KTO ZREFORMUJE SZKOŁĘ - URZĘDNICY CZY NAUCZYCIELE ?
Nowy kierunek oświacie mogą nadać tylko nauczyciele – entuzjaści, pasjonaci, wizjonerzy.
Polska szkoła ma wiele wad, jest oparta na złych fundamentach, idzie w złym kierunku. Zdecydowana większość nauczycieli jest niezadowolona z warunków i organizacji pracy.
Zamiast zajmować się rozwojem ucznia i przygotowaniem do życia w społeczeństwie obywatelskim, szkoła koncentruję się na przygotowaniu dzieci i młodzieży do zdawania testów.
Zapomniano o kształtowaniu podstawowych wartości: szacunku, dialogu, współpracy, możliwości wyboru. Narzekają uczniowie, rodzice, ludzie nauki, a przede wszystkim, nauczyciele. Jest wielka potrzeba zmian. Ale nie ma woli działania. Co więcej, można mieć wątpliwości czy ktoś naprawdę oczekuje autentycznych zmian w naszej oświacie. Mam wrażenie, że wystarcza nam narzekanie i ironizowanie. Jest w nas jakaś niemożność podejmowania działań. Lepiej wychodzi nam bierne trwanie i obrona poprzez uniki. Tym różnimy się od społeczeństw Zachodu, zwłaszcza od anglosaskich. Dawniej mówiło się, że Syberia zaczyna się na wschód od Wisły. Sytuacja zmieniła się chyba o tyle, że historia przesunęła tę granicę na Odrę. Ilekroć, w ostatnich latach, słyszałem opinię, że nasze państwo nie jest demokratyczne, protestowałem, mówiłem: przesadzasz. Ale zaczynam i ja przychylać się do tej opinii. Prawdziwa demokracja oparta jest na dwóch filarach. Jeden, to zdrowa, silna i sprawna władza państwowa. Drugi, to aktywne społeczeństwo, pełne jednostek i organizacji inspirujących działania władz, współpracujących z władzą lub przeciwstawiających się jej. Naszą demokrację określiłbym mianem demokracji biurokratycznej lub urzędniczej. Jakość pierwszego filara jest nie najwyższa. Drugi filar prawie nie istnieje. Polskiej demokracji ciągle blisko do urzędniczej biurokracji, jaka była w carskiej Rosji, Prusach czy Austrii Franciszka Józefa. Państwo tworzone i zarządzane przez posłów, ministrów, urzędników. Bez udziału obywateli.
Coś nam przeszkadza w podejmowaniu własnych działań. Widzimy co jest źle, opowiadamy jak powinno być i nic nie robimy. Działanie jest związane z ryzykiem. Wymaga wysiłku, konsekwencji, odpowiedzialności. Potrzebni są sojusznicy, ale spotkamy też przeciwników. Działanie rodzi różnice zdań, a nawet może prowadzić do konfliktów. Opowiadanie, narzekanie, ironizowanie jest bezpieczne. Powiedzenie: nic się nie da zrobić, trzeba poczekać na zmianę ekipy, itp. – nic nie kosztuje. W polskiej szkole uciekamy od działań reformatorskich, od sprzeciwu wobec sposobu zarządzania pracą nauczycieli i uczniów. Jeśli rozmawiamy na te tematy, to tylko prywatnie lub anonimowo na forach internetowych. Te dyskusje stają się rodzajem wewnętrznej emigracji. Bardzo przypominają spotkania towarzyskie w latach 70-tych. Ciekawe wymiany zdań, feerie dowcipów, mnóstwo anegdot, celne riposty, wyszukane aluzje, szybka zmiana tematów. Wszystko przyprawione odrobiną goryczy. My wiemy, rozumiemy, siedzimy w tym bagnie, czasem czujemy się trochę winni, ale głównie jesteśmy ponad.
Tak funkcjonuje środowisko nauczycielskie. I chyba całe nasze społeczeństwo.
Aż prosi się o drugiego Wyspiańskiego żeby nas opisać.
