Alternatywa dla tradycyjnego nauczania: e-learning
Jakie zatem były początki takiego nauczania? Jako ciekawostkę można podać przykład 10 przykazań, które były protoplastą tego sposobu uczenia, jak i późniejsze listy apostołów. 1965 rok to początki e-learningu. Powstaje wtedy pierwszy system kształcenia zdalnego z przeznaczeniem na komputer, tzw. PLATO. Kolejne lata, to już lawinowy wzrost tej formy nauki. Szacunki sprzed kilku lat wskazują, że światowy rynek e-learningowy wart jest około 38 miliardów euro (Nagy, The Impact of e-learning 2005). Już w 2007 - Sloan Foundation szacuje, że liczba studentów korzystających z kursów e-learningu tylko w USA zwiększyła się z 2,3 miliona w 2003 r. do 3,2 miliona osób. Prognozy analityków mówią, że do 2010 co dziesiąty student w Stanach Zjednoczonych będzie kształcił się za pośrednictwem Internetu i kursów e-learningowych. To są już ogromne grupy ludzi.
Co to zmienia w dostępie do nauki?
Uczestnictwo w życiu wiązać się będzie z pewnego rodzaju aktywnością, zarówno dotyczącą miejsca pracy, jak i umiejętnościami. Kompetencje wszelkiego rodzaju pracy, będą musiały stale ulegać zmianom i dokształceniom, aby nie ulec dewaluacji. Jeszcze nie tak dawno temu, po skończeniu studiów i uzyskaniu dyplomu, miało się kompetencje na nieokreślony czas. W chwili obecnej, nie pracując 5 lat np. w zawodzie nauczyciela, traci się zdobyty awans zawodowy. W innych dziedzinach nauki jest podobnie, a okres braku pracy lub zdobyciu nowej specjalności ulega skróceniu. Każdy student wie, że jeżeli opuści rok nauki, to przyłączając się do rocznika niższego, musi uzupełniać tak zwane różnice programowe.
Ludzie pracujący twórczo-naukowo i umysłowo, coraz rzadziej korzystają z domeny punktualności i stałości pracy. Czas pracy staje się nienormowany. Ginie wiele zawodów, a znaczna ich liczba wąsko się specjalizuje. W chwili obecnej, człowiek po studiach, jeżeli nie podjąłby pracy w zawodzie - po kilku latach nie ma czego szukać na rynku pracy w swojej specjalności. Jego wiedza uległa zdezaktualizowaniu. Wykonywanie powtarzających się czynności w miejscu pracy - to już zamierzchła przeszłość. Wiedzę trzeba stale uzupełniać i poddawać ją ciągłej aktualizacji. Do tego dochodzi pojęcie „mobilności zawodowej”. Taka nazwa funkcjonuje w stosunku do osób, które przekwalifikowują się, zmieniają profesję - nawet kilka razy w życiu. Popatrzmy na oświatę. Kiedyś był nauczyciel biologii, geografii, nauczania początkowego. W tej chwili by uczyć trzeba mieć niezbędne do tego kwalifikacje. Nauczyciele języka rosyjskiego, jeśli się nie przekwalifikowali lub nie znaleźli pracy gdzie indziej, stracili możliwość uczenia w szkole. To samo tyczyło się nauczycieli bez kwalifikacji - po studium nauczycielskim , dyrektorów, którzy musieli ukończyć studia z zarządzania itd.
Jakie to niesie wyzwania dla szkoły u progu XXI wieku?
Nie tak dawno temu, bo w 2007 roku, należało uzupełnić kompetencje nauczycieli dyplomowanych, którzy starali się, bądź już mieli doświadczenie z bycia ekspertem ministerialnym do spraw awansu zawodowego nauczycieli i ubiegali się, bądź byli wpisani na ministerialne listy ekspertów. Pierwsza część szkolenia polegała m.in. na zajęciach online. Poznawało się zasady prawne, aspekty moralne itd. Po okresie zapoznania się z materiałami, należało zdać egzamin - najpierw próbny (jeśli ktoś chciał), następnie właściwy. Po nim następowała selekcja i dobór grupy do zajęć już w terenie.
W większości zapisy uczniów do szkół średnich czy na studia - wymagają umiejętności korzystania z sieci, zalogowania się itd. Większość szkoleń podyplomowych odbywa się za pomocą sieci. Prowadząc zajęcia ze studentami finansowanymi przez UE, wiele zaliczeń, rozsyłania materiałów, prac indywidualnych - toczyło się na uczelnianym serwerze, a ja byłem jednym z administratorów tej nauki. Z drugiej strony, jeśli mamy komputer podłączony do Internetu, korzystamy z niego, wówczas świadomie lub nieświadomie uczestniczymy w środowisku online. Grupa kontaktów w naszej skrzynce, posty dopisywane na forach, aktualności jakie otrzymujemy po zamówieniu, blogi, które czytamy, strony WWW znajomych i naszej rodziny, to wszystko sprawia, że stanowimy jedną wielką masę, ale też indywidualność. Świat telefonów komórkowych również idzie w tym kierunku, możemy tworzyć bazy znajomych, odbywać konferencje, poruszać się za pomocą telefonów w Internecie. Dzisiaj wyznacznikiem jakości telefonu jest nie wielkość, ale możliwość łączenia online, posiadanie GPS.
