Niepokorni wobec czasu
W żadnym społeczeństwie nie ma tylu ludzi niepunktualnych, co w naszym. (K. Hojnacka, wydanie oparte na edycji A. Krzyckiego z 1939 r.). Z brakiem punktualności spotykamy się na co dzień, niecierpliwimy się, narzekamy, oburzamy, ale w gruncie rzeczy jesteśmy wobec ludzi niepunktualnych bezsilni. Co będzie, jeżeli wszyscy staniemy się niepunktualni?
Niepunktualność nie ma charakteru jednostkowego, coraz częściej staje się „przywilejem” grupowym. Są grupy zawodowe, które próbują nawet korzystać z tego „przywileju” w nadmiarze. Należą do nich m.in. nauczyciele, którzy nie negują, ale i nie urzeczywistniają normy punktualności. No cóż, „naród takim będzie, jakim się wychował, a takim się wychował, jakich miał nauczycieli” (K. Libelt, 1971). Badania prowadzone przez Z. Kwiecińskiego dowodzą, że nauczyciele szkół podstawowych spóźniają się na lekcje przeciętnie 5 minut (Z. Kwieciński, 1986). Badania autorki potwierdzają ten limit czasu w odniesieniu do szkolnictwa podstawowego. Ale bardziej pesymistyczne wnioski nasuwają się po przeprowadzeniu badań w szkołach gimnazjalnych i licealnych. Okazuje się bowiem, że w gimnazjach spóźnienia nauczycieli wahają się w granicach 5-8 minut, a w przypadku liceów sięgają nawet 10 minut. To sugerowałoby, że im wyższy szczebel kształcenia, tym czasookres spóźnień nauczycieli większy. Blisko 3,0 % uczniów szkół licealnych wskazuje nawet na spóźnienia nauczycieli w granicach 10-15 minut. Co prawda dotyczy to niewielkiego odsetka badanych, ale nie można wykluczyć, że zjawisko to nie rozszerzy się.
Powody spóźnień wydają się być we wszystkich typach szkół podobne. W przypadku lekcji pierwszej 79,3% nauczycieli spóźnia się z powodu nieprawidłowo funkcjonującej komunikacji. Zdarzają się późniejsze przyjazdy środków lokomocji, postoje na zamkniętych przejazdach kolejowych, wyskakiwanie kierowców na przystankach po papierosy czy też artykuły spożywcze, a rezultatem jest spóźnienie się do szkoły. Można powiedzieć, że to pracownicy komunikacji są winni spóźnieniom nauczycieli. Ale można też zapytać nauczycieli, czy przypadkiem nie wychodzą zbyt późno z domu, czy nie powinni pozostawić sobie marginesu czasu na wypadek kłopotów z komunikacją. 8,2% nauczycieli jako powód spóźnień podaje względy zdrowotne (ból głowy, żołądka, zasłabnięcie). U niektórych to efekt przewlekłych schorzeń, u innych rezultat wypalenia zawodowego, a jeszcze u innych prosta konsekwencja mało higienicznego „zwariowanego” życia, nad którym zabrakło kontroli. Podobny odsetek nauczycieli (8,2%) podaje, że spóźniają się z powodów rodzinnych, np. choroba współmałżonka, choroba dziecka, niepunktualne przyjście opiekunki do dziecka. W grę wchodzą też problemy związane z prowadzeniem gospodarstwa domowego typu: awaria wody, gazu, centralnego ogrzewania. Najmniejszy odsetek nauczycieli, bo 4,3% spóźnia się do szkoły wskutek awarii własnego pojazdu lub złych warunków atmosferycznych, które uniemożliwiają wyjazd samochodem. Co robią wówczas uczniowie? Jedni cieszą się, radują, inni irytują, złoszczą na niezdyscyplinowanego nauczyciela.
Spóźnienia nauczycieli nie dotyczą jednak tylko lekcji pierwszej. Systematycznie pojawiają się na kolejnych lekcjach. Z badań autorki wynika, że nauczyciele spóźniają się z powodu trudnych do zakończenia rozmów odbywających się na przerwach w pokojach nauczycielskich. Chęć dokończenia rozmów jest silniejsza od dzwonka. Spóźniają się też wskutek wezwania na rozmowę do dyrektora, który normy punktualności też nie przestrzega, skoro mimo dzwonka kontynuuje nadal rozmowę. Wreszcie spóźniają się też na lekcje z powodu prowadzonej na przerwie rozmowy z rodzicem wezwanym do szkoły. Na ogół spotkania z rodzicami nauczyciele próbują załatwiać w godzinach pracy dydaktycznej, a nie po zakończeniu lekcji. Znaczna część nauczycieli spóźnia się wskutek pełnionych dyżurów na przerwach, po zakończeniu których wędrują do pokoi nauczycielskich celem wymiany dzienników, kluczy, pomocy dydaktycznych, a wszystko to odbywa się kosztem czasu przeznaczonego na lekcje.