Kto zacznie reformować oświatę po dojściu do władzy kolejnej słusznej ekipy ? Urzędnicy ? Bo przecież to głównie urzędnicy, a nie profesjonaliści, zarządzają polską szkołą. Ale żaden urzędnik nie jest zainteresowany robieniem poważnych zmian. W jego interesie jest zachowanie status quo poprzez produkowanie coraz to nowych instrukcji i zarządzeń, oraz rozbudowywanie systemu kontroli. Nowy kierunek oświacie mogą nadać tylko nauczyciele – entuzjaści, pasjonaci, wizjonerzy. Te określenia brzmią w naszym kraju fatalnie. Wstydzimy się bycia entuzjastą, pasjonatem, wizjonerem. Zwłaszcza w pracy. Przecież narażamy się na śmieszność. Dla takich ludzi jest jeden wspólny mianownik: idiota. Owszem, sceptykiem, inteligentnym ironistą, żartownisiem, zajadłym lub zdystansowanym krytykiem – to mogę być. Ale entuzjastycznym wizjonerem, pasjonatem ... ?
“W tej rzeczywistości, w której jesteśmy i którą - wydaje nam się - znamy, cały czas rośnie przyszłość, o której nie wiemy nic.”
W gospodarce przeszliśmy od systemu nakazowo-rozdzielczego do rynkowego.
W polityce i życiu społecznym - od dyktatury do demokracji, od jedynie
słusznej idei i partii do pluralizmu. A w oświacie ?
Chyba nie muszę
pisać. Efekt jest taki, że nauczyciel traktowany jest jako urzędnik. Więc
zachowuje się jak urzędnik. Przypomina pracowników przedsiębiorstw
państwowych z lat komunizmu. Efekt uboczny: jest bierny i sfrustrowany. A
szkoły są nieefektywne, niewydolne, nieprzyjazne, nienowoczesne.
Podobnie jak przedsiębiorstwa w PRL.
Pamiętam jakim szokiem dla
wszystkich było pojawienie się zróżnicowanych cen na podstawowe
produkty. Dlaczego ceny masła czy chleba przestały być jednakowe w całym
kraju ?!
Co stało by się gdyby pozwolić na uwolnienie nauczycieli,
dyrektorów, szkół ? Tak jak uwolniono ceny, firmy i całą gospodarkę ?
Dobrze, nie wszystkie szkoły na raz. Na początek tylko te szkoły, które
zechcą spróbować. Dlaczego nie spróbować ? Spróbujmy, sprawdźmy, nie
bójmy się eksperymentować !
Z moich nauczycielskich obserwacji wynika, że wiekszość nauczycieli chce uczyć dobrze, spełniając się w tym zawodzie, jednak ten skostniały system, który mamy w głowach jest "naturalny" i "wszechobecny" więc nikt go nie forsuje bo tak właściwie po co? Zgodzę się, że z działaniem mamy problemy, ale jak ich nie mieć kiedy brakuje ŚWIADOMOŚCI. Nauczyciele nie czytają fachowych czasopism, nie widzą jednocześnie w tym sensu, mam wrażenie że idziemy często na tzw łatwiznę w naszej pracy.
Najpierw trzeba zacząć myśleć inaczej niż społeczeństwo, potem przeciwstawić się skostniałemu myśleniu samego grona pedagogicznego i jest to wydaje mi się praca od podstaw za którą każdy z nas przed samym sobą jest odpowiedzialny...
Mam wrażenie że jest "nas" - ludzi bardziej świadomych więcej, ale nic się nie dzieje, bo każdy za mało się stara...
Sam sobie skomentuję.
Wymyślimy system od nowa ! Jeśli nowa inicjatywa nie jest zgodna z
obowiązującymi przepisami, to mamy trzy możliwości:
- wprowadzić ją jako ekstra-eksperyment, pod patronatem kogoś
znaczącego, np. Polityki, UJ, Owsiaka, lub innego czorta.
- wywalczyć zmianę przepisów, aby dopuszczały możliwość innej szkoły. Tu
powieję optymizmem: jaka władza będzie stawiać opór przeciw założeniu
SZKOŁY SZACUNKU I DIALOGU ? Żadna. Bo będzie bała się przeciwstawić się
tak szczytnej idei !!!
- wepchnąć się “na chama”. Tradycyjna polska metoda.
Przecież obecna Rzeczpospolita tak powstała: jako eksperyment
wprowadzany na chama wbrew obowiązującym przepisom słabego państwa
totalitarnego. I bardzo dobrze !
XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu
Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00
Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00
„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna
Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00
Comeback rózgi i klęczenia na grochu?
Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00
Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów
Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00
Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?
Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39
MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34
Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?
LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35
Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi
jeck steve 09 Luty 2012, 07:01
imarion 08 Luty 2012, 18:24