Edukacja domowa własnych dzieci

Czym jest edukacja domowa? Najkrócej mówiąc, edukacja domowa polega na uczeniu dzieci w domu. Najczęściej przez własnych rodziców, ale także przy pomocy innych rodziców – nauczycieli. Dzieci uczone w ten sposób czasami uczą się także poza domem, w większych grupach, czasem biorą też udział w niektórych lekcjach w szkołach publicznych lub prywatnych.


Taka forma edukacji jest legalna między innymi w całych Stanach Zjednoczonych, Anglii, Australii, Portugalii, Chile czy Tajwanie, gdzie rodzice nie mają większego problemu z regulacjami rządowymi. W wielu innych krajach, tego typu edukacja jest również legalna, ale podlega mniejszym lub większym regulacjom. Edukacja domowa jest z wielu powodów właściwym sposobem nauczania i właśnie dlatego powinna być całkowicie legalna w Polsce. Właściwie nie chodzi o to, aby jak najwięcej ludzi ją praktykowało, ale o to, żeby uczący w domu rodzice nie mieli z tego powodu kłopotów prawnych.

Jeszcze na początku XX wieku edukacja domowa była czymś naturalnym. Dotyczyła ona wówczas elit majątkowych, intelektualnych czy politycznych, które do swoich dzieci najmowały guwernerów lub guwernantki, lecz tym sposobem wiedzę wchłaniały także dzieci z bardziej zasobnych domów nie liczących się do ścisłych elit. Tymczasem, jak to zauważa Andrzej Polaszek: „Agresywnie laickie państwo zmonopolizowało publiczną oświatę, pozbawiając jednocześnie (poprzez wysokie podatki) nas, obywateli, środków, które pozwoliłyby na stworzenie alternatywy – gęstej sieci prawdziwie niezależnych, powszechnie dostępnych szkół prywatnych”. Większość rodzin w Polsce nie jest szczególnie zainteresowana jakimikolwiek inicjatywami w tym względzie. Spora część polskiego społeczeństwa po upadku komunizmu zaczęła wierzyć w „neutralne światopoglądowo” publiczne szkoły i nie widzi w nich żadnego zagrożenia dla kształtującego się dopiero światopoglądu swoich dzieci. O wiele prostszym rozwiązaniem jest oddanie swego dziecka w ręce szkoły i nauczyciela.

W czasach nowożytnych obowiązek szkolny został wprowadzony w życie jeszcze przed oświeceniową rewolucją (np. w tzw. weimerskim porządku szkolnym Kromayera w 1619 r). W XVIII wieku obowiązek wprowadzają Prusy Fryderyka Wilhelma I, ale i Arcykatolicka Austria pod panowaniem Marii Teresy (1774r.). Przymus szkolny jest wpisany w projekty oświatowe rewolucji anty – francuskiej, tak żyrondystów – Condorcet – jak i jakobinów – Saint – Just i Lepelletier. Upowszechnienie się w Europie publicznej i obowiązkowej szkoły przynosi wiek XIX. W 1825 r. w Prusach Wschodnich wszedł w życie przepis o powszechnym obowiązku szkolnym z powodu militarnej porażki Prus. Przyczyn dopatrywano się w niskim wyedukowaniu żołnierzy, na których spoczywał obowiązek ekspansji. Rodzice oddając dzieci do szkoły, zobowiązani byli podpisać oświadczenie o „przejęciu” odpowiedzialności za edukację przez szkołę (państwo). Państwo wprowadziło więc w życie instytucję kulturowego przymusu, w której główna odpowiedzialność za edukację i wychowanie spoczywała na nauczycielu. Rodzic czuł się zwolniony z edukacyjnego obowiązku. Trudno nie dostrzec tu związku z wzrastaniem idei państwa narodowego i szkoły jako miejsca budzenia narodowej tożsamości.

Czasy od tamtej pory znacznie się zmieniły...

