Marzec 2009 - EDUKACJA INTERAKTYWNA
Pobierz całe pismo
Nauczyciel cybergeneracji
Nauczyciel cybergeneracji
Gwałtowny i dynamiczny rozwój mediów na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci spowodował, że komputer, który początkowo był doskonalszym od maszyny do pisania narzędziem pracy, stał się potężnym narzędziem politycznym, ekonomicznym i kulturowym. Rewolucja w obszarze mediów spowodowała powstanie całkowicie nowej jakości przestrzeni komunikacyjnej i przyczyniła się do powstania nowego pokolenia medialnych użytkowników – cybergeneracji.
Sieć komputerowa jest błyskawicznie rozszerzającym się terytorium, szybciej niźli jesteśmy w stanie to udokumentować i oswoić, a wirtualna rzeczywistość, a w niej intymność online stanowi o nowym kształcie kultury i międzyludzkiej komunikacji. Jak twierdzi Marshall McLuhan, epoki mechaniczne dały możliwość przedłużenia naszego ciała w przestrzeni. Początkowo elektryczne, a później elektroniczne środki przekazu zredukowały kulę ziemską do niewielkich rozmiarów, wypracowując sobie zdolność pokonywania przestrzeni bez straty czasu. Jednakże informacje przez nie przekazywane były ulotne i niezbyt trwałe i dopiero Internet „potrafił połączyć stałą obecność informacji z szybkością jej przekazywania, natychmiastowością odbioru i multimedialnością”.
Internet przyczynił się zatem do zmian tego, w jaki sposób ludzie myślą, postrzegają świat, pracują, uczą się, i bawią, spełniają swoje zainteresowania. Internet wpłynął na marzenia, pragnienia i uczucia. Wytworzył nową jakość w dziedzinie kontaktów międzyludzkich i aktywności społecznej, dokonał także rewolucyjnych zmian w obszarze życia intymnego człowieka. Stał się szczególnym „miejscem tokowania i areną nowych zachowań godowych”. Sieć to przestrzeń, w której każdy niezależnie od wieku, wykształcenia, pozycji społecznej czy zawodowej, miejsca zamieszkania, sprawności fizycznej, płci czy rasy może wykreować siebie w dowolny sposób.
Za pomocą programów komputerowych można zmienić wszystko - kolor włosów, figurę, można wydłużyć nogi, powiększyć biust czy też podrasować muskulaturę. Każdy zgodnie z własnymi wyobrażeniami i pragnieniami może stać się dowolną osobą.
Sieć, to miejsce spotkań osób o różnych orientacjach, stylach życia, ale także różnych zaburzeniach czy dewiacjach. Jak pisze Wojciech Burszta: „Rozmowa typu chats (...) pozwala być z tym kimś drugim w kontakcie anonimowym, bezpiecznym, sterylnym. (...) Nie każe obnażać się tak, jak się to dzieje w spotkaniu z twarzą w twarz. Chyba, że właśnie chodzi o obnażanie się, ale i tu obowiązuje zasada bezpiecznego seksu i anonimowości. Można świntuszyć, można wreszcie patrzeć, patrzeć, patrzeć”. Można zatem godzinami w zaciszach domowych lub biurowych oddawać się internetowym spotkaniom na rozmaitych i dostępnych „sex chatach”, można poszukiwać kolejnej żony, seks partnerki, sponsora – sponsorki czy przyjaciela. Elektronicznie biura matrymonialne oferują „towar” z całego świata, wystarczy tylko określić swoje preferencje, a „wirtualna swatka” natychmiast rozpocznie swoją pracę. A zatem w tej „wirtualnej ekumenie rozrywkowej” coraz większy zakres życia zaczyna być wypełniany przez nowy rodzaj rozrywki, której zadaniem jest nieustanne dostarczanie adrenaliny. Rodzi się uczucie między ludźmi mieszkającymi o tysiące kilometrów od siebie, powstają nowe formy zabawy, zaspokajania pragnień, marzeń i fantazji. Cybernauci poszukują już nie tylko doraźnych znajomości czy bratnich dusz, ale często także czegoś intrygującego, podniecającego czy wręcz bulwersującego. Stają się coraz bardziej otwarci, odważni i tolerancyjni wobec seksu i mówienia o nim. Łatwiej przekraczają granice intymności, łamią bariery wstydu czy burzą tabu. To świat w którym króluje „Sezonowy Don Juan”, którego cechą jest jak twierdził Søren Kirkegaard to, że: „rozkoszuje się zaspokajaniem żądzy: skoro tylko dokona tego, szuka nowego obiektu; i tak dalej, bez końca. Zwodzi więc, jasne, ale nie planuje tego oszustwa, to raczej własne zmysły oszukują uwiedzione [...]