Kiedy w Nowej Zelandii studiowałam pisanie scenariuszy, to nawet co tydzień mieliśmy na zajęciach innego gościa. Odwiedzali nas najlepsi w kraju autorzy sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych. Miał nawet przyjść sam Peter Jackson, ale na przeszkodzie stanęła zbieżność daty wykładu i dorocznego zlotu stowarzyszenia Hobbitów, którego jest honorowym członkiem.
Zapraszanie profesjonalistów spoza uczelni jest praktykowane nie tylko w przypadku przedmiotów artystycznych czy humanistycznych. Niedawno byłam na wykładzie z informatyki prowadzonym przez specjalistę Haidera Issę, który kilka lat temu studiował ten kierunek, a teraz pracuje w firmie IBM. Pokazał na przykładach, że to, czego studenci się uczą i na co wydają grube tysiące z pożyczki studenckiej, ma zastosowanie w praktyce, w codziennej pracy. W dużych firmach wymiana systemu na najnowszy kosztowałaby zbyt wiele, dlatego technologie sprzed 5 lat – a czasem i starsze – są wciąż w użytku. Wiele osób ma poczucie, że studia, szczególnie uniwersyteckie, to strata czasu, bo zdobywana na zajęciach wiedza nigdy nie przyda im się poza uczelnią. Opinia byłego studenta, który udowadnia, że tak nie jest, brzmi o wiele bardziej wiarygodnie, niż gdyby to samo mówił najbardziej utytułowany teoretyk.
Przyznam się więc, że po skończeniu prezentacji zaprzątało mi głowę raczej to, czy spontaniczne: „No i dupa blada!”, które wymsknęło mi się podczas prezentacji, nie przeterminowało się w ciągu dziewięciu lat (przecież nie chciałam wypaść archaicznie przed rówieśnikami!)? Mniej ważne było to, jakie wrażenie wywarło na studentach samo moje pojawienie się na ich zajęciach. Tak samo nie zastanawiam się, czy powszechnie stosowana w Nowej Zelandii praktyka zapraszania gości z branży na wykłady powoduje, że studenci stają się geniuszami? Trudno powiedzieć.
Z doświadczenia jednak wiem, że wizyty praktyków (profesjonalistów!) podnoszą rangę przedmiotu; studenci bardziej go doceniają, są zainspirowani i zmotywowani, aby się przyłożyć do zgłębiania tematu. Ponadto wizerunek nauczyciela akademickiego, który zaprasza na swoje zajęcia interesującego gościa, zyskuje na wartości w oczach studentów. Zajęcia stają się ekscytującym, ciekawym wydarzeniem, na które studenci chęnie przychodzą, bo są po prostu ciekawi nowego aspektu tematu. Jako ekspert do spraw pokolenia Y wiem też, że również przygotowuje to studentów do tego, co czeka ich w prawdziwym świecie, w którym wszystko ciągle się zmienia, od szefów po metody pracy i oczekiwania wobec pracowników.
Zuza Scherer