Niebezpieczne szkoły
W długiej historii rozwoju ludzkości nikt nie wątpił w to, że przesłaniem szkoły jest uczynienie człowieka mądrym i dobrym. Szkoła jest nieocenionym, obiektywnym dobrem, bez którego nie możemy być. A więc istnieć musi.
Dlaczego dzieci są takie inteligentne, a dorośli przeważnie nie − pytał A. Dumas? Widocznie przez chodzenie do szkoły (Cz. J. Glenskowie, 1986). Przez wieki kojarzono ją z myśleniem, twórczym działaniem, poszerzaniem wiedzy, dobrym wychowaniem. Aż wreszcie przyszedł czas, że i ona uległa rozchwianiu. Bystrym obserwatorom szybko udało się zauważyć wkradające się do niej zło. Wybitna polska uczona M. Skłodowska − Curie, nie zawahała się swego czasu napisać: „praca dzieci w szkole dzisiejszej jest tak nadmierna, że lepiej dzieci potopić, niż uczyć w obecnych szkołach” (cyt. za M. Janukowicz, 1999). Ciągłe poszerzanie programów nauczania o kolejne partie materiału, pośpiech w jego realizacji, stawianie dzieciom wciąż nowych, wyższych zadań, ostatecznie stało się słabością szkoły. Jej produktem był uczeń zmęczony.
Nie oszczędził też szkoły E. Zegadłowicz, pisząc: „szkoła była i jest anormalnością młodości, zakładem psychiatrycznym. Wszystko zło, cała udręka ciążąca nad naszym życiem, to remanenty szkoły” (Cz. J. Glenskowie, 1986). To ostry punkt widzenia. Z perspektywy lat wydaje się jednak słuszny, kiedy popatrzymy na dzisiejszą szkołę. Skojarzenia z nią są jeszcze bardziej drastyczne. Wyłaniający się z ostatniego raportu NIK obraz polskiej szkoły jest groźny i ponury. Dokument sugeruje, że szkoła to jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc pobytu młodzieży. Wejścia bronią domofony, skomplikowane zamki, uruchamiane pilotem systemy antynapadowe, portierzy, atletyczni ochroniarze, których wspomagają skomplikowane systemy monitoringu.
School in arms, czyli szkoła uzbrojona, stała się naszą rzeczywistością. Przyszło jej się bronić przed światem zewnętrznym. Światem, którego już nie margines, ale znaczącą część stanowią ludzie zdemoralizowani, ułomni duchowo, niezrównoważeni, okaleczeni psychicznie. Wielkiemu bogactwu towarzyszą „ludzie dna”, „ludzie kanałów”, „ludzie kryjówek”. Postępujący proces patologizacji życia to największe zagrożenie dla współczesnej szkoły. Im bardziej środowisko społeczne będzie oddalać się od wiary i moralności, tym więcej szkoła będzie szukać rozwiązań gwarantujących uczniom bezpieczeństwo. Nie wystarczy już, by szkoła realizowała funkcję kształcąco − wychowawczą. W swoim programie działania musi też uwzględnić funkcję obronną.
School in arms, ma nawet w swej zewnętrznej szacie elementy obronne w postaci licznych okratowań. Większość szkół ma bardzo dobrze oprzyrządowaną bazę dydaktyczną. Tworzą ją komputery, telewizory, magnetowidy, rzutniki itp. Niektóre ze szkół dzięki wsparciu różnych podmiotów pozwoliły sobie nawet na autonomiczne sale komputerowe, informatyczne czy też laboratoria do nauki języków obcych. Tu zgromadzony jest najdroższy sprzęt i wymaga szczególnego zabezpieczenia przed czujnymi złodziejami. Ci też są plagą licznych szkół. Łupem stają się nie tylko przedmioty wartościowe, ale i bardziej prozaiczne, będące np. na wyposażeniu szkolnych sklepików.
W najmniejszym stopniu spodziewalibyśmy się zagrożenia ze strony rodziców. A takie też istnieje. Mamy już dzisiaj przypadki wtargnięcia rodziców na teren szkoły i fizycznego zaatakowania nauczycieli lub uczniów. Głównie czynią to osoby niezrównoważone psychicznie, nie radzące sobie z problemami życia, zdesperowane, nierzadko będące pod wpływem alkoholu. Na razie mówimy o pojedynczych przypadkach, ale nie można wykluczyć, że będzie ich więcej, bo społeczeństwo ulega coraz większemu wypaleniu psychicznemu.
Przestrzeń społeczna szkoły jest poważnie zagrożona. Dlatego bardziej możemy się spodziewać przyzwolenia na przymus aniżeli na swobodę w szkole. Zresztą, jak powiada S. Hessen: przymus jest faktem życia stworzonym nie przez ludzi, lecz przez przyrodzenie człowieka, który rodzi się nie wolnym, lecz jako niewolnik przymusu (S. Hessen, 1931). Na ogół przymus nie wzbudza pozytywnych odczuć, choć wbrew pozorom wiele mu zawdzięczamy. Aby żyć i w życiu zwyciężać − pisze S. Hessen − musimy być karni... Człowiek karny panuje nad sobą (S. Hessen, 1931). A karność to nic innego jak pewien rodzaj przymusu, który zrównuje kadrę pedagogiczną i uczniów wobec celu wyższego, jakim jest bezpieczeństwo.