. Aby być uwodzicielem, nie ma on czasu, ani przedtem – na obmyślenie planu, ani potem - na zdanie sobie sprawy z postępowania”. Tym co się liczy, jest pogoń za kolejnymi coraz bardziej wymyślnymi atrakcjami - polowanie na i „pogoń za nowymi pragnieniami, bardziej niż za ich zaspokojeniem, pogoń, która nie ma jasno określonego końca. (...) Bez sensu, bez sensownego znaczenia magiczne koło pokus i pragnień nie może przestać się kręcić”.
Często w miejscach takich jak chat zaczynają powstawać niewielkie intymne cyberspołeczności, gdzie normy moralne tracą surowość, a na erotykę patrzy się znacznie śmielej, niż w realnym świecie. Cybernauci stają się coraz bardziej ekspansywni i żądni nowych wrażeń i doświadczeń a wirtualna przestrzeń staje się dla nich za każdym razem nowym wyzwaniem. Tak jak kiedyś tabletka antykoncepcyjna, tak teraz cyberseks zrewolucjonizował obyczaje, uwolnił moralność z ograniczającego ją gorsetu, a coraz więcej ludzi zaczęło spełniać marzenia o (do)wolnym i całkowicie nieskrępowanym życiu i współżyciu seksualnym. Cyberseks wydaje się być niezwykle kuszącą ofertą, zapewnia bowiem anonimowość, wygodę, swobodę, szybką i nieograniczoną dostępność, uwalnia od lęku przed zarażeniem chorobami wenerycznymi i wirusem HIV. Ponadto pozwala rozwinąć wyobraźnię seksualną, udoskonalić techniki sztuki miłosnej. Zapewnia także spełnienie różnorodnych, często wyszukanych fantazji erotycznych. Jednakże z drugiej strony jest źródłem wielu zagrożeń i często patologicznych zachowań, których się nie dostrzega lub często się je bagatelizuje. Do najniebezpieczniejszych zagrożeń związanych z siecią można zaliczyć między innymi internetowy sex - mobbing, internetową prostytucje i pedofilię, a także siecioholizm, czyli uzależnienie od Internetu i cyberseksu.
Nieobecne pokolenie
Bez względu na pułapki i zagrożenia doskonale w tej przestrzeni odnajdują się młodzi, którzy poddając się „trzeciej fali”, podłączają się do sieci i coraz częściej porzucając dorosłych z entuzjazmem „surfują” po sieci, często w poszukiwaniu jakiegoś niezidentyfikowanego i ekscytującego raju. Wyprowadzają się do świata, który w zdecydowanie większym stopniu niż dawniej jest płynny, niepewny, rozedrgany, który w równym stopniu służy do manipulowania, oglądania, bawienia się i wykorzystywania możliwości jakie stwarza, lecz na którego kontemplowanie często już nie ma czasu. Świat ten jest w równym stopniu dostępny dla psychopatów, geniuszy i przeciętniaków. To świat, w którym seks „coraz bardziej wyrafinowany, sterylny i wyjałowiony z uczuć”, często w oddzieleniu od miłości stanowi panaceum na samotność, rozładowanie napięć, zaspokojenie dowolnych potrzeb, na zapewnienie sobie dobrego samopoczucie, a „cyberprzygody” zaczynają zastępować życie zamiast być jego atrakcyjnym, podniecającym, jednakże tylko dopełnieniem. Młodzi wyprowadzają się do upozorowanego świata, w którym jak w piosence T. Love: „Nie ma nic do stracenia/dzisiaj miłość to paranoja/plus czy minus on czy ona/niewolnicy kondoma, w którym życie to fiesta, to gra, której nie należy traktować zbyt poważnie”.