Jednakże przepis o powszechności obowiązku szkolnego pozostał w mocy. Współczesne państwo odziedziczyło ideologię wedle której, to ono jest podmiotem i instytucją kształtującą światopogląd dzieci. Rodzice są zbędni i wykluczeni z procesu edukacyjnego. Niekiedy zaś – stanowią zagrożenie, np. chcąc wypełniać rodzicielski obowiązek edukacyjny wobec własnych dzieci poza szkołą publiczną.
Andrzej Polaszek stwierdza: Z roku na rok przybywa na świecie rodziców (głównie są to amerykańscy chrześcijanie), którzy rezygnują z „usług” publicznych szkół i sami biorą na siebie ciężar kształcenia własnych dzieci w ramach tzw. edukacji domowej. Rezultaty zdumiewają największych sceptyków: okazuje się, że nawet rodzice, którzy sami nie posiadają formalnego wykształcenia potrafią w zakresie szkoły podstawowej, a niekiedy i średniej, wykształcić swoje dzieci z wynikami znacznie lepszymi niż szkoły publiczne (w USA okazją do weryfikacji są jednolite egzaminy składane zarówno przez dzieci uczęszczające do szkół, jak i uczące się w domu). Jak to wygląda w praktyce? Rodzice uczą swoje dzieci sami. Przygotowując się do zajęć (co nawiasem mówiąc jest również dla nich niezwykle pożyteczne i rozwijające), korzystają ze specjalnych podręczników. Większość rodziców zrzeszonych jest w stowarzyszeniach (niekiedy kościelnych), które zapewniają im wszechstronną pomoc, a właściwie organizują samopomoc. W rezultacie rodzice mogą wspólnie wynajmować nauczycieli do wybranych przedmiotów, organizować dzieciom wspólne wycieczki, zajęcia sportowe, etc. Powstają w ten sposób swego rodzaju „ośrodki edukacyjne”, które pozostawiając rodzicom inicjatywę i swobodę, pozwalają jednocześnie korzystać z wiedzy, doświadczeń i życzliwości innych ludzi”.
Uczenie własnych dzieci w domu jest w Polsce możliwe, choć mocno utrudnione. Polskie prawo przewiduje możliwość tzw. „spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą”. Zgodę w tym względzie wydaje dyrektor szkoły, w okręgu której uczeń zamieszkuje, określając jednocześnie warunki, które rodzice zobowiązani są spełnić. A zatem cała władza spoczywa w rękach urzędnika.

Rodzice czy państwo?
W niniejszej pracy chciałbym przyjrzeć się przepisom prawnym dotyczącym możliwości uczenia przez rodziców własnych dzieci w domu. Celem, który mi przyświeca jest wskazać na fakt prawnych ograniczeń (wykluczenia społecznego) uniemożliwiających w wielu przypadkach spełniania tzw. „obowiązku szkolnego” w domu. Wynika to z faktu, że współczesne państwo w wielu dziedzinach w dość zachłanny sposób wkracza w sfery zarezerwowane dla jednostki, lokalnej społeczności czy rodziny. Co więcej, państwo uważa się za źródło wszelkiej władzy (łaskawie „ustanawiając” władzę rodzicielską w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym). Państwo decyduje o tym, ile obywatel ma „odkładać” pieniędzy na emeryturę, edukację cudzych dzieci, kiedy dziecko ma pójść do szkoły i czego się tam uczyć.
Tymczasem Państwo powinno być przede wszystkim instytucją ochronną, zaś rodzina instytucją opiekuńczą i wychowawczą. Jednak w społeczeństwach kolektywistycznych daje się zauważyć silną wiarę w Państwo, od którego oczekuje się rozwiązania problemów. To z kolei prowadzi do jego zaangażowania się w sprawy, które znajdują się w sferze odpowiedzialności rodziny, jednostek, prywatnych przedsiębiorstw, czy lokalnych społeczności. Rodzina jest wobec Państwa „instytucją” bardziej pierwotną i w tym kontekście jego roszczenia do uzurpowania sobie prawa do ustalania „zakresu władzy rodzicielskiej” brzmią buńczucznie i niepoważnie. Rodzina jest instytucją najgłębiej ingerującą w osobiste życie człowieka. Wkraczanie Państwa w sferę wolności człowieka (również edukacyjnej) prowadzi do powstawania „państwa nadmiernie opiekuńczego”.