Aby więc ustrzec szkołę przed złymi wpływami świata zewnętrznego, uczniowie są zmuszeni do noszenia identyfikatorów. Ma to uniemożliwić przedostanie się na teren szkoły osoby stanowiącej dla niej zagrożenie. Brak identyfikatora to sygnał dla ochroniarza, że należy się tą osobą zainteresować. Nie można więc traktować tego rodzaju przymusu jako nagannego, skoro ma służyć bezpieczeństwu dziecka. Z punktu widzenia moralnego jest nawet konieczny. Szkoły usytuowane w dużych aglomeracjach miejskich wprowadzają nawet zwyczaj zamykania szkoły na klucz podczas lekcji, a przy drzwiach trzymają wartę dorośli. Ma to zapobiec chociażby wybieganiu na przerwach na piwo oraz ewentualnym kontaktom z czającymi się na zewnątrz dealerami narkotyków.
Drzemiące w świecie zewnętrznym zło coraz bardziej zmusza szkoły do izolacji i przybierania modelu hermetycznie zamkniętych instytucji. Ale to jeszcze nie czyni ich bezpiecznymi. Problem bowiem w tym, że świat wewnętrzny szkoły też nie jest spokojny. Nawet zamknięta na klucz, nie gwarantuje ani uczniom, ani nauczycielom bezpieczeństwa. Czynnikiem wewnętrznym poważnie zakłócającym życie szkoły jest agresja i przemoc przybierająca niekiedy ekstremalne formy. Nie wystarczają już dyżury nauczycieli podczas przerw, gdyż
w przypadku dużej szkoły, nie są w stanie opanować sytuacji. W ten sposób w pejzaż szkoły wpisuje się nowy element, jakim są szkolne patrole złożone z policjantów, ochroniarzy lub strażników miejskich. Na prośbę dyrektorów patrolują oni korytarze szkolne, toalety, szatnie, bo tu najczęściej rozgrywają się uczniowskie dramaty. Młodzież uskarża się, że nawet na przerwach nie czuje się swobodnie, wciąż jest pod okiem dyżurującego nauczyciela.
Bogatsze szkoły korzystają z monitoringu, instalują kamery w miejscach podwyższonego ryzyka, by rejestrować non stop zachowania uczniów. Tylko w ten sposób można zauważyć uczniów palących papierosy, zażywających narkotyki, kradnących, znęcających się fizycznie nad innymi. Jedna trzecia uczniów polskich szkół uważa się za ofiary rówieśniczej przemocy (S. Mizerski, 2001). Ale nie chodzi tu tylko o przemoc fizyczną. Problemem coraz większym jest to, co psycholodzy nazywają mobbingiem, czyli terrorem psychicznym. Może to brzmi paradoksalnie, ale wygląda na to, że dla szkoły jej uczniowie mogą być poważnym zagrożeniem. Są nosicielami wartości zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. I niewątpliwie typ urzeczywistnianych wartości i sposób ich realizacji przez uczniów będzie w dużym stopniu decydował o tym, czy szkoła będzie bezpieczna, czy też nie. Uczniowie tworzą swoistą pajęczynę wartości, i jeśli w tej pajęczynie przeważać będzie dobro, sprawiedliwość, prawda, to szkole pozostanie tylko walka z zagrożeniami natury zewnętrznej. Ale jeśli uczniowie będą nosicielami antywartości, to walka będzie miała wtedy podwójny charakter. Uczniowie się zmieniają i zmienią się jeszcze bardziej.
XXI wiek wnosi ze sobą do szkół pokolenie uczniów rodziców zapracowanych, rodziców nieobecnych w domu, nie mających czasu na wychowanie swoich dzieci. Z drugiej strony wnosi też pokolenie uczniów rodziców bezrobotnych, nie mających środków na wychowanie dzieci. Szkoła będzie narażona na zdecydowanie większe problemy, bo więcej będzie w niej dzieci niewłaściwie wychowanych. Problemem będzie uczeń „nowy”, wychowany w domu bezstresowo. Kto wie, czy nie okaże się największym zagrożeniem dla szkoły?
A nauczyciele, na ile im ufamy? Czy dzieci w ich otoczeniu czują się bezpiecznie? Nie wszędzie. Są bowiem wśród nich tacy, którzy dokonują aktów przemocy wobec uczniów. Znamy w Polsce przypadek nawet zamordowania ucznia na terenie szkoły, o czym donosiły media (Czarna Białostocka). Szkoła nie dysponuje wystarczającymi możliwościami, by utrzymać porządek. W dużej mierze związane jest to ze spadkiem autorytetu moralnego nauczycieli.