Jak mówił Neil Postman: Środki techniczne nie mogą wyręczyć człowieka w myśleniu i działaniu, niemniej generacja młodzieży urodzonej po 1980 roku, nazywana potocznie: Net Generation lub Millenium Generation, ma coraz więcej do powiedzenia w zmieniającym się świecie. Rodzi to też wiele obaw i problemów. Łatwe wchodzenie w role dorosłych oraz anonimowość w sieci powodują, że zaczynamy inaczej patrzeć na rodzinę i jej rolę, aby zabezpieczyć nieletnich przed złym wpływem. Dawniej jeśli dorośli chcieli porozmawiać na pewne tematy, a były one nie dla uszu nieletnich - mówili o nich bez ich obecności. W czasach obecnych rozmawiający nastolatkowie, posługujący się specyficznym słownictwem w odniesieniu do zjawisk sieciowych, nie są rozumiani przez swoich rodziców. Nie potrafią kontrolować tego, na jakich stronach i z kim rozmawia ich syn czy córka, co ogląda? Co więcej, nauka i informatyzacja wkracza już do przedszkoli, powoduje dysonans poznawczy w stosunku do rodziców, którzy nie celebrują tego rodzaju wiedzy, ich świat podąża wolniej. Brak komputera w domu, komórki, stawia młodego człowieka poza nawiasem grupy, a ich posiadanie - identyfikuje z grupą.
Istotna jest też sprawa wcześniej poruszana, a mianowicie: Kto powinien uczyć dziecko korzystania z zasobów sieci, znajdywania się w tym złożonym wirtualnym świecie? Z ogólnego jak i prawnego punktu widzenia to rodzice decydują o wychowaniu swoich dzieci (vide nauczanie przysposobienia do życia w rodzinie), jeżeli zaś chodzi o wychowania informatyczne, to cała odpowiedzialność spada na barki szkoły. A w szkołach trudno o nauczycieli informatyki z prawdziwego zdarzenia. Zazwyczaj są to osoby po kursach doskonalących, dających kwalifikacje - czyli można zaryzykować stwierdzenie, iż poziom nauczycieli informatyki jest równy poziomowi jakiejś części rodziców, a nie informatyków. To wiąże się z konsekwencjami takimi, iż nie każdy nauczyciel informatyki jest w stanie sprostać wymaganiom uczniów, a dość często zdarzają się przypadki, że wiedza ucznia zdecydowanie przewyższa wiedzę informatyczną nauczyciela. Dużym wyzwaniem jest również zanik bycia ze sobą, potrzeba kontaktu face to face. Zamiast tego tworzy się awatary w wirtualnym świecie, nicki na forach, a emocje zaprogramowane zostały do symboli przypisanych klawiaturze. Nie ma mówienia i komunikowania się, tylko nowomowa slangowo-komputerowa. „Nara”, „ w porzo”, „hejka”, „second life”, „posurfujemy w sieci”, „hi5”, to tylko nieliczne słownictwo jakie króluje w środowisku młodzieżowym. Co więcej, kiedyś gdy telewizor „wchodził” do mieszkań i zajmował poczesne miejsce w centralnym punkcie domu, mieszkania - oglądano go wspólnie, lub zakazywano młodzieży pewnego rodzaju filmów i programów. Teraz normą jest, że komputer ma każdy w swoim pokoju i w zasadzie nie kontroluje się tego, co młody człowiek w nim robi i z kim się kontaktuje, komu udostępnia swoje dane, po jakich stronach się porusza. Filtry rodzinne nie są zabezpieczeniem. Szokowani jesteśmy niekiedy danymi o śmierci (na szczęście na razie w krajach azjatyckich) z powodu braku odpoczynku i snu bo komputer był ważniejszy, zaatakowaniu rodziców (to już Polska), bo rodzic skasował jakiś poziom gry itd. Należałoby tutaj podjąć jakieś kroki, np. poprzez program skierowany do rodziców w formie np. kampanii społecznej, aby tak jak sugeruje to rzecznik praw dziecka we Francji: między innymi korzystać z komputera wspólnie, umieścić go w dziennym pomieszczeniu itd.
Podsumowując stwierdzam, iż e-lerning będzie rozwijającą się płaszczyzną, zmuszającą do nowego typu pogłębiania swojej wiedzy. Już nie tylko będziemy zmieniać miejsce pracy, ale stale uzupełniać swoje wykształcenie, bądź przekwalifikowywać się w inną dziedzinę. Taka rola umiejscowiona już teraz i w czasie najbliższym, powoduje inne spojrzenie na jakość nauczania informatyki w szkole i posługiwania się tą wiedzą w domu. To powinno przełożyć się na troskę, aby zarówno rodzice, nauczyciele jak i uczniowie, podjęli wspólny wysiłek w tym kierunku.
Kto wie, może za kilka lat egzamin realizowany przez CKE i OKE będzie tylko drogą elektroniczną? Egzaminatorzy staną się zbędni, zaś wyniki poznamy w błyskawicznym czasie. Taka jest przyszłość polskiej szkoły?!
Krzysztof Zajdel
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24