Na początku był chaos... a potem masakra...
Minął pierwszy tydzień nowego roku szkolnego, a w szkołach i przedszkolach, które dotknęła nasza wspaniała reforma nadal panuje chaos.
Nie jest to jednak typowy chaos organizacyjny, z jakim mamy do czynienia każdego roku. Ten jest zupełnie inny! Jak mawiał Tomasz Karolak w filmie Testosteron: "to jakaś istna masakra!" Nikt nic nie wie, niczym w przysłowiowym ruskim cyrku. Do dziś nie ma wytycznych dotyczących tego, jak należy pracować z dziećmi. Chociaż to akurat jest najmniejszy problem - wiadomo - każdy będzie robił swoje, czyli pracował na zdrowy rozsądek, a do dziennika i tak wpisze się to, co będzie zalecane i politycznie poprawne. W końcu papier wszystko przyjmie! W tym roku problem jest jednak o tyle poważniejszy, że tak naprawdę nie wiadomo, co ten papier przyjąć powinien. :)
A tak na marginesie - tak właśnie powstaje pedagogiczna fikcja... Zapisy w dziennikach (nie mówię, że zawsze, wszędzie i że wszystkie) w dużej mierze są po prostu wzięte z kosmosu, bo tylko na ich podstawie, a nie na podstawie rzeczywistej pracy z dzieckiem jest rozliczany nauczyciel... No więc w dziennik wpisuje się to, czego oczekuje dyrektor oraz władza nadzorująca szkołę, a nie to, co rzeczywiście robi się z dzieckiem...
W tym roku jest jednak o wiele ciekawiej. Pojawiło się min. kilka bardzo interesujących plotek na temat tego, jak należy rozpisywać cele i zadania zgodnie z nowymi wytycznymi i nową podstawą programową. A co za tym idzie, jak należy pracować z dziećmi... A czemu uważam, że to, co usłyszałam to tylko plotki? Ano, poczytajcie i oceńcie sami :)
Ostatnio od pewnego metodyka dowiedziałam się czegoś niezwykle zaskakującego. Otóż jego zdaniem nauczyciel pracujący w przedszkolu np. z 3 latkami zgodnie z nową podstawą programową powinien zrealizować jakieś 7 celów dziennie, czyli po jednym z każdej sfery wyszczególnionej w podstawie... Oczywiście ogólnych! A jak! A jeśli dodam do tego informacje, że te ogólne powinny być jeszcze uszczegółowione... To przyznacie sami, że robi się bardzo ciekawie, nieprawdaż? Ach, gdyby to usłyszał mój wspaniały profesor uczący mnie dydaktyki, to by się chyba w grobie przewrócił...
Co prawda bardzo trudno mi w to wszystko uwierzyć i traktować te informacje serio, ale jeśli tak rzeczywiście będzie i jeśli takie wytyczne będą obowiązywały nauczycieli, to mają oni dwa wyjścia. Albo będą kłamać, czyli nie zrealizują programu zgodnie z tymi wytycznymi. Będą robili swoje, a do dziennika wpiszą zupełnie co innego. Albo... Jeśli wezmą do serca te zalecenia (a pamiętajcie, że większość z nich - zgodnie z moim poprzednim wpisem - aby mogła pracować dalej musi być posłuszna :) ) to nasze biedne, polskie 3 latki będą najbardziej wyedukowanymi dziećmi na świecie!
No i teraz gdzie szukać winnego całej tej sytuacji? Przecież miało być tak przyjemnie. Dzieci w przedszkolach i w klasach pierwszych szkół podstawowych miały się głównie bawić i rozwijać społecznie... A tu taka niespodzianka - nie dość że z zabawy nici, to jeszcze wyjdzie na to, że nauczyciele w przedszkolach będą uczyli 3 latki stylów w architekturze...
Oczywiście, najłatwiej jest wylać teraz wszystkie pomyje, swoje żale i pretensje na profesor Edytę Gruszczyk-Kolczyńską... No w końcu kto jak kto, ale to właśnie Pani Profesor była twórcą nowej podstawy programowej... Jestem jednak przekonana, że nie tak wyobrażała sobie tą reformę autorka podstawy programowej, dlatego zawsze, gdy słyszę mało pochlebne opinie na temat Pani Profesor staję w jej obronie.