Edukacja domowa a prawa międzynarodowe. Legalność edukacji domowej w innych krajach.
W wielu krajach rząd jest przychylny edukacji domowej, a przynajmniej zbytnio nie przeszkadza. Przykładem może być USA, gdzie edukacja domowa jest całkowicie legalna.
W niektórych stanach rodzice nawet nie potrzebują zgłaszać szkole faktu edukowania dzieci w domu (np. w Illinois). Kolejnym krajem jest Kanada, w której funkcjonuje Home School Legal Defense Association of Canada (Stowarzyszenie Prawnej Obrony Edukacji Domowej), stojące na straży praw rodziców nauczających swoje dzieci w domu. Sytuacja prawna zależy od prowincji, w której się mieszka. Podobnie jest w Australii, gdzie szacuje się liczbę rodzin uczących w domu na około 15 tys. Sama Australian Christian Academy Homeschooling Program ma zapisanych 1500 rodzin uczących w sumie 3600 osób (na poziomie od przedszkola do uniwersytetu). Sprzyjające prawo w tym względzie jest w Nowej Zelandii, gdzie rodzice muszą się jednak rejestrować w Ministerstwie Edukacji. Tam szacuje się liczbę rodzin na 3370. W Anglii rodzice nie muszą nikogo informować o tym, że uczą swoje dzieci w domu. Uczy się tam w ten sposób między 20 tys. a 100 tys. rodzin. Podobnie jest w Portugalii. Minimalne regulacje są w Tajwanie (około 500 rodzin). Nauczanie domowe jest również legalne w Chile, podobnie w Meksyku (sytuacja zależy od prowincji), gdzie naucza „domowo” około 400 rodzin. Irlandia ma nauczanie domowe zapisane nawet w konstytucji, chociaż tam sytuacja rodziców uczących własne dzieci zmienia się na gorsze. W Holandii można uzyskać zezwolenie na uczenie w domu ze względów religijnych. Udało się to stu rodzinom. Legalnie jest w RPA. Od 1997 r. istnieje tam National Home Education Defense Fundation, gdzie jest 5000 rodzin tak nauczających, chociaż rodziców – Andrzeja i Bookie Mientjies ukarano dwoma latami więzienia za uczenie swych dzieci. Na Ukrainie również jest legalnie, chociaż władze lokalne nadużywają swojej władzy i straszą rodziny utratą praw rodzicielskich. W Japonii powstała Home School Support Association of Japan wspierająca 1000 rodzin. Środowiska biznesowe popierają tam gorąco cały pomysł i wspierają go finansowo. Podobnie jest w Niemczech. Czterysta rodzin stara się tam zalegalizować całkowicie ten sposób nauczania. Niektórym się to udało, a co najmniej kilka procesów toczy się w niemieckich sądach. W 2000r. utworzono w tym kraju Schulunterricht zu Hause. Również w Izraelu ruch edukacji domowej ma swoich zwolenników, jednak jest tam silnie regulowany, rodzice muszą uzyskać zgodę od Ministerstwa Edukacji. Kwitnie nauczanie domowe na Węgrzech. Odbywają się tam konferencje na temat domowego nauczania dwa razy do roku. W Czechach rząd oficjalnie uznał nauczanie domowe dla dzieci do 12 lat i dąży się do legislacji tej formy na poziomie liceum. Także parlament rumuński debatuje aktywnie nad nauczaniem domowym. W Bułgarii rząd „po cichu” pozwala na nauczanie domowe. Na tym tle Polska jest niestety zapóźniona. Traktowanie nauczania domowego wciąż jest pełne uprzedzeń i mitów.

Edukacja domowa w Polsce. Historia i teraźniejszość.
Polska ma bardzo mocne tradycje szkół domowych. Nie cofając się zbytnio w czasie, warto wspomnieć o tajnym nauczaniu (tajne komplety na wszystkich poziomach), które ratowało polski naród nie tylko w okresie zaborów przed pierwszą wojną (oryginalny „Poradnik dla samouków” z 1897 r. redagowany przez S. Michalskiego), ale także podczas II wojny światowej, za czasów okupacji. Pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku prawnie zrównano nauczanie domowe z publicznym. Należy więc zauważyć, że nieprzychylne polskie prawo dla „szkół domowych” to naleciałość komunistyczna.
W marcu 2002 r. w Sądzie Rejonowym w Poznaniu złożony został wniosek o zarejestrowanie Stowarzyszenia Edukacji Domowej. Wśród założycieli Stowarzyszenia przeważają chrześcijanie (w większości związani ze środowiskiem „Reformacji w Polsce”), choć w zamierzeniu jest ono otwarte dla wszystkich, niezależnie od światopoglądu. Na czele Komitetu Założycielskiego stoi dr Marek Budajczak – pedagog, pracownik dydaktyczno – naukowy Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, a jednocześnie jeden z pionierów edukacji domowej w Polsce. Od kilku lat uczy swoje dzieci w domu, wytrwale pokonując biurokratyczne przeszkody. W Polsce domowo edukuje swoje dzieci obecnie około kilkunastu rodzin.
Czy edukacja domowa jest w Polsce legalna? Zgodnie z zapisem w Konstytucji (z 1997 r.), edukacja domowa jest w Polsce legalna. Konstytucja gwarantuje prawo do wyboru nauczania domowego. Art. 70 pkt 3 mówi: „Rodzice mają wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne”.
Z kolei Ustawa o Systemie Oświaty z września 1991 r. jednak ogranicza wolność rodziców do nauczania domowego. Art.16 pkt 8 mówi: „Na wniosek rodziców dziecka dyrektor szkoły publicznej, w której obwodzie dziecko mieszka, może zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego poza szkołą oraz określić jego warunki. Dziecko spełniające obowiązek szkolny w tej formie może otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas szkoły podstawowej lub ukończenia tej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku szkolnego”.
Marek Budajczak wskazywał na dwa problemy związane właśnie z tym zapisem w ustawie. Po pierwsze, wszystkie uczące się w domu dzieci muszą przechodzić egzaminy każdego roku, a czasem nawet i dwa razy do roku, aby móc kontynuować naukę w domu. Oczywiście, jest to nierówne traktowanie wobec uczących się w szkołach publicznych, którzy nie muszą zdawać takich egzaminów. Po drugie, brak sprecyzowania reguł dotyczących uczniów szkół domowych powoduje, że każdy dyrektor szkoły może stwarzać swoje własne zasady i ograniczenia. Tak więc „spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą” jest z mocy ustawy dopuszczalne, niestety za „łaskawym” zezwoleniem dyrektora określonej szkoły i pod warunkami przezeń nałożonymi. Te możliwości są na różne sposoby nadużywane przez dyrektorów szkół. Jeśli spojrzeć na ewolucję wspomnianego przepisu prawa, to nie o poprawie, a o stałym regresie trzeba tu powiedzieć. Do tego dochodzą inne, restryktywne i regresywne przepisy państwowe, o których można powiedzieć, że sankcjonują dyskryminację rodzin edukacji domowej.