Wyprowadzają się do świata, w którym nieobecni dorośli nie mają głosu, a tym samym nie mają wpływu, są bezsilni i w gruncie rzeczy niepotrzebni. Aleksander Nalaskowski w wydanej w 1994 roku książce „Przeciwko edukacji sentymentalnej” tak pisał: „Zdezorientowani rodzice ze zdumieniem patrzą na transformujący się model kultury własnych dzieci, które nie tyle negują kulturę ojców, co raczej odsuwają ją w niepamięć jako bezużyteczną w tworzeniu nowego modelu życia w nowej rzeczywistości. Nie śmią, nie próbują im w nowym przeszkadzać.(..) Nie ma już wspólnych spotkań, nie ma miejsc dookoła. Krzesła i stoły zostały w starym kraju i starej kulturze.” Tym samym maleją prawie do zera szanse rodziny i szkoły do wyprzedzenia Sieci we wprowadzaniu i wyjaśnianiu reguł świata dorosłych, w tym także w uświadamianiu seksualnym swoich dzieci.
Cyberpokolenie stało się zatem faktem, a wirtualna przestrzeń daje nieskończone możliwości produkowania i dystrybucji zróżnicowanych informacji, z których każda chce pretendować do miana prawdziwej, do bycia właściwą reprezentacją świata, bądź w rezultacie światem. A to bezsprzecznie wpływa na kształtowanie wyobrażeń o świecie tworzonym przez młodych. Alvin Toffler twierdzi, że żyjemy w epoce, szybkich i gwałtownych zmian, które mają ogromny wpływ na obyczaje, wierzenia i pojmowanie samego siebie. Co więcej, zdaniem Tofflera: „Jeszcze nigdy na przestrzeni historii zmiany nie uległy tak radykalnemu przyspieszeniu, niejednokrotnie przekraczając granice możliwości przystosowawczych zarówno samego człowieka jak i instytucji”. Efektem tych zmian będzie nowe społeczeństwo charakteryzujące się wysokim stopniem przejściowości szczególnie w sferze stosunków międzyludzkich. Ci ludzie jutra, żyjący na „szybkich i wysokich obrotach” będą umieli dostrzegać sens ciągle zmieniającej się rzeczywistości. Młodzi stają się zatem coraz bardziej ekspansywni, żądni nowych wrażeń i doświadczeń, a życie jest dla nich wyzwaniem. Jednakże ten sam świat jest także wyzwaniem, być może jeszcze większym dla rodziców i nauczycieli, którzy muszą odnaleźć się w tej nowej sytuacji.
Tymczasem wydają się oni być nie przygotowani ani do realizacji i upowszechniania postaw nowego społeczeństwa, ani na zagrożenia z nich wynikające. Wydają się być nieprzygotowani na tak szybkie tempo zmian, pozostając stale krok za e-generacją. Wydają się być nieprzygotowani na sytuację, kiedy to ich „wypowiedzi mogą odpowiadać rzeczywistości na „początku lekcji”, lecz mogą się okazać już zdezaktualizowane na jej końcu”.