Kochani! Apeluję też do Was! Dajcie spokój Pani Profesor! Wieszanie kolejnych psów na Bogu ducha winnych ludziach sytuacji przedszkolaków w naszym kraju juz raczej nie zmieni... Poza tym Prof. E. Gruszczyk-Kolczyńska to wspaniała osoba, która naprawdę zrobiła bardzo wiele dobrego dla edukacji i naszych dzieci. Zastanówmy się lepiej nad prawidłowym przepływem informacji, bo to w naszym kraju kuleje najbardziej. Nie da się skutecznie przeprowadzić żadnej reformy, jeśli nauczyciele czy dyrektorzy o tym jak mają pracować z dziećmi będą dowiadywali się z mediów! W końcu TVN, Polsat czy jakakolwiek inna stacja telewizyjna nie są wiarygodnym źródłem informacji! Podobnie jak Gazeta Wyborcza czy inne jej podobne. Redaktorzy często w poszukiwaniu taniej sensacji zamieszczają tam nie do końca sprawdzone informacje, pogłoski, plotki, czy totalne artefakty. Trudno na tym opierać swoją działalność!
Nie wolno zapomnieć też o tym, że rzetelnej informacji na temat kształtu oświaty i kierunku, w jakim będzie ona zmierzać potrzebują również rodzice dzieci, które w tym roku zaczynają lub kontynuują swoją edukację, czy to w szkole czy w przedszkolu... Jednak - przynajmniej na dzień dzisiejszy - okazuje się, że nie tylko gazety, ale też wspomniani wcześniej nauczyciele i dyrektorzy nie są źródłem wiarygodnej informacji. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co czeka te biedne dzieci w nowym roku szkolnym, który przecież już się rozpoczął!
Drodzy Czytelnicy! Zapamiętajcie sobie: odkąd reforma weszła w życie nauczyciele i dyrektorzy miotają się gdzieś między młotem a kowadłem. Z jednej strony powinni być poprawni politycznie i popierać reformę, z drugiej sami jej nie rozumieją i często budzi ona ich gorący sprzeciw, więc nic dziwnego, że ich słowa jakoś nie przekonują rodziców, co do tego, ze wszystko będzie dobrze. Kiedy więc radzicie się jakiegoś nauczyciela odnośnie wysłania 6 latka do szkoły zwróćcie uwagę na jego komunikację niewerbalną... Kiedy pytamy jakiegos nauczyciela o jego zdanie na temat reformy, najczęściej możemy usłyszeć pokrętne tłumaczenie i dziwne dukanie... Słuchając tego wszystkiego można odnieść wrażnenie, że wyrwaliśmy do odpowiedzi nieprzygotowanego ucznia, który nie bardzo wie o co chodzi... Powtarza tylko w kółko coś o dobru dziecka i że wszystko będzie dobrze... Mimo że jego komunikacja niewerbalna zdaje się temu zupełnie przeczyć. Chociaż tak sobie myślę, że w to, iż wszystko się jakoś ułoży już chyba nie wierzy nawet samo Ministerstwo... Bo skoro tak często zmienia swoje stanowisko w sprawie posłania 6 latków do szkół, to chyba samo nie jest do końca przekonane o słuszności swoich decyzji...
Trzeba jednak przyznać, że w najgorszej sytuacji w tym całym układzie są rodzice dzieci. Słysząc sprzeczne informacje z różnych źródeł boją się jeszcze bardziej o swoje pociechy. I nic dziwnego! W końcu - póki co - to na nich spoczywa cały ciężar odpowiedzialności za posłanie dziecka do szkoły. Jeśli więc za jakiś czas okaże się, że poszło coś nie tak, jak pójść powinno będą musieli żyć ze świadomością, że skrzywdzili własną pociechę...
No i niestety, pomimo mojego specyficznego poczucia humoru, dzisiejszy wpis okazał się bardziej straszny niż śmieszny... Ale w tym przypadku aż strach się bać!