Prawo edukacyjnego wyboru a polskie prawo.
Prawo do edukacji – to hasło często pojawia się w kontekście praw człowieka. Różne dokumenty sankcjonujące prawo do edukacji oddają pierwszeństwo rodzicom (a nie czynnikom państwowym) i dopuszczają nauczanie dzieci przez ich własnych rodziców w ramach edukacji domowej. Pozornie robi to także polskie prawo. Chciałbym wskazać dokładniej, co na ten temat mówią różne dokumenty.

Konstytucja RP z 1997 roku.
W art. 70 pkt 1: „Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób wykonania obowiązku szkolnego określa ustawa”.
Sprzeczności w tym przepisie trudno nie zauważyć. W jaki sposób coś, do czego obywatel ma prawo może być obowiązkowe? W rzeczywistości wymowa tego punktu przymusza rodziców do posyłania ich dzieci do szkół. Mamy tu podobny problem co z pkt 1 w Deklaracji Praw Człowieka, z tą różnicą, że w trzecim zdaniu pojawia się kategoria nieznana do tej pory – „obowiązek szkolny” (nie zaś edukacyjny).
Wymiar marginalizujący rolę rodziców w edukacyjnym procesie dzieci ma pkt 3. art. 70: „Rodzice mają wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne. Obywatele i instytucje mają prawo zakładania szkół podstawowych, ponadpodstawowych i wyższych oraz zakładów wychowawczych”.
W świetle tego przepisu możliwe jest uczenie dzieci w domu tylko i wyłącznie w przypadku nadania jej sformalizowanego kształtu w postaci szkoły (można również użyć określenia „zakład wychowawczy”). Ów punkt w rzeczywistości daje rodzicom możliwość wyboru już istniejących szkół (publicznych lub niepublicznych) lub zakładania własnej. Edukacja domowa nie jest opcją w wyborze (chyba, że nazwana będzie np. szkołą domową).
Oba powyższe artykułu stoją w sprzeczności z art. 48 oraz 53 Konstytucji.
Art. 48: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”.
Art. 53 pkt 3: „Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami”. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.