Spada kondycja moralna społeczeństw, świat pogrąża się w aksjologicznym chaosie, więc rozchwianiu ulegają też systemy wartości rozmaitych grup zawodowych. Nie są wolni od tego również nauczyciele. Kiedy pytamy: Jacy oni dzisiaj są?, trzeba przede wszystkim zapytać o to: Jakim jest współczesny człowiek? Jaka jest jego natura? A na te pytania nie da się odpowiedzieć nie odwołując się do filozoficznych traktatów.
W powszechnie znanej historii myśli filozoficznej dość często natrafiamy na pytanie o naturę człowieka. Śmiało formułowane przez myślicieli zafascynowanych człowiekiem pytania typu:
Czym jest człowiek? Jaka jest Jego natura? Co decyduje o jego wielkości?, wciąż prowokowały do poszukiwania odpowiedzi. Powstawały w ten sposób opasłe rozprawy, eseje, szkice, dysertacje, ale w gruncie rzeczy nie uzyskano jednomyślności w poglądach na naturę człowieka.
Jedni ukazywali go w aureoli doskonałości, wysuwając stwierdzenia, iż „człowiek jest wielkim cudem, istotą najbardziej godną wszelkiej czci” (G. Pico della Mirandola), „człowiek jest miarą wszystkich rzeczy” (Protagoras), „człowiek jest pewną jakby sztuczną odbitką i wzorem boskiego majestatu” (Ambroise Pare), „nic nie zasługuje na uwielbienie większe niż człowiek” (Sofokles).
Inni przypisywali mu atrybuty zwierzęcości, zważywszy na obecność ciała, które jest bezrozumnym pierwiastkiem zwierzęcym. „Gdyby ci nie dodano ciała − pisze Erazm z Rotterdamu − byłbyś istotą boską” (cyt. za B. Suchodolski, I. Wojnar, 1988). A skoro je masz, więc jesteś „liną rozpiętą między zwierzęciem i nadczłowiekiem — liną ponad przepaścią” (F. Nietzsche). Subtelni myśliciele, jak Montaigne i Nietzsche, nie ukrywali też, że człowiek jest drapieżnikiem. Oznacza to maksimum wolności dla innych i dla siebie, maksimum odpowiedzialności za siebie, samotności, skrajną konieczność utrzymywania się przy życiu poprzez walkę, zwyciężanie i niszczenie. Życie drapieżnika jest ofensywne, twarde, okrutne, niszczycielskie (O. Spengler). Toteż Cyprian Kamil Norwid pisze o człowieku, że jest on najniewdzięczniejszym tworem na świecie (Cz. J. Glenskowie, 1986). Z natury swej jest więc człowiekiem i nieczłowiekiem (homo non homo). Jest, jak powiada F. Dostojewski: „katem demokratycznie podzielonym, konstruktorem dobra i zła w jednej osobie” (cyt. za J. Krejći, 1994). Potrafi być autokreatywny i autodestrukcyjny. Potrafi bronić, pomagać, ale i zadawać ból, aż po uśmiercenie. Wcielając się w anioła, liczy na splendor, nagrodę i życzliwość. Wyrządzając ból, krzywdę i raniąc innych, zwykle otrzymuje kary.
Choć angielski filozof Jeremy Bentham sprzeciwia się stosowaniu kar do rozwiązywania spraw ludzkich, twierdząc, iż: „każda kara jest krzywdą, każda kara sama jest złem” (cyt. za P. Zimbardo, L. Floyd, 1988), to mimo to wszystkie kraje świata stosują ją za pośrednictwem sądów jako środek przymusu, polegający na wyrządzeniu sprawcy dolegliwości i wyrażający potępienie społeczne czynu. Psycholodzy traktują ją jako jeden z regulatorów postępowania jednostki, a pedagodzy jako zabieg wychowawczy stosowany w toku procesu wychowania człowieka. Jedni i drudzy dają więc przyzwolenie na obecność kar pod warunkiem, że nie są one bezsensowne, antywychowawcze i upokarzające.
Ten warunek coraz trudniej jest realizować przedstawicielom świata ludzi dorosłych. Jakby zgubili się w labiryncie wychowawczych ścieżek i próbują tworzyć własne teorie karania, niekoniecznie dobre dla dziecka. Tak oto jedni próbują wychowywać, używając siły fizycznej, inni zadają ciosy natury emocjonalnej, a jeszcze inni łączą pas z bolesnym słowem. Wszyscy mają jeden cel − zmienić dziecko, lecz czynią to nie drogą miłości, ale bólu. Są dzieci, których całe dzieciństwo i młodość naznaczone są bólem zgotowanym przez dorosłych. Najcięższe do zniesienia są kary niezasłużone, wymierzone za nie popełnione czyny. Najgroźniejsze w skutkach zaś są kary godzące w serce dziecka, wyrządzające krzywdę psychiczną, a do takich należą kary ośmieszające dziecko. O tym, jak mocno wpisane są one w życie szkolne, w proces dydaktyczno − wychowawczy i pracę nauczycieli świadczą badania.
Maria Janukowicz
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24