Zdaniem nauczycieli spóźnienia byłyby wykluczone, gdyby czas trwania przerw został wydłużony, a pokoje nauczycielskie tak usytuowane, aby nie pokonywać zbyt dużych odległości do klas szkolnych. Uczniowie jako najczęstszy pretekst spóźniania się nauczycieli na kolejne lekcje wymieniają: picie kawy, palenie papierosów, zatrzymanie na korytarzu przez ucznia lub kolegę/koleżankę z pracy oraz szukanie kluczy do sali. Ale są i takie spóźnienia, które wynikają z przedłużających się rozmów w pokojach nauczycielskich, z wykonywania szeregu czynności zawodowych, które powinny być zrealizowane po zajęciach lekcyjnych oraz z prowadzenia rozmów telefonicznych przy wykorzystaniu telefonu komórkowego. Ten zdaje się być często przedmiotem nadużywanym przez nauczycieli. Wielu z nich zapomina, że czas poświęcony na nauczanie i wychowanie uczniów powinien być „świętym” czasem, niczym nie zmąconym. Nawyk wyłączania telefonu komórkowego nie jest jeszcze w tej grupie zawodowej utrwalony. Z badań autorki wynika, że 42,7% nauczycieli wszystkich typów szkół wychodzi w trakcie trwania lekcji właśnie z powodu dzwoniącego telefonu komórkowego. To dość powszechna forma „kradzieży” czasu lekcyjnego. W szkole jedynym dzwonkiem, jaki powinien słyszeć nauczyciel i uczeń powinien być dzwonek oznajmiający początek i koniec lekcji, nigdy zaś dzwonek telefonu komórkowego. Ale zdarza się też, że nauczyciel wywoływany jest z lekcji z powodu telefonu, jaki czeka na niego w sekretariacie. Pomyślmy, cóż by to było, gdyby lekarze pozwolili sobie na wyjścia do telefonu podczas operacji?
Przyczyn wychodzenia nauczycieli z lekcji jest jeszcze wiele. Blisko 20,0% z nich wychodzi w celu skorzystania z usług kserograficznych. Potrzebne do lekcji materiały kserowane są nie przed lekcją, ale w trakcie jej trwania. 11,9% nauczycieli „wyskakuje” po kredę, której nikt nie uzupełnił wcześniej, a 7,3% nauczających opuszcza klasę wychodząc do toalety. Wszystkie te wyjścia przekraczają niejednokrotnie 5 minut. Z punktu widzenia struktury lekcji, zdaniem Z. Kwiecińskiego, zorganizowane elementy czasu lekcyjnego wynoszą przeciętnie 24,2 minuty a pozostałe składniki – 20,7 minut (cyt. za H. Rylke, 1993, . 103). Bywa, że ostatecznie efektywna jednostka dydaktyczna sprowadza się do 20-25 minut. Prowadzona jest w pośpiechu, nerwowo i pobieżnie, a nie zrealizowane treści programowe stają się zwykle pracą domową. Zawężają się możliwości oddziaływania na uczniów, co grozi minimalizacją ich twórczego wkładu w przebieg lekcji. Spóźnianie się na lekcję bądź wychodzenie z lekcji w trakcie jej trwania, z pozoru wydaje się być błahą sprawą. W gruncie rzeczy to jednak niebezpieczna pułapka, w którą nie tylko łatwo wpaść, ale szybko można się od niej uzależnić. Gdyby tak się stało, oznaczałoby to moralną klęskę nauczyciela, który nie miałby już prawa zapytać ucznia, dlaczego ten się spóźnia.
Punktualność to nie tylko norma moralna określająca szacunek dla uczniów, ale też umiejętność panowania nad czasem, jeden z elementów sumienności zawodowej określający stopień pokory nauczyciela. Im więcej mamy jej w sobie, tym mniej „kradniemy” czasu innym.
Maria Janukowicz
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24