Nauczyciel w „obcym kraju”
Należy zatem zadać pytanie: Kim jest nauczyciel w tym „obcym kraju”?, którego języka nie rozumie, w którym dotychczas czytelne znaki uległy odwróceniu? Jakie ma poglądy, w co wierzy, co myśli, jaki ma stosunek do świata, własnego zawodu i uczniów? Kim jest w tym nowym świecie, gdzie coraz trudniej znaleźć trwałe fundamenty na których trzeba budować zarówno własną tożsamość, i jednocześnie wspomagać, motywować, rzucać wyzwania i stawiać przeszkody na drodze do budowania tożsamości młodych ludzi? Jaki być może i jaki być powinien, żeby istnieć na miarę nowych czasów, żeby nie być tylko „piątym kołem u wozu, przeszkadzającym, a nie tylko zbędnym; toczącym się w stronę, w którą nie chce się już jechać, albo gdzie jazda może mieć tylko fikcyjne uzasadnienie i gdzie nie ma już nakazu: jeden kierunek jazdy. Jak sobie radzić w nowej sytuacji nauczyciela, pedagoga, któremu odbiera się prawomocność przewodnika, a nadaje tłumacza – pośredniczącego, ale nie narzucającego swojej interpretacji świata w postaci uniwersalnych prawd”.
Problem staje się jeszcze trudniejszy, jeśli dodatkowo osadzimy szkołę w świecie, w którym jak twierdzi Jean Baudrillard: „Nie ma możliwości skutecznego oddziaływania, bo występuje spadek zapotrzebowania na znaczenie oraz dominacja wizualności, a nauczyciel staje w sytuacji, kiedy musi przekroczyć próg uwiedzenia, bo inaczej, nie ma szans by stać się autorytetem lub choćby wystąpić w tej roli”. Wówczas nauczyciel musi zmierzyć się z sytuacją, kiedy młodzi nie tylko nie będą mieli zapotrzebowania na znaczenie, chociaż te są dostępne, lub nie są skłonni do podejmowania wysiłku „sięgnięcia” po nie bez specjalnego powodu w postaci natychmiastowej i atrakcyjnej gratyfikacji, ale także nastąpi spadek lub zanik zapotrzebowania na uwiedzenie ze strony nauczyciela. Może także okazać się, że to raczej nauczyciele sami uwiodą się mirażami o możliwości skutecznego uwiedzenia ucznia, uwiodą się iluzjami o efektywności kolejnych nowoczesnych metod, technik i środków kształcenia i wychowania, podczas gdy arsenał możliwych uwiedzeń został wyczerpany.
Jak zatem rozmawiać i jakich używać argumentów wobec młodych ludzi, którzy oderwani od cybernetycznych przyjemności zasiedli w ławkach przed osobami coraz mniej dla nich wiarygodnymi i czytelnymi z wyraźnym i oczywistym dla nich żądaniem: zbaw mnie, bo się tu nudzę?
Otóż Alvin Toffler twierdzi, że zadanie edukacji powinno przede wszystkim polegać na adaptacji człowieka do przyszłości poprzez wytwarzanie zdolności „płynnego” przyjmowania nowych, wynikających z „zewnętrznych” przemian i oczekiwań wartości, co wynika także z tego, że należy w coraz krótszych okresach zmieniać koncepcje rzeczywistości. Dodatkowo istotnym jest, aby uczyć jednostki tworzenia: „uogólnionych planów życia”, dzięki którym przyszłość stanie się zjawiskiem coraz bardziej osobistym. Nie ma być to jednak statyczna niczym artefakt utrwalony w bursztynie. Toffler widzi ją jako: „serie kolejnych i alternatywnych przyszłości, z których każda jest dyskusyjna i odmienna. Młodzież powinna nauczyć się studiowania alternatyw, rozwijania planów o długim zasięgu czasowym, myślenia terminami ewentualności, a zwłaszcza myślenia uwzględniającego konsekwencje dnia dzisiejszego”. W świadomości każdego młodego człowieka powinna rozwinąć się „niewidzialna architektura przypuszczeń, której zadaniem będzie pomoc w orientowaniu się „wewnątrz szalejącej zmiany” i reagowanie na nią w sposób bardziej precyzyjny, co z kolei pomoże w zlikwidowaniu dysonansu między zmianą mającą miejsce na „zewnątrz” i „wewnątrz” człowieka”.