Rozumiem rozgorączkowanie i istotny niepokój nauczycieli. Zmiany zawsze skutkują takim stanem ducha, a w szkole jak wiadomo zmiana to stan permanentny. Problem polega na tym, że kiedy mówimy, nawet nieco skrzywiając własne spojrzenie na dany temat, żeby dopasować swoje wystąpienie do tzw. \"ogółu\" część osób bierze to za najprawdziwszą prawdę i podkreśla, że skoro Autorytety mówią, że jest źle to znaczy, że jest co najmniej źle, a najprawdopodobniej jest jeszcze gorzej, czyli -tu cytat\" to co się w tym momencie dzieje w edukacji to jakaś paranoja\". Ja wiem, że jest wiele rzeczy, które wymagają dyskusji. I podpisując się pełnym imieniem i nazwiskiem wszędzie tam, gdzie mogę (albo gdzie mi się uda) wskazuję na sprawy, które moim zdaniem warto zmienić. I szczerze mówiąc wolałbym rozmawiać na temat tego jak organizować fakultatywne zajęcia z wfu, dlaczego niektórzy wójtowie każą nauczycielom pracować w świetlicy w ramach art. 42 ust.2 pkt 2 KN, choć to ewidentnie sprzeczne z prawem i jeszcze o tym, jak się bezie organizować zajęcia dodatkowe artystyczne czy praca technika w gimnazjach. To są problemy! To, że część nauczycieli jest niezadowolonych to nie jest problem, to jest po prostu oczywista oczywistość.
Nie trzeba wieszać podstawy programowej na płocie, ale Pani Edyta ma rację, ze to co się w tym momencie dzieje w edukacji to jakaś paranoja.
A kto odpowiada za prawidłową komunikację między szkołą, a ministerstwem? Czy wywieszenie podstawy na płocie załatwia sprawę gdy w tym samym czasie kuratorzy, wizytatorzy i inspektorzy oświatowi tworzą legendy? Nauczyciele dukają o reformie? Nie spotkałem. Raczej marudzą, bo właśnie papier wszystko przyjmie i trzeba nowe wzorce sprawozdań wirtualnych przygotować, a w szkole robi się i tak to co robiło od dawien dawna. Nastraszono tylko, ze byndzie wincej kotroli. Tyle, że jeszcze nie ustalono w centrali jok ten nadzór ma wyglądać. Wrzesień, a MEN nie wyszedł poza fazę projektu. Kmicic kazoł sobie loć wodę na łeb. To faktycznie by się przydało niektórym spanikowanym nauczycielom. Ja też nerwowo przystępowałem do tego roku, bo nowy rok, nowa szkoła. Potem kolega mnie sprowadził na ziemię. \"Co ci zrobią jak cię złapią? Daj spokój i zajmij się dzieciakami, a nie głupotami.\"
Świetnie Pan rozszyfrował moje intencje :) Podstawę programową czytałam i nie mam do niej większych zastrzeżeń, chodzi mi tylko o przekłamania, które pojawiają się gdzieś po drodze... Bo tak naprawdę obserwując tą sytuację tak trochę z boku dostrzegam jakąś dziwną zbiorową panikę... A ta niestety dobrze nie wróży nikomu, ani dyrektorom placówek, ani nauczycielom, ani rodzicom, ani dzieciom - wiadomo, że dzieci nawet jeśli nie wszystko rozumieją, to chłoną atmosferę paniki panującą w ich otoczeniu. Najgorsze jest to, że owa zbiorowa panika napędzana jest głównie przez media, min. Gazeta Wyborcza w jednym ze swoich numerów podała, że w przedszkolach zgodnie z nową podstawa programową dzieci nie będą się już uczyły czytać i pisać, a rodzice zaczęli niemalże masowo przepisywać swoje dzieci do zerówek w szkołach... Nauczyciele zaś pytali, co w takim razie mają z tymi przedszkolakami robić... Potem ktoś chlapnął coś o architekturze... i znów panika... I dziwne informacje o tym, że od teraz dla odmiany stylami w architekturze będziemy katować także 3 latki... A przecież nowa podstawa