Dość łatwo można zaobserwować ewolucję art. 16 punkt 8. Ustawa z 7 września 1991 r. (wersja „optymistyczna” dla rodziców chcących uczyć własne dzieci):
„Na wniosek rodziców dziecka dyrektor szkoły może zezwolić na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą. Dziecko spełniające obowiązek w tej formie może otrzymać świadectwo ukończenia szkoły podstawowej na podstawie egzaminu klasyfikacyjnego przeprowadzonego przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku szkolnego”.
Zamiast analizy przytoczę ów artykuł w zmienionej formie w wyniku zmian z lipca 1995 r. Rok 1995 (zmiany wytłuszczone): „Na wniosek rodziców dziecka dyrektor szkoły publicznej, w której obwodzie dziecko mieszka może zezwolić na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą oraz określić jego warunki. Dziecko spełniające obowiązek w tej formie może otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas szkoły podstawowej lub ukończenia tej szkoły podstawowej na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku szkolnego”. Ostatnia zmiana miała miejsce w roku 1998 i obowiązuje dziś, tj. w maju 2007r.):
„Na wniosek rodziców dziecka dyrektor publicznej szkoły podstawowej lub gimnazjum, w obwodzie których dziecko mieszka, lub dyrektor szkoły ponad gimnazjalnej, do której dziecko uczęszcza, może zezwolić na spełnianie przez dziecko odpowiednio obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki poza szkołą oraz określa jego warunki. Dziecko spełniające odpowiednio obowiązek szkolny lub obowiązek nauki w tej formie może otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas danej szkoły lub ukończenia tej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku szkolnego lub nauki”.
Analiza ewolucji tej ustawy pokazuje nie tylko wzrost objętościowy, ale co gorsza, wzrost restrykcji. Dyrektor, który mógł udzielić zezwolenia bezwarunkowo (może zezwolić), potem mógł je precyzować (może zezwolić i określić), ale nie musiał, a potem już musiał (może zezwolić i określa). Otrzymanie zezwolenia od dyrektora (poprzednio szkoły, teraz już publicznej) graniczy obecnie z cudem, gdyż z powodu niewiedzy, zwykłej nieprzychylności czy w końcu strachu o utratę pracy przez kurczące się klasy, dyrektorzy nie mają wcale ochoty na umożliwienie rodzicom korzystania z prawa do nauczania w ramach edukacji domowej.
Marek Budajczak komentując ów przepis stwierdza: „Niestety z zgodnie z ‘literą’ Ustawy, każdy powód będzie tu ‘słuszny’. Dodatkowo żaden zapis tego fragmentu Ustawy nie obliguje dyrektora szkoły do formułowania jakichkolwiek argumentów na uzasadnienie odmowy, ponieważ dla niego decyzja ma charakter czysto uznaniowy. (...) Zapis ten godzi bezpośrednio w konstytucyjne prawo rodziców do autonomicznego i niezawisłego dokonywania edukacyjnych wyrobów dotyczących ich własnych dzieci. Jeszcze raz warto w tym odniesieniu przypomnieć literę zapisów ratyfikowanych przecież przez RP aktów prawa międzynarodowego podkreślających „wolność” i „pierwszeństwo” rodziców przed państwowymi urzędnikami. Mamy zatem w tym miejscu do czynienia z ewidentnym zawłaszczeniem obywatelskich prerogatyw przez Państwo (jego urzędników)”. Co mogą zrobić dyrektorzy, nauczyciele i rodzice?

Zadanie szkoły
Co mogą zrobić nauczyciele i dyrektorzy szkół w sytuacji coraz powszechniejszych dążeń rodziców do edukowania w domu? Myślę, że przede wszystkim powinni przestać postrzegać wszelkie tego typu dążenia z podejrzliwością jako będące zagrożeniem dla dziecka i szkoły. Szkoła i nauczyciele powinni pomagać rodzicom w edukacji własnych dzieci. Najprostszym krokiem w obecnej sytuacji jest umożliwianie edukacji domowej tym rodzicom, którzy o to zabiegają. Zakładam oczywiście, że są to rodzice odpowiedzialni i chętni do rozwijania swoich umiejętności uczenia. Zadanie szkoły widziałbym jako chroniące przed dyskryminacją rodziców oraz dzieci uczących się w domu. Nauczyciel ma za zadanie bronić „interesów” rodziny i tam gdzie jest to możliwe, włączać i angażować rodziców w proces edukacyjny. Każde zainteresowanie i dążenie rodziców do przejęcia odpowiedzialności za kształcenie własnych dzieci, szkoła i nauczyciele powinni odbierać z wielką przychylnością i entuzjazmem. Rodzice nie są „konkurencją” dla szkoły. Wręcz przeciwnie. Rodzina jest instytucją mającą bardziej pierwotny mandat do wychowania dzieci. Stąd relację rodzice – szkoła w procesie edukacyjnym, widziałbym jako opartą na założeniu wzajemnej pomocy. Szkoła jest instytucją służebną i pomocną wobec rodziców. Powinna wspierać rodziców, którzy w odpowiedzialny sposób zajmują się edukowaniem własnych dzieci. Owo wspieranie mogłoby się odbywać poprzez poradnictwo prowadzone przez doświadczonych nauczycieli, wyposażanie rodziców w materiały edukacyjne, prowadzenie szkoleń dla rodziców uczących w domu. W żadnym razie szkoła nie powinna gasić ich zapału i „walczyć o odebranie” rodzicom dzieci.
Ważne jest również, aby każdy nauczyciel znał i rozumiał przepisy prawne w naszym kraju dotyczące realizowania obowiązku szkolnego poza szkołą. Zapoznanie się z nimi mogłoby wchodzić w zakres warunków do spełnienia w ramach awansu zawodowego.
Są to istotne kwestie, lecz niestety zaniedbane lub pomijane, jeśli chodzi o tworzenie w świadomości nauczycieli miejsca dla edukacji domowej jako „normalnej” alternatywy edukacyjnej w Polsce.