Tutaj potrzebny jest zatem nauczyciel, który będzie prowokować do refleksji, zmuszać do myślenia, do wysiłku i rzetelnej pracy nad sobą, nad swoimi ograniczeniami, schematami i nawykami myślowymi. Taki nauczyciel, jak sugeruje Lech Witkowski: „Powinien zderzać ze sobą różne racje, by w ten sposób prowokować do ich pogłębiania. Nauczyciel może być w tej prowokacji nawet obrazoburcą, lecz nie po to by wydziedziczać z własnych przekonań, wiary czy racji lecz po to by zmusić uczniów do przepuszczenia ich przez filtr niewspółobecności kulturowej. Budowanie w ten sposób wrażliwości moralnej opiera się nie na transmisji sądów i ich uwewnętrznieniu przez uczniów lecz na stymulowaniu myślenia w bardziej złożonej sytuacji argumentacyjnej”.
Możliwe jest także całkowicie odmienne, radykalne rozwiązanie. Otóż R. B. Fuller sugeruje stworzenie takiego edukacyjnego środowiska, „w którym nowa generacja będzie chroniona od (...) administrowanego nonsensu dorosłych i będzie mogła rozwinąć się w sposób naturalny – akurat na czas – aby uratować ludzkość przed samounicestwieniem, czego nie jest w stanie dokonać edukacja w obecnym kształcie.” Fuller nie waha się sugerować izolacji ludzi starszych, aby stworzyć drogę nowej elicie. Bowiem nowoczesne społeczeństwo ma zostać zbudowane w oparciu o młodzież. Odkryłem, pisze Fuller, że „młody świat jest zakochany w prawdzie i odrzuca ze wstrętem każdą formę obłudy (...) odkryłem, młodych ludzi chroniących i kultywujących zjawisko miłości. W przyszłości młodzież będzie kierować starszymi w szybko wzrastającym tempie. A zatem bezpośrednia ingerencja dorosłych w edukację jest zbędna – powinni oni jedynie obserwować dzieci przez „dziurkę od klucza”.
W pierwszym przypadku nauczyciel musi porzucić swoją dotychczasową spokojną przystań i wpłynąć w sam środek sztormu, bez żadnej pewności losu własnego i swoich współtowarzyszy, często również bez pewności co do finału wspólnego rejsu. Natomiast drugie rozwiązanie pozostawia nauczyciela w pewnym porcie i zapewnia mu bezpieczną pozycję „obserwatora – podglądacza” szalejącej zmiany, jednocześnie pozbawia go możliwości uczestniczenia w „zapierających dech nowych odkryciach”.
Tym samym nauczyciel to postać najbardziej może eklektyczna w całej tej układance. Tkwi w „soczystej schizofrenii”, a niepokój który mu towarzyszy wynika ze świadomości płynności i nieustannej zmienności wartości, norm i zasad, ze świadomości erozji symboli i zaniku wyraźnej dotąd własnej funkcji i roli. Znajduje się w sytuacji, w której konieczne jest rozpoznanie nowej rzeczywistości oraz nauczenie się współuczestniczenia w zachodzących przemianach, których jakość będzie w dużym stopniu uzależniona, z jednej strony od trwałości i ciągłości, z drugiej strony możliwości zmiany jego samego. Przy czym korzystanie z wiedzy przeszłości nie oznacza ślepego jej odtwarzania. Oznacza natomiast, że dostosowując tradycję do współczesnych okoliczności, wpływamy i zmuszamy do modyfikowania wiedzy, przez co zachowujemy ciągłość tradycji, a jednocześnie wiemy o świecie i o nas samych coraz więcej. Dzięki postępowaniu wynikającym z takiego myślenia zarówno uczeń jak i nauczyciel „układają się” ze światem i oswajają go poznawczo, doświadczając istnienia sensu wartości. Tak więc z jednej strony tylko alternatywny, a z drugiej strony zakorzeniony w tradycji sposób myślenia, będzie inicjować nowe rozwiązania oraz będzie siłą napędzającą nowoczesny typ kształcenia i wychowania.
Monika Staszewicz