programowa - jak mawia sama Pani Profesor - jest sformuowana językiem wymagań w stosunku do nauczycieli i oczekiwań w stosunku do dziecka. Czyli wymaga od nauczycieli tego, że będą próbowali zainteresować dzieci różnymi rzeczami, tymczasem dziecko może, ale wcale nie musi umieć i wiedzieć tego wszystkiego, co jest w niej zapisane. Jeśli weźmiemy pod uwagę różnice indywidualne występujące w rozwoju każdego dziecka które czasem sięgają nawet czterech lat, to taki zapis w podstawie programowej ma swoje uzasadnienie i jest niezbędny właśnie do tego, by ktoś nie wpadł na \"genialny\" pomysł rozliczania dzieci z tego, co umieć powinny. Ps. Dziś rzeczywiście było przepięknie za oknem :) podobnego słońca w duszach i umysłach w tym roku szkolnym życzę wszystkim pedagogom, którym z nowościami przyszło się zmierzyć! A teraz wdech, wydech, wdech, wydech! Nikt nie mówił, że będzie łatwo to wszystko zrozumieć ;) Poza tym, głowy do góry! Kto da radę jak nie Wy! :)
Szanowna Pani Edyto, nie wiem czy ten obraz widziałem w jakimś rosyjskim cyrku, ale miałem go okazję zaobserwować w wielu innych miejscach i gorąco polecam. Chodzi o skofundowanego bohatera, który jeśli nie potrafi sobie poradzić z emocjami, wychodzi przez dom (zawsze drewniany i zawsze w zwałach śniegu) podchodzi w rozpiętej do pasa koszuli do studni, nabiera wody do wiadra i wylewa ją sobie na głowę. W efekcie uspokaja się i zaczyna działać nieco bardziej racjonalnie. Mam wrażenie, że coś takiego, choć może w innej scenerii, proponuje Pani nauczycielom w związku z reformą. warto pamiętać, że zmiany programowe i płynące z nich konsekwencje dotyczą jedynie I klasy SP i G. Obejmują jednak również całe przedszkole. Nie aż jednak tak drastycznie, by trzylatki przygotować do matury;-) Podstawy programowe opisują oczekiwane efekty, które powinien reprezentować absolwent opisywanego etapu kształcenia (w przedszkolu docelowo pięciolatek przygotowany do przekroczenia progu szkoły). W tejże samej podstawie programowej zapisano (warto czytać to naprawdę dobry dokument), że 4/5 czasu pobytu dziecka w placówce poświęcone powinno być na ruch i zabawę. Nikt też nie każe 3latkom,ani nawet 6latkom znać się na stylach architektury. Jedyny zapis, o tym wspomina mówi, że dziecko kończące edukację w przedszkolu: \"wykazuje zainteresowanie malarstwem, rzeźbą i architekturą (także architekturą zieleni i architekturą wnętrz)\"- co nawiasem mówiąc wykonał mój wnuk kiedy miał 3 latka właśnie i na widok kościoła powiedział \"Ale duży dom\". Zachęcam do czytania tego co się da czytać. W całości podzielam i przyłączam się do wyrazów uznania dla Pani Profesor. O fałszowaniu dokumentacji szkolnej nie będę pisał bo właśnie wyszło słońce i nie chcę sobi epsuć dnia
Maciej Maciołek 25 Maj 2012, 00:00
Decyzja o losie podręczników elektronicznych zależeć będzie od Unii Europejskiej?
Karolina Krzysik 25 Maj 2012, 00:00
Rodzice o prawie oświatowym - drugie spotkanie Forum Rodziców
Redakcja portalu 25 Maj 2012, 00:00
Maciej Maciołek 25 Maj 2012, 00:00
Jeśli chcemy więcej, to kształcimy gorzej
Maciej Maciołek 24 Maj 2012, 00:00
Najważniejszy talent dziecka - kreatywność
Maciej Korżel 09 Maj 2012, 12:41
Kretyn. Czy takie imię wybrałeś dla swojego dziecka?
Maciej Korżel 09 Maj 2012, 11:04
Girls Games 02 Kwiecień 2012, 10:25
Girls Games 02 Kwiecień 2012, 10:22
Władysław 16 Marzec 2012, 23:22