Co mogą zrobić rodzice?
Na podstawie wymienionych przepisów można stwierdzić, że w Polsce nie ma prawa do edukacji ani nauki, gdyż prawo nie może być obowiązkowe. Polskie przepisy kładą nacisk na obowiązek (szkolny), nie zaś na prawo do edukacji. Edukacja jest rozumiana w naszym kraju tylko jako szkolna, z pominięciem innych form edukacji, w tym edukacji domowej, legalnej w wielu krajach. Polskie prawo nie tylko odbiera rodzicom swobodę edukacyjną własnych dzieci w zgodzie z własnym światopoglądem, ale również gwałci prawa międzynarodowe. Wydaje się, że jedynym sposobem, aby usunąć sprzeczności w artykułach polskiej konstytucji jest prawne rozpoznanie edukacji domowej jako formy niepublicznej szkoły (domowej) i uwzględnienie jej w Ustawie o oświacie (w art. 16. w ust. 5).
W rzeczywistości jednak, obowiązek szkolny to nadużycie terminologiczne w stosunku do naszej Konstytucji i prawnych regulacji międzynarodowych w rodzaju Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Oba (i inne) dokumenty mówiące o prawie do edukacji i uczenia się, u nas przekładane są na pojęcie obowiązku bycia nauczanym i uczęszczania do szkoły. Z takich interpretacji wyrastają później restrykcyjne przepisy legalizacyjne. Mianowicie: dzieci nie uczęszczające do szkoły są do niej doprowadzane przemocą, rodzice zaś karani aresztem, grzywną.
Gdy zaś ktoś wspomni o możliwości kształcenia i uczenia się dzieci w domu – traktowany bywa jako szkodnik społeczny, zbrodniarz, a w najlepszym razie wariat. Nauczanie domowe
w Polsce jest więc obłożone wieloma restrykcjami i ograniczeniami prawnymi. Marginalizacja roli rodziców w proces edukacyjny własnych dzieci jest „chroniona” prawnie.

Co powinni zrobić rodzice chcący uczyć dzieci domowo w zgodzie z obecnymi przepisami?
Najpierw należy złożyć wniosek w lokalnej państwowej szkole i... mieć nadzieję na akceptację. Trzeba też spodziewać się szeregu dowolnych „warunków” ze strony dyrektora szkoły publicznej (dyrektorzy szkół prywatnych nie mają takich kompetencji), ponieważ, zgodnie z formułą ustawy, ma on takie warunki obowiązkowo postawić. Brak jest szczególnych wymagań wiekowych, istotne są natomiast liczne konieczności egzaminacyjne.

Inne rozwiązanie opiera się na Rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej i Sportu w sprawie warunków i trybu udzielania zezwoleń na indywidualny program lub tok nauki, oraz organizacji indywidualnego programu lub toku nauki z 19 grudnia 2001 r. Na podstawie art. 66 ust. 2 Ustawy o systemie oświaty z 7 września 1991 r., uczeń ma prawo: „do kształcenia się w zakresie jednego, kilku lub wszystkich obowiązujących zajęć edukacyjnych, przewidzianych w szkolnym planie nauczania dla danej klasy, według programu dostosowanego do jego uzdolnień, zainteresowań i możliwości edukacyjnych (...) Uczeń może realizować indywidualny program lub tok nauki na każdym etapie edukacyjnym i w każdym typie szkoły”. To oznacza, że właściwie żaden uczeń nie musi chodzić na zajęcia pod warunkiem, że otrzyma na to zezwolenie od dyrektora i na koniec zda egzamin klasyfikujący. „Uczeń realizujący indywidualny tok nauki może uczęszczać na wybrane zajęcia edukacyjne do danej klasy lub do klasy programowo wyższej, w tej lub innej szkole, na wybrane zajęcia edukacyjne w szkole wyższego stopnia albo realizować program w całości lub w części we własnym zakresie. Oczywiście jest to rozwiązanie dla wybranych – zdolnych i odważnych (z pewnością niejedna szkoła pozbędzie się chętnie zdolnego a stwarzającego problemy, np. zadającego niewygodne i słuszne pytania). Być może chociaż częściowo rozbije to jednak panujący system, kiedy większa liczba rodziców mających zdolne dzieci po prostu podziękuje szkole za nauczanie i zajmie się tym na własną rękę. Byłoby to także zajęcie dla zdolnych i niepracujących (też bezrobotnych) mam, które mogłyby utorować drogę dla polskiego „home schooling”.

Mimo, iż polskie prawo nie sprzyja edukacji domowej, a jej rozpoczęcie uzależnione jest od arbitralnej woli dyrektora szkoły publicznej, to wiele rodzin dąży do uczenia własnych dzieci w domu, uważając naturalne prawo rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnym światopoglądem za pierwotne wobec roszczeń państwa do edukacji dzieci w naszym kraju. Powstają platformy współpracy rodzin edukujących domowo swoje dzieci, organizowane są konferencje i opracowywane są materiały edukacyjne mające na celu wyposażać i kształcić rodziców. Oczywiście do pełnej akceptacji edukacji domowej jako nie ograniczonej przepisami alternatywy edukacyjnej wciąż jeszcze daleko. Trwają prace nad zmianą uchwały, która docelowo dawałaby większe swobody edukacyjne rodzicom. Do chwili obecnej wciąż mamy do czynienia z marginalizacją i wykluczeniem przez państwo rodziców, swobodnego edukowania własnych dzieci.


Uchwały prawne

Edukacja domowa jest normalną formą edukacji w wielu krajach świata. Reguluje ją (lub nie reguluje) prawo danego kraju (lub stanu czy prowincji), a także rozpoznaje prawo międzynarodowe. Oto międzynarodowe uchwały regulujące przepisy dotyczące edukacji.

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, 1948 r.
Art. 26. pkt 1. „Każdy cazłowiek ma prawo do nauki. Nauka jest bezpłatna, przynajmniej na stopniu podstawowym. Nauka podstawowa jest obowiązkowa (...)”
Marek Budajczak, pedagog, autor książki „Edukacja domowa”, wskazuje na logiczną sprzeczność pomiędzy pierwszym i trzecim zdaniem owego punktu: „Logika pierwszego zdania wskazuje bezpośrednio i jednoznacznie w kierunku wolności edukacji. Jako istota ludzka jestem wolny zarówno wobec możliwości wyboru jednego z rodzajów edukacji, które są społecznie oferowane przez państwo lub inne podmioty społeczne, jak i wobec możliwości niedokonywania żadnego wyboru w ogóle, rezygnacji z przysługującego mi prawa. Obok pozytywnego wyboru bezwarunkowo akceptowaną opcją edukacyjną musi być też opcja negatywna – rezygnacji z edukacji. Jedynie moja dobra wola może spowodować, że zaangażuję się w jedną z dostępnych odmian edukacji, ponieważ ja i tylko ja jestem uprawniony do podejmowania swobodnej w tym względzie decyzji”.
Jednakże trzecie zdanie w owym punkcie stwierdza, że: „Edukacja podstawowa winna być obowiązkowa”, co powoduje, że znika wskazywana chwilę wcześniej edukacyjna wolność, a zaczyna się zależność od państwa. Budajczak komentując ową sprzeczność stwierdza: „Proszę zresztą zauważyć jak wyglądałaby w parafrazie formuła łącząca oba wskazania: Każdy ma prawo... koniecznie się uczyć. Oczywistość absurdalności i groteskowości narzuca się tutaj sama. Taki stan rzeczy wydaje się niemożliwym do dalszego utrzymywania. Winniśmy jako zbiorowość ludzka, tak na planie globalnym jak i państwowym, dla uchwalenia zachodzącej tu moralnej nierzetelności i logicznej niespójności, dokonać wyboru między tymi dwoma opcjami, a nazwą dokumentu, o którym tu traktujemy, a mianowicie Deklaracja Praw (nie Obowiązków) Człowieka, wskazuje nam właściwy kierunek manewru”.

Art. 26 punktkt 3: „Rodzice mają prawo pierwszeństwa w wyborze nauczania, które ma być dane ich dzieciom”.
Ów zapis oznacza, że to rodzice, a nie państwo, dysponują priorytetem, jeśli chodzi o wybór formy edukacyjnej własnych dzieci. Państwo jest zobowiązane do zapewnienia ze swej strony takich systemowych warunków, w tym warunków prawnych, które pozwolą rodzicom na realizację ich wolności wyboru. Ów punkt daje rodzicom możliwość wyboru jakiejkolwiek formy edukacyjnej, nie zawężając jej do szkół publicznych czy prywatnych. Może być to prawną furtką dla edukacji domowej, ponieważ dokonywana jest na podstawie decyzji rodziców oraz opiera się na przekonaniu (historycznie uzasadnionym), że edukacja nie ogranicza się do szkoły – jakakolwiek by ona nie była. Gdyby szkoła miała być bezwzględnie obowiązkowa, wówczas zapis Deklaracji w jasny sposób by to stwierdzał. Tymczasem mówi on o obowiązkowości (pkt 1.) nauki podstawowej, nie zaś szkoły.

Furtki dla edukacji domowej znajdują się w innych międzynarodowych przepisach:
Europejska Konwencja Praw Człowieka, 1950 r. (oficjalna nazwa Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, ratyfikowana przez Polskę w 1992 r.).  
    Art. 9 ustęp 1: „Każdy ma prawo do wolności, myśli, sumienia i wyznania; prawo to obejmuje wolność zmiany wyznania lub przekonań oraz wolność uzewnętrzniania indywidualnie lub wspólni z innymi, publicznie lub prywatnie, swego wyznania lub przekonań przez uprawianie kultu, nauczanie, praktykowanie i czynności rytualne”.
Protokół Pierwszy do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, 1952 r., Polska ratyfikuje w 1994r. Art. 2: „Nikt nie może być pozbawiony prawa do nauki. W wykonywaniu wszelkich funkcji
w dziedzinie wychowania i nauczania, Państwo będzie szanowało prawa rodziców do zapewnienia wychowania i nauczania zgodnie z ich własnymi przekonaniami religijnymi i filozoficznymi”.

Konwencja o Prawach Dziecka, 1989 r., ratyfikowana przez Polskę w 1991 r.
Art. 18:
Państwa – Strony podejmą wszelkie możliwe starania dla pełnego uznania zasady, że oboje rodzice ponoszą wspólną odpowiedzialność za wychowanie i rozwój dziecka. Rodzice lub w określonych przypadkach opiekunowie prawni ponoszą główną odpowiedzialność za wychowanie i rozwój dziecka. Jak najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka, ma być przedmiotem ich największej troski.
W celu zagwarantowania i popierania praw zawartych w niniejszej konwencji Państwa – Strony będą okazywały odpowiednią pomoc rodzicom oraz opiekunom prawnym w wykonywaniu przez nich obowiązków związanych z wychowaniem dzieci oraz zapewnią rozwój instytucji, zakładów i usług w zakresie opieki nad dziećmi.
Karta Podstawowych Praw Unii Europejskiej, 2000 r. Art. 9 ustęp 1: „Każdy ma prawo do wolności, myśli, sumienia i wyznania; prawo to obejmuje wolność zmiany wyznania lub przekonań oraz wolność uzewnętrzniania indywidualnie lub wspólnie z innymi, publicznie lub prywatnie, swego wyznania lub przekonań przez uprawianie kultu, nauczanie, praktykowanie i czynności rytualne”.



Paweł Bartosik




 

Listopad/Grudzień 2009 - KLUCZ DO OŚWIATY
REKLAMA
FACEBOOK
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

XVI Targi Edukacyjne w Poznaniu

Maciej Maciołek 12 Luty 2012, 00:00

(W)inna Szymborska

Katarzyna Zagajewska-Sycz 09 Luty 2012, 00:00

„Nowa” pomoc psychologiczno -pedagogiczna

Mariusz Wiśniewski 03 Luty 2012, 00:00

Comeback rózgi i klęczenia na grochu?

Aleksandra Rygiel 03 Luty 2012, 00:00

Dzieci w sieci – nowy cel ataków hakerów

Karolina Krzysik 03 Luty 2012, 00:00


OSTATNIE KOMENTARZE

Czy media społecznościowe służą wykluczonej młodzieży?

Dr. Tom Brown 09 Luty 2012, 21:39

MEN/ Nowe zasady oceniania pracy szkół i przedszkoli

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 16:34

Czytanie i pisanie u dzieci słabo widzących – którędy omijać trudności?

LinarCubo LinarCubo 09 Luty 2012, 14:35

Konektywizm - Sieci, małe światy, luźne więzi

jeck steve 09 Luty 2012, 07:01

Dr kalkulator

imarion 08 Luty 2012, 18:24

FACEBOOK

Powrót do góry