lat – a czasem i starsze – są wciąż w użytku. Wiele osób ma poczucie, że studia, szczególnie uniwersyteckie, to strata czasu, bo zdobywana na zajęciach wiedza nigdy nie przyda im się poza uczelnią. Opinia byłego studenta, który udowadnia, że tak nie jest, brzmi o wiele bardziej wiarygodnie, niż gdyby to samo mówił najbardziej utytułowany teoretyk.


Przyznam się więc, że po skończeniu prezentacji zaprzątało mi głowę raczej to, czy spontaniczne: „No i dupa blada!”, które wymsknęło mi się podczas prezentacji, nie przeterminowało się w ciągu dziewięciu lat (przecież nie chciałam wypaść archaicznie przed rówieśnikami!)? Mniej ważne było to, jakie wrażenie wywarło na studentach samo moje pojawienie się na ich zajęciach. Tak samo nie zastanawiam się, czy powszechnie stosowana w Nowej Zelandii praktyka zapraszania gości z branży na wykłady powoduje, że studenci stają się geniuszami? Trudno powiedzieć.


Z doświadczenia jednak wiem, że wizyty praktyków (profesjonalistów!) podnoszą rangę przedmiotu; studenci bardziej go doceniają, są zainspirowani i zmotywowani, aby się przyłożyć do zgłębiania tematu. Ponadto wizerunek nauczyciela akademickiego, który zaprasza na swoje zajęcia interesującego gościa, zyskuje na wartości w oczach studentów. Zajęcia stają się ekscytującym, ciekawym wydarzeniem, na które studenci chęnie przychodzą, bo są po prostu ciekawi nowego aspektu tematu. Jako ekspert do spraw pokolenia Y wiem też, że również przygotowuje to studentów do tego, co czeka ich w prawdziwym świecie, w którym wszystko ciągle się zmienia, od szefów po metody pracy i oczekiwania wobec pracowników.

 

Zuza Scherer